1 obserwujący
26 notek
13k odsłon
613 odsłon

Łotwa - Polska. Przedostatni krok do awansu zrobiony

Wykop Skomentuj10

    Gdyby wymazać z pamięci ostatnie mecze reprezentacji Polski, nasza sytuacja przed meczem z Łotwą wyglądała znakomicie. Rozkręcili się nasi chłopcy w ligach zagranicznych. Punktują, strzelają gole, asystują. Szczególnie ci, po których się tego nie spodziewaliśmy. No, bo kto by pomyślał, że Monaco z Kamilem Glikiem w składzie zacznie wygrywać, Reca wywalczy miejsce w pierwszym składzie, zdąży zagrać przeciw Juve i wypadnie co najmniej przyzwoicie, a Krychowiak będzie się bił o króla strzelców ligi rosyjskiej. Dziw na dziwy! - chciałoby się wykrzyknąć za Henrykiem Sienkiewiczem. Natomiast Łotwa chyba w najgłębszym kryzysie od lat, w rankingu FIFA pałęta się między Lesotho a Andorą. No, nawet gdyby taktykę na ten mecz układał Stevie Wonder nie dało się tego spieprzyć.

    Brzęczek zdecydował się na skład: Szczęsny – Kędziora, Glik, Bednarek, Rybus – Klich, Krychowiak, Zieliński – Szymański, Lewandowski, Grosicki. Tym razem na lewej obronie, budzącej największe emocje pozycji w naszej reprezentacji, wyszedł Rybus, który niby do końca nie jest zdrowy ale w klubie gra i daje radę, więc i w reprezentacji w końcu dostał szansę. To jest może nawet pewną niespodzianką, bo od początku swojej przygody z reprezentacją Brzęczek powoływał Recę i od czasu do czasu dawał mu grać, mimo że ten miał etat na ławce lub trybunach w klubie. Zatem teraz, gdy wywalczył miejsce w podstawowym składzie w SPAL można się było spodziewać, że dostanie szansę od pierwszej minuty w kadrze. Selekcjoner zdecydował inaczej. Na prawej obronie utrzymał swoje miejsce Kędziora, mimo iż do dyspozycji jest już Bereszyński zwolniony z gry na lewej obronie. Pamiętajmy jednak, że gramy z Łotwą, więc nawet jakby w obronie zagrali magazynier i kierowca autobusu nie powinno to robić różnicy. Warto jeszcze wspomnieć, że w pierwszym składzie wyszedł Sebastian Szymański, więc Brzęczek liczył na więcej młodzieńczej fantazji i polotu z przodu.

    W pierwszych minutach meczu próbowaliśmy ustawić sobie przeciwnika, sprawdzić jaki opór mogą postawić. Po kilku minutach niewyraźnej gry, w 8. min. Lewandowski ładnie "sklepał" z Szymańskim i superstar Bayernu pewnie wykorzystał sytuację "1 na 1" z grającym swój setny mecz w reprezentacji Łotwy Vaninsem. Miał nosa Brzęczek wystawiając Szymańskiego, bo ten już po kilku minutach gry zaliczył swoją pierwszą asystę w reprezentacji. Parę chwil później Grosicki pociągnął w swoim stylu lewą stroną do końcowej linii i wystawił Lewandowskiemu patelnię na 11. metrze i ten nie zmarnował szansy. Dwanaście minut gry - 2:0, zrobiło się miło i spokojnie. Już było wiadomo, że nie będzie takich męczarni z Łotwą jak w Warszawie, gdy pierwszego gola wcisnęliśmy w 76. minucie. Po dwóch szybkich gongach mecz zrobił się nieco senny, tempo spadło. Łotysze wiedzieli, że przegrają, nasi że wygrają i oglądaliśmy treningową potyczkę. W 27. min. Krychowiak "przepalił" nogę, soczyście kropnął zza pola karnego, bramkarz odbił ale Lewandowski nie miał już "z czego" dobić. Dla tych którzy nie śledzą ligi rosyjskiej Krycha pokazał skąd się biorą jego gole. Oprócz podłączania się do przodu Krychowiak bez zarzutu wypełniał swoją podstawową rolę w drużynie, czyli kierowanie drugą linią od tyłu. Szymański po akcji bramkowej z Lewandowskim zniknął z pola widzenia i niczym już nie błysnął w pierwszej odsłonie gry. Do końca pierwszej połowy nic ciekawego się nie wydarzyło i gdyby nie doping licznie zebranych polskich kibiców mielibyśmy klimat piknikowego sparingu.

    W 50. min. składna akcja Polaków w trójkącie Lewandowski - Zieliński - Grosicki, piłka szła jak po sznurku. Nie wszyło Grosickiemu ostatnie podanie do Zielińskiego, bo byłaby piękna akcja. I takiego właśnie grania brakuje mi w ostatnim czasie, wymiany kilku szybkich, dokładnych podań otwierających drogę do bramki. Dzisiejszy mecz był dobrą okazją, aby nad taką grą popracować. W 60 min. trener wpuścił do gry Piątka za Klicha, chyba z myślą, żeby ten się przełamał, no bo gdzie jak nie w takim meczu. Kilka minut po wejściu na boisko dostał piłkę od Zielińskiego na linii pola karnego, szybko się obrócił z obrońcą na plecach i celnie uderzył "z krótkiej nogi", jednak bramkarz nie dał się zaskoczyć. Dobrze wszedł w mecz Piątek. Nasi nabrali więcej wigoru, obok wspomnianego Piątka, aktywny był Szymański, choć za wiele konkretów nie dał. Jednak w ocenie jego gry należy być bardziej wyrozumiałym, to jego pierwsze kroki w reprezentacji. Tradycyjnie dużo zdrowia na boisku zostawił Grosicki, który zapisał w protokole meczowym przy swoim nazwisku dwie asysty, bo kwadrans przed końcem po nieco przypadkowym podaniu od niego, Lewandowski skompletował hat-tricka. Tym samym oprócz niesamowitych liczb na początku tego sezonu w Bundeslidze, kapitan wydatnie poprawił swoją kartotekę z golami w reprezentacji.

    Mecz bez wniosków, trudno po takim spotkaniu ocenić siłę polskiej drużyny. Co może cieszyć, to to że wygraliśmy na spokoju, pewnie, a chociażby wspomniany już przeze mnie mecz z Łotwą w Warszawie pokazał, że to niekoniecznie musi być oczywiste.


Wykop Skomentuj10
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Sport