Kojarzył mi się też Piwowski z agitką napisaną na potrzeby "Gazety Wyborczej" w której ukuł tezę, że za upartyjnienie telewizji w Polsce odpowiada krwiożercza grupa cynicznych pampersów. Z tekstu wynikało, że do czasów Walendziaka telewizja była bezpartyjna, bezstronna i ogólnie rzecz ujmując super. Potem wszystko runęło i dziś mamy TV potwora, który lekceważy tfurcuf przez duże "tfu" takich jak Piwowski.
Aż dziw, że autor nie zauważył kilku lat odrodzenia TVP za czasów brunatnego Roberta. Dziwne też, że jego niezwykłego talentu nie chce wykorzystać ani Polsat ani TVN.
Teraz Piwowski będzie mi sie kojarzył z pajacem, który uważa, że współpraca z komunistyczną bezpieką, to była niezła zgrywa i w zasadzie nic się nie stało.
"Miałem kumpla w Gestapo. Przyjażniliśmy się od piaskownicy. Do kogo miałbym się zwrócić w sytuacji, kiedy koniecznie potrzebowałem dobrego mieszkania w Warszawie. Tylko Gestapo je wtedy miało, a ja co gorsza byłem podejrzewany o knucie przeciw legalnym niemieckim władzom. Udawaliśmy, że piszemy raporty o bojkocie kin z niemieckimi filmami. W ogóle to był świetny koleś, przyjaźnimy się do dziś. A jego praca? Cóż, każdy musiał gdzieś pracować w tych trudnych czasach" - jakby się wam podobał taki monolog bohatera komedii kryminalnej z czasów wojny pod tytułem "Przepraszam, czy tu biorą do gazu?"
Albo pastisz filmu kombatanckiego "Ja i mój ubek", gdzie znany reżyser i jego kumpel ubek robią pośmiewisko z nieprzystosowanych społecznie idiotów, którzy zamiast załatwiać sobie paszporty, mieszkania i talony na wartburgi, knują gdzieś po kątach i narażają się na więzienie, by po latach dostać 900 złotych emerytury.
Jaja nie do wytrzymania!


Komentarze
Pokaż komentarze (122)