4 obserwujących
43 notki
31k odsłon
  2676   0

Jak Argentyna wygrała mundial Mexico '86

    Ten tekst napisałem przed śmiercią Diego Maradony. Miał być wspomnieniem niezapomnianego turnieju i wspaniałej gry Maradony. Niestety, okazał się tekstem ku pamięci najwybitniejszego futbolisty w historii. RIP Diego.

    W latach osiemdziesiątych rozgrywki międzynarodowe nie były jeszcze tak uporządkowane jak dziś. I tak się złożyło, że Argentyna przez dwa lata, między Copa America w 1983 r. a eliminacjami do mistrzostw świata Mexico'86 w 1985 r., grała tylko mecze towarzyskie. Przepisy były takie, że kluby zagraniczne nie musiały zwalniać piłkarzy na te mecze, czego konsekwencją był dwuletni rozbrat z reprezentacją piłkarzy grających w Europie. Dotyczyło to tak ważnych graczy jak Maradona, Passarella czy Valdano. Reprezentacyjne plany Maradony dodatkowo pokrzyżowała kontuzja, której doznał w grudniu 1982, przez co wiosnę 1983 roku poświęcił na rekonwalescencję i nie załapał się na Copa America '83, a później były już tylko mecze towarzyskie, więc wrócił do reprezentacji, podobnie jak pozostały zaciąg europejski, dopiero na mecze eliminacyjne do mistrzostw świata w Meksyku, które odbyły się na przełomie maja i czerwca 1985 roku. Eliminacje do mistrzostw świata w Ameryce Południowej różniły się od tych obecnych, gdzie każdy gra z każdym w jednej grupie i eliminacje są rozciągnięte na wiele miesięcy. Wtedy kontynent był podzielony na trzy grupy, z których bezpośredni awans uzyskiwali zwycięzcy grup. Argentyna znalazła się w grupie z Peru, Kolumbią i Wenezuelą. Rozgrywki były intensywne - sześć meczów w półtora miesiąca. Argentyńczycy zaczęli udanie. Nie bez problemów, jednak wygrali dwa pierwsze mecze wyjazdowe z Wenezuelą i Kolumbią. W rewanżach u siebie podtrzymali dobrą passę. Cztery mecze, komplet punktów, wydawało się, że sięgną po awans bez problemów. Ale czekał ich jeszcze dwumecz z Peru. Na wyjeździe przegrali 1:0 i u siebie w rewanżu musieli przynajmniej zremisować. Remis u siebie, z Peru, come on, to będzie spacer! No nie był. Mecz zamienił się w horror dla Argentyny. O awans musieli drżeć do ostatniej minuty. Argentyna szybko objęła prowadzenie po golu Pasculliego, ale jeszcze w pierwszej połowie Peruwiańczycy strzelili dwa gole i Argentyna w drugiej połowie musiała gonić wynik. Trudno gra się w takiej sytuacji, Argentyńczykom stanęło widmo porażki przed oczami. Ostatecznie dopięli swego. Dziesięć minut przed końcem po znakomitym podaniu Passarelli Gareca zdobył złotego gola. Awans został wyszarpany w ostatniej chwili. Jak się później okazało zdobycie decydującego gola nie wystarczyło, żeby pojechać na mundial. Bilardo nie włączył Gareki do 22-osobowego składu na mistrzostwa świata. Generalnie Argentyna w eliminacjach nie zachwyciła stylem gry. Nawet pojawiły się głosy, aby zwolnić Bilardo ze stanowiska selekcjonera. Ostatecznie do tego nie doszło.

    Jedną z ważniejszych decyzji Carlosa Bilardo po objęciu posady selekcjonera, po nieudanych dla Argentyny mistrzostwach świata Espana '82, była obietnica przekazania kapitańskiej opaski Diego Maradonie. To on miał być teraz liderem zespołu, co siłą rzeczy odsuwało na drugi plan dotychczasowego kapitana i lidera, mistrza świata z 1978 roku, Daniela Passarellę. Obaj byli typem przywódcy, żaden z nich nie wyobrażał sobie, że może się podporządkować drugiemu. Sytuacja ta stała się zarzewiem konfliktu, który wybuchł z całą mocą tuż przed rozpoczęciem mistrzostw świata (o czym za chwilę).

    Zorganizowanie miejsca pobytu w Meksyku nie wyszło najlepiej włodarzom argentyńskiego futbolu. Po przybyciu na miejsce zakwaterowania okazało się, że hotel nie jest jeszcze wykończony. Małe pokoje, cegła na wierzchu, brakuje żarówek w lampach. W dodatku gotowych pokoi było tylko dla 16 piłkarzy. A cała ekipa liczyła 22 piłkarzy plus sztab trenerski. Dla pozostałych musieli zorganizować prowizoryczne pokoje, oddzielone od siebie kartonami. Dzisiaj taka partyzantka jest nie do pomyślenia.

    Wracając do konfliktu Maradona - Passarella. Pewnego dnia Maradona w towarzystwie Pasculliego, Batisty i Islasa spóźnił się 15 min. na zaplanowane spotkanie zespołu. Passarella zarzucił mu, że to nieprofesjonalne, niegodne kapitana drużyny. W trakcie kłótni dolał jeszcze oliwy do ognia, oskarżając go o wciąganie "drugów" i namawianie do tego pozostałych kolegów. Maradona temu zaprzeczył, zarzekał się, że w tamtym czasie nie brał żadnych narkotyków ani tym bardziej nikogo do tego nie namawiał. Jak tam było, tak tam było. W każdym razie Maradona miał przygotowaną własną amunicję. Nie tylko myślał o piłce, ale też pomyślał o kwitach na Passarellę. Rzecz wyglądała tak, był rachunek do opłacenia za połączenia telefoniczne do Europy, 2000 pesos. Nikt się do tych połączeń nie przyznawał, więc kwota miała być rozłożona na wszystkich zawodników. Jednakże w billingach było pokazane z którego pokoju były połączenia i tak się złożyło, że wszystkie połączenia były z pokoju Passarelli. Maradona zdobył wcześniej te billingi i teraz je wszystkim pokazał. Jak utrzymuje Maradona, po tym incydencie drużyna, która była do tej pory podzielona - część trzymała z Passarellą, część z Maradoną - stanęła po stronie Diego. Rywalizacja o przywództwo została zakończona. Epilog tej historii był taki, że tuż przed pierwszym meczem Passarella zgłosił kontuzję mięśniową, która eliminowała go z gry. Maradona w swoich wspomnieniach nie wierzy w tę wersję. Uważa, że Passarella po tym jak stracił swoją pozycję lidera w drużynie, nie chciał grać i celowo symulował kontuzję. Jak było naprawdę pewnie już się nie dowiemy. Miejsce Passarelli zajął Jose Luis Brown, zmarły w ubiegłym roku na alzheimera. Piłkarz, który przed mistrzostwami nie miał pewnego miejsca w składzie klubowej drużyny Deportivo Espanol. Jednak jak się okazało był to strzał w "10". Brown zagrał turniej swojego życia i był pewnym punktem defensywy mistrzów świata. Zwieńczeniem jego dobrej gry był gol strzelony w finale, wisienka na torcie jego występów na mistrzostwach.

Lubię to! Skomentuj28 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport