0 obserwujących
75 notek
48k odsłon
47 odsłon

Wyznania niewiernego...

Wykop Skomentuj19
Kiedyś uważałem się za Katolika - wierzyłem całkiem szczerze i głęboko - przynajmniej tak to pamiętam. Było to jednak dosyć dawno temu - miałem wtedy lat naście... W pewnym momencie mojego życia przytrafiły mi się jednak rzeczy, które sytuację zmieniły diametralnie. Nie jest moją intencją opisywanie tych wydarzeń - ważne jest w nich to, że rozpoczęły one we mnie pewien proces, wygenerowały wiele pytań i wzbudziły wątpliwości, które w konsekwencji doprowadziły do tego, że wierzyć w Boga przestałem. Konkretnie przestałem wierzyć w Boga takiego jakim jawi się On być w religii chrześcijańskiej, muzułmańskiej czy tam innej widzącej gdzieś tam, niewiadomo gdzie, istotę wszechmocną, nieskończenie dobrą, posiadającą własny byt i świadomość. I tak jest do dziś. Na niektóre pytania odpowiedź już znalazłem, inne muszą na to poczekać... Bo jak to jest? Chrystus zmarł na krzyżu - podobno za mnie i dla mojego zbawienia, coby odkupić moje grzechy - tylko nie rozumiem po co? Co mi to da? Jakie to ma dla mnie znaczenie? Jak On mógł za mnie umrzeć - mam być mu za to wdzięczny? - ale dlaczego? Co ja takiego zrobiłem, robię lub zrobię, że ktoś kiedyś musiał za te moje czyny umrzeć i to w tak strasznych męczarniach? To Bóg podobno stawia nas w naszym życiu przed ciągłymi wyborami, to on jest podobno w dużym stopniu scenarzystą naszego życia, jest tez oczywiście i Szatan. Tylko, czy nie jest tak, że wiele ważnych wyborów, przed którymi stajemy w życiu nie jest ani jednoznacznie dobre ani jednoznacznie złe - skąd mam w ogóle wiedzieć że dobrze wybrałem wedle Jego mniemania? Po czym poznać, że trafiłem w gust Boga i wybrałem dobrze a nie źle, coby potem mnie dobrze osądził?... No a jeśli już chodzi o samo sądzenie, to co to jest, jak to wygląda i co jest potem? Co się z nami dzieje po osądzeniu takim, czy innym? Czym jest tak na prawdę, jak wygląda, jak się odczuwa to biblijne piekło, niebo, czy czyściec? Czy w piekle mają spotykać człowieka rzeczy dla niego najgorsze? Bo jeśli tak, to dla mnie jedną z najgorszych rzeczy jest krzywda moich bliskich - czy to znaczy, ze w piekle będę ciągle oglądał ich krzywdę? Bo jeśli tak, to kim jest istota, która mnie na takie piekło by skazała? A jak w ogóle będzie osądzony człowiek postępujący, jak mu się wydaje dobrze, ale niewierzący i wątpiący w to wszystko jak ja? Czy wiara w Boga i kult Jego osoby jest niezbędna do zbawienia? Bo jeśli tak, to jakim pyszałkiem musi być ta istota? A tak w ogóle, dlaczego życie wieczne ma być czymś dobrym?... To kilka takich moich, co istotniejszych, religijnych rozterek... Tak sobie myślę, że Chrześcijaństwo pod względem wydźwięku moralnego, pewnych zasad życia codziennego, jest mi bardzo bliskie. Te wszystkie rzeczy mówiące ludziach, o tym jacy są i jacy powinni być wobec siebie w dużym stopniu są zbieżne z tym co sam uważam za słuszne. Pod względem dogmatycznym jednak nie widzę tu dla siebie zbyt wiele miejsca. A tak na zakończenie. Nie jestem panem "szkiełko i oko". Wiem, że istnieją rzeczy, które są czymś nadnaturalnym, niezwykłym, nieopisywalnym - kilka razy w życiu czegoś takiego nawet doświadczyłem. Wierzę w życie pozagrobowe, w istnienie w człowieku jakiegoś ducha, który istnieć może poza nim i pewnie jakiś czas po nim... Nie widzę jednak tego, że za tym wszystkim stoi jakaś istota wyższa, wszechmocna, wszechwiedząca, która stworzyła mnie i wszystko wokół. Prawdę mówiąc pojęcia nie mam skąd się to wszystko - tak pierwszo-źródłowo - wzięło. Boga jednak w tym wszystkim już nie widzę... Trochę te moje refleksje może chaotyczne. Mam jednak nadzieję, że wystarczająco jasne do prawidłowego zrozumienia. Może i ktoś będzie chciał cokolwiek od siebie dodać / zapytać... pozdrowienia
Wykop Skomentuj19
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale