1 obserwujący
26 notek
13k odsłon
531 odsłon

Polska - Czechy 0:1

Wykop Skomentuj42

    Nasza pierwsza udana akcja miała miejsce w 9 min. Lewy przytomnie zagrał do Grosika, który dokładnie dograł w pole karne do Klicha, ale ten strzelił ponad bramką. Wcześniej to Czesi mieli inicjatywę, oddali dwa celne strzały, podczas gdy u nas gra wyglądała tak, jak już zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić za kadencji obecnego selekcjonera, czyli na chaos. Po kwadransie gry wyglądało to tak, że patrzymy jak Czesi sobie pykają i liczymy, że uda nam się jakaś kontra. Mogły wrócić wspomnienia ze starych "dobrych" lat 90-tych, gdy atak pozycyjny był dla nas nieznaną odmianą gry w piłkę nożną. Przed meczem mogliśmy zakładać, że trójka internacjonałów - Krychowiak, Klich i Zieliński zdominuje drugą linię. Nic takiego nie miało miejsca. W 25 min. ładna akcja Grosickiego, który robił sporo wiatru na skrzydłach i parę razy urwał się obrońcom rywali, zagrał w pole karne do Klicha, ten odegrał piętą  klepkę ponownie do Grosika, ale jego strzał został zablokowany. Między 20 a 30 min. nasza przewaga wzrosła, nic jednak z tego nie wynikło, a po paru minutach znów cofnęliśmy się na naszą połowę i przyglądaliśmy się jak Czesi sobie klepią i stwarzają coraz groźniejsze akcje pod naszą bramką. 

    Po pierwszej połowie najlepsi w naszej drużynie, nihil novi, Grosicki i Lewandowski. Aż strach pomyśleć co będzie, gdy ten drugi zakończy karierę. Gwiazda Bayernu to gracz z innej półki, potrafi się zastawić, nie stracić piłki, mądrze odegrać, bo o strzelaniu to nawet nie wspominam. Rzecz jasna musi dostać choć z pół dobrej piłki, żeby to zrobić, a w pierwszej połowie nie dostał nawet ćwierć. Symptomatyczna była akcja pod koniec pierwszej połowy, gdy Lewandowski odebrał piłkę na środku (!) boiska i pociągnął ładną akcję, koniec końców jednak nieskuteczną. W drugiej połowie coraz częściej cofał się po piłkę i starał się rozkręcać akcje z głębi pola.

    Początek drugiej połowy zaczął się od zaskakującej akcji Polaków. Bereszyński pociągną lewą stroną na wysokość pola karnego Czechów, dostał podanie od Grosickiego i dośrodkował w pole karne. Zaskakujące w tym wszystkim, że to było pierwsze dośrodkowanie któregoś z naszych bocznych obrońców. Przez całą pierwszą połowę nie udało się to ani Kędziorze, ani Bereszyńskiemu.

    Kolejne minuty to pokaz taktyki, którą nasi piłkarze serwowali nam przez większą część pierwszych 45. minut, czyli oddanie piłki rywalowi i przyglądanie się co z tego wyczarują. W końcu stało się to, na co się zanosiło od pewnego czasu, Czesi strzelili gola. Długa piłka z własnej połowy zagrana na Patrika Schicka, Bednarek ruszył do niego jak wóz z węglem, spóźniony został jeszcze przepchnięty przez piłkarza Romy, który uderzył w Skorupskiego, do odbitej piłki dopadł Jankto i zrobiło się 0:1.

    Po stracie gola nasi ruszyli do ataku. W 55 min. Klich z Frankowskim zagrali "brazylianę" - Frankowski do Klicha, ten piętką do pomocnika Jagi, który jakby miał cyrkiel nodze, wymierzył idealne podanie do Lewandowskiego. któremu dwa metry przed pustą bramką piłka zaplątała się między nogami. Lewy z wściekłością spojrzał na nierówne kępki murawy, ale było już po ptokach. Mocny kandydat w rankingu miss of the year. Polacy nabrali wiatru w żagle, naciskali coraz mocniej, Czesi momentami bronili się w "szesnastce", ale goli z tego nie było.

    Brakowało trochę Piotrka Zielińskiego. Dzisiejsze ustawienie 4-5-1 sprawiało, że Zieliński miał być centralną postacią w zespole. To on miał być liderem od którego będzie zależeć nasza gra. I nie do końca się to udało. Zieliński wprawdzie pokazywał się do gry, nie uciekał od piłek, ale nie można powiedzieć, że był liderem na którego barkach spoczywała gra. W pewnym momencie miałem wrażenie, że częściej w środku pola widzę Lewandowskiego niż Zielińskiego. Myślę, że nie ma co liczyć na to, że pomocnik Napoli stanie się taką "10"  z prawdziwego zdarzenia, dominatorem środka pola. To nie jest ten typ piłkarza, zresztą w Neapolu też takiej roli nie pełni. Z drugiej strony to za dobry piłkarz, aby z niego zrezygnować. To, obok Lewego, najlepiej wyszkolony technicznie piłkarz naszej reprezentacji. Myślę, że optymalna dla niego pozycja to "8", jako jeden z elementów całej drugiej linii, ale nie jego główny mózg. 

    W drugiej połowie za Frankowskiego, który zagrał przyzwoite zawody, dające nadzieję, że będzie to piłkarz z potencjałem na regularną grę w reprezentacji, pojawił się witany owacyjnie Błaszczykowski. Zaczął grę na prawej pomocy, pierwszy raz u Brzęczka, ale potem przeniósł się na drugą stronę. Zagrał, jak to ostatnio, poniżej pewnego poziomu nie zszedł, ale i prochu nie wymyślił. Powalczył parę razy ambitnie o piłkę, raz ładnym podaniem rozpoczął naszą kontrę.

    W 64 min. Zieliński w swoim stylu przełożył piłkę z prawej na lewą i celnie uderzył. Pavlenka nie dał się jednak zaskoczyć. Bardzo dobry mecz bramkarza Werderu. Wydawać by się mogło, że w walce o schedę po Petrze Cechu bezkonkurencyjny będzie, rewelacyjnie spisujący się w Sewilli Vaclik, jednak przy takiej formie Pavlenki to kto wie. Kilka chwil później cudem nie straciliśmy bramki. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego i strzale głową znakomitą interwencją na refleks popisał się Skorupski. Z czasem Polacy nieco wytracili impet, tempo spadło. Kwadrans przed zakończeniem ponownie zakotłowało się w polu karnym naszych południowych sąsiadów, akcję zakończyliśmy technicznym strzałem Mateusza Klicha. Jiri Pavlenka ponownie był tam, gdzie być powinien. 

    Pomocnik Leeds nieprzypadkowo ma dobre "liczby" w tym sezonie. Może to nie był wybitny mecz w jego wykonaniu, no dobra, bez "może", niemniej jednak kilka razy doszedł do pozycji z których można było zaskoczyć bramkarza. Tym razem się nie udało. Wszystko wskazuje na to, że obecna przygoda Klicha z reprezentacją potrwa dłużej niż to bywało w przeszłości, czyli epizodycznie.

    Nie można odmówić naszym piłkarzom ambicji, starali się do końca powalczyć choćby o remis. Próbował Kądzior,  którego mocny strzał został zblokowany. Z rzutu wolnego ładnie uderzył Lewandowski, ale kolejny raz obronił golkiper Czechów. Druga połowa wyglądała lepiej w naszym wykonaniu. Nie wystarczyło to jednak do odniesienia pierwszego zwycięstwa za kadencji Jerzego Brzęczka.

    Można by złośliwie napisać, że najlepszy mecz pod wodzą Brzęczka Polacy zagrali w debiucie z Włochami, gdy jeszcze nie zdążyli załapać o co mu chodzi. Mam nadzieję, że tak jednak nie będzie i najlepsze mecze dopiero przed nami. Póki co daleko nam do tego, co graliśmy za Nawałki w eliminacjach do mistrzostw świata w Rosji.

Wykop Skomentuj42
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Sport