Rząd, prezydent, koalicja i opozycja wydają się być w stałym klinczu politycznym. Absolutnie wszystko co proponuje jedna strona jest gwałtownie negowane przez drugą, każde działanie, każdą decyzję sprowadza się siłą do problemu politycznego. Nawet niezbyt wysokiej rangi personel administracji państwowej jest silnie upartyjniony i każda strona utożsamia swój interes partyjny czy też poprostu ślepą żądzę władzy z polską racją stanu. Zycie publiczne sprowadza się do nieustającego sabotażu działań jednej strony przez drugą.
Czy w tej sytuacji można wogóle marzyć o jakichkolwiek przedsięwzięciach wymagających zdecydowanych działań władz państwowych? Reformy finansów publicznych, budowy nowoczesnej infrastruktury tj. autostrad, szybkich kolei i metra, reformy i unowocześnienia sił zbrojnych, naprawy publicznej służby zdrowia, modernizacji rolnictwa i dziesiątków innych. Jakikolwiek postęp Polska uczyniła w ostatnich latach zawdzięcza to tylko i jedynie prywatnemu kapitałowi i przedisębiorcom i za jedyną zasługę władz można uznać, że jeśli przeszkadzała to w niewielkim stopniu. Boję się myśleć co się stanie, gdy władza i tu zapragnie się mieszać i mącić jak w sferze publicznej.
Bez chęci współpracy czarno widzę. Przykładem klinicznym ostatnia Rada Gabinetowa. Brak dobrej woli i dalsze jałowe i szkodliwe przepychanki. Tak naprawdę należałoby wymienić całą "classe politique".


Komentarze
Pokaż komentarze (6)