4 obserwujących
43 notki
31k odsłon
  269   0

Polska - Islandia. Ostatnie przetarcie

    Wydawało się, że na ostatni sprawdzian przed Euro Sousa puści do boju podstawową jedenastkę, żeby jak najbardziej zgrać się przed turniejem i dotrzeć w preferowanym przez portugalskiego selekcjonera ustawieniu 3-5-2. Tymczasem dzisiejszy skład taki nie do końca był podstawowy. Rzuca się w oczy brak takich piłkarzy jak Bereszyński, Bednarek, Rybus czy Klich. W każdym razie jeśli zobaczę tę samą jedenastkę w meczu ze Słowacją, to trochę się zdziwię. Największym beneficjentem ostatnich dni jest bez wątpienia Jakub Świerczok. Najpierw dobry występ z Rosją, a teraz wskutek urazu Milika a wcześniej Piątka, ma szanse zostać podstawowym graczem naszej drużyny na Euro. Skład:

Szczęsny - Kędziora, Glik, Dawidowicz - Frankowski, Krychowiak, Moder, Zieliński, Puchacz - Lewandowski, Świerczok

    Grający na wahadłach w meczu z Rosją Puchacz i Frankowski utrzymali miejsca w składzie, a partnerem Glika w defensywie został Dawidowicz. Przekonamy się wkrótce czy ten skład to częściowa zasłona dymna przed Euro, czy oglądamy podstawowy skład na turniej.

    W 10 minucie oglądaliśmy piękne podanie Zielińskiego za linię obrony Islandczyków. Takiego Zielińskiego naród chciałby oglądać częściej. Tych zagrań nie było niestety za dużo. Obejrzeliśmy parę efektownych kółeczek, ale z efektywnością było już gorzej. Choć strzelony gol zapewne notę mu podniesie. Dziś był ustawiony na "10", tak samo jak ostatnio w Napoli. Jeszcze w poprzednich sezonach był ustawiany z boku, na lewej stronie. Nie zawsze też miał pewne miejsce w składzie. W tym sezonie był jednym z liderów Napoli, a Gattuso zrobił go centralną postacią zespołu i ustawił na "10". No i miał też "liczby". W samej tylko lidze strzelił 8 goli (przez chwilę nawet 9, ale ostatecznie gol strzelony po rykoszecie z Fiorentiną został uznany jako samobój) i miał 10 asyst. Dziś zagrał 45 minut, Sousa uznał, że tyle na dziś wystarczy. Pora, żeby błysnął na Euro. W przerwie zmienił go Kozłowski.

    Początek meczu to nasza przewaga, graliśmy długo, ale dosyć wolno i na konkrety taka gra się nie przekładała. Z kolei Islandczycy nie bardzo kwapili się do ataków pozwalając nam na długie, najczęściej bezproduktywne, rozgrywanie piłki. Ogólnie mecz toczył się raczej w sennej atmosferze. Po jednym z nielicznych i nieśmiałych ataków, w 24 minucie Islandczycy wywalczyli rzut rożny. Pogubiliśmy się w obronie, Gudmundsson został bez krycia przed Szczęsnym i wepchnął piłkę do siatki. Gol golem, bardziej mógł martwić uraz Kamila "The Rock" Glika. Może i jest coraz wolniejszy i "klocowaty", ale linia defensywna z Glikiem jest wciąż dużo pewniejsza niż bez niego. Na szczęście rozbiegał drobny uraz i wygląda na to, że nic poważnego się nie stało. Po golu Islandczyków znowu wróciliśmy do tego co było wcześniej, czyli mozolnego budowania ataków. W końcu pomocników wyręczył - kto, jak nie on - nasz kapitan. Lewandowski cofnął się do środka boiska, pociągnął do przodu, minął trzech rywali, ten ostatni go wyciął, ale utrzymaliśmy się przy piłce, Zieliński zagrał do Puchacza, który z lewej flanki dośrodkował w pole karne, piłka po fliperze trafiła pod nogę Zielińskiego i ten dopełnił formalności.

    Druga połowa zaczęła się świetnie dla rywali. Obrońca KA Akureyri, rozgrywający trzeci mecz w kadrze, Bjarnason zachował się w polu karnym jak czołowy napastnik świata. Skleił niełatwą piłkę, jednocześnie gubiąc Krychowiaka i sypnął pod ladę nie do obrony. Początek drugiej połowy należał do Islandczyków. To nie tylko strzelony gol, bardziej nas zaatakowali, utrzymywali się przy piłce. To oni mieli teraz inicjatywę. Po kwadransie gry, zaczęliśmy odzyskiwać przewagę. Niewiele zabrakło, abyśmy zdobyli przypadkowego gola po rzucie rożnym, ale tym razem zabrakło nam szczęścia. Gra była podobna do tego co w pierwszej połowie. Rozgrywaliśmy wolno, nie stwarzaliśmy groźnych sytuacji, nasza przewaga niewiele nam dawała. I podobnie jak w pierwszej połowie Lewandowski coraz częściej się cofał i próbował cos rozegrać. Kwadrans przed końcem popisał się świetnym podaniem do Płachety, który przegrał pojedynek z bramkarzem (i tak był na spalonym). Mecz z każdą minutą robił się coraz bardziej "letni". Sousa robił kolejne zmiany, myślami byliśmy już chyba gdzie indziej. Nie było widać specjalnej determinacji, żeby zmienić rezultat. Pięć minut przed końcem obudził widownię młody Kozłowski. Najpierw strzelił i bramkarz wypluł piłkę, ale nie było dobitki, a chwilę później niecelnie uderzył głową. Nie udało mu się zdobyć gola, za to parę minut później zaliczył asystę. Ładnie zakręcił obrońcą przed linią pola karnego, dośrodkował do Świderskiego i napastnik PAOK-u ustalił wynik spotkania. Dobra zmiana Kacpra Kozłowskiego.

    Wiele nam ten mecz nie powie. Nie wyszliśmy w optymalnym składzie, zagraliśmy na pół gwizdka, co zresztą nie może dziwić. Trudno, żebyśmy tydzień przed Euro gryźli trawę w meczu o pietruszkę. Ot, takie przetarcie przed mistrzostwami Europy. Prawdziwa zabawa zacznie się za tydzień.


Lubię to! Skomentuj13 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport