Dzisiejsze dzienniki TV relacjonowały protesty mieszkańców okolic Legnicy mieszkających na ogromnych złożach węgla brunatnego. Jest dość oczywiste , że nie jest rzeczą przyjemną dowiedzieć się, że niebawem bądź nieco później trzeba się będzie opuścić swój dom i swoją ziemię, ale owe relacje w jakiś sposób mnie zaniepokoiły i to z dwóch powodów.
1. W Polsce jeszcze raz uwidocznił się na tym przykładzie kompletny brak poczucia więzi społecznej i zrozumienia wyższych potrzeb całego kraju. Obwinia się nadal mitycznych "onych" za to, że zamierzają wykorzystać potencjał tych złóż i jedynym powodem jest fakt, że JA tu mieszkam i JA nie chcę się wynieść, no i mamy wedle starej polskiej tradycji "nie pozwalam", "veto"!. Ciekawe jak by zareagowano, gdyby protestującym zapowiedziano, że zgoda, nie budujemy kopalni odkrywkowej, ale w całej tej okolicy demontujemy sieci przesyłowe i żyjcie sobie dalej bez elektryczności. To jedno.
2. I druga sprawa może nawet ważniejsza: z relacji wynika, że decyzje już zapadły i złoże zacznie być eksploatowane za 30 lat. I ani słowa o emisjach CO2, normach Kyoto, polskich zobowiązaniach i kontyngentach tych emisji. A jeśli złoża są tak ogromne, to i planowane elektrownie też do małych należeć nie będą i poza CO2 emitować będą całe mnóstwo innych paskudztw - węgiel brunatny to chyba najbrudniejszy nośnik energii pierwotnej. Eksploatacja złoża jest podawana jako rzecz już pewna i jakoś nie ma debaty "węgiel brunatny czy energia nuklearna". A nie jest wcale wykluczone, że to drugie jest jedynym możliwym rozwiązaniem z uwagi na międzynarodowe zobowiązania dotyczące emisji.
Chętnie usłyszę komentarze na ten temat.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)