Dzisiejsze kłopoty ze służbą zdrowia są w dużej części wywołane dyrektywą unijną ograniczającą do 48 godzin tygodniowe pensum lekarzy zatrudnionych w szpitalach. Nie ma poprostu pieniędzy na płacenie nadgodzin i - przynajmniej jak ja to rozumiem - w wielu szpitalach uniemożliwia to obsługę lekarską poza normalnymi godzinami pracy, w nocy czy w weekendy. Innymi słowy nie ma czym opłacać lekarskich dyżurów. W związku z tym chciałbym zapytać, czy stosuje się w Polsce (a jeśli nie, to dlaczego) sposób jaki jest dość powszechny w Szwajcarii. Otóż dyżurujący lekarz nie musi tkwić w szpitalu, wystarczy jeśli jest pod telefonem gotów do pracy. Muszą tu być jednak spełnione dodatkowe warunki: po pierwsze musi w przeciągu czasu nie przekraczającym pół godziny od wezwania telefonicznego pojawić sią w szpitalu, no i oczywiście musi być w stanie zezwalającym mu na wykonywanie swych obowiązków. Balowanie na imprezie zatem odpada. Wydaje mi się, że bardzo znaczna część lekarzy posiada auta nie mówiąc o telefonach komórkowych, więc przynajmniej na prowincji , gdzie lekarze mieszkają naogół w niewielkich miastach ten sposób dyżurowania czy gotowości do pracy jest łatwy do zrealizowania. Ponieważ zaś lekarz w czasie takiego dyżuru jest w domu, więc i wymagania płacowe powinny być mniejsze niż w przypadku sterczenia nocami w samym szpitalu. Nie oznacza to, że w szpitalu nie ma żadnego lekarza, ale wystarczy ich bardzo niewielu.
Podkreślam, że nie wiem jak to jest w Polsce, chcę tylko podzielić się moją wiedzą uzyskaną od wielu moich znajomych lekarzy tutaj w Szwajcarii. Co państwo o tym sądzą? Bardzo jestem ciekaw.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)