Zastanawia mnie warunek postawiony przez Jarosława Kaczyńskiego Donaldowi Tuskowi, że owszem może z nim podebatować pod warunkiem, że Tusk przysięgnie na wszystkie świętości, że nigdy, ale to nigdy nie zawrze koalicji z LiDem. Tusk właściwie mógłby odpowiedzieć, że tak, może złożyć taką przysięge według dokładnie tej samej formuły według której premier przed niejakim czasem przysięgał, że nigdy ale to nigdy nie zawrze powtórnej koalicji z Samoobroną, bądź takiej sprzed 2 lat, że nigdy ale to nigdy nie zostanie premierem jak długo jego brat jest prezydentem. Ale nie o to tu chodzi - okazuje się, że zamiast dwóch Kaczyńskich mamy teraz trzech. Jest Lech prezydent w jednej osobie oraz dwóch Jarosławów. Jeden to nasz kochany premier, a drugi to monarcha z wysokości swego majestatu określający warunki debaty politycznej w Polsce. Teraz Jego Królewska Mość dodała jeszcze jeden warunek: Tusk ma uznać monarchię zwaną roboczo IV RP i mieć zakaz debatowania z Kwaśniewskim. Takie prawa mają tylko monarchowie.
A za tym wszystkim kryje się wielki strach przed konfrontacją z czymkolwiek poza własną chorą wyobraźnią.


Komentarze
Pokaż komentarze