Dzisiaj minister Sikorski odwiedzi Wilno. W czasie jego wizyty telewizja LNK pokaże film o wydarzeniach z 1998 r., gdy mieszkaniec wsi Drawcze Leonard Zawistonowicz strzelał z broni myśliwskiej do swoich sąsiadów Litwinów. Zginęło dziesięć osób. W zwiastunie telewizyjnego programu, dziennikarz Egidijus Knispelis zadaje pytanie: "A co by było, gdyby to Litwin wymordował polską wieś?". Dziennikarz twierdzi, że władze Litwy obawiały się linczu na Polakach w odwecie za mord w Drawczach.
W toku śledztwa litewska policja ustaliła, że mężczyzna był psychicznie chory. A tamtejsi prokuratorzy ocenili, że tragedia w Drawczach nie miała podtekstu politycznego czy narodowościowego. Samo nasuwa się pytanie: dlaczego ten temat, w tak antypolskim ujęciu pojawi się w dniu przyjazdu polskiego ministra spraw zagranicznych? Komu zależy na tym, żeby dzielić dwa sąsiednie narody?
O programie „Kocham Litwę” nadawanym przez tą samą telewizję, w którym pokazano jak młodzi ludzie zrywają przed kamerami telewizyjnymi polskiej tabliczki z nazwą ulicy z prywatnego domu w Ejszyszkach pisałem już wcześniej na blogu. Oprócz tego, dwukrotnie w ciągu miesiąca dała o sobie znać ambasador Litwy w Polsce, Loreta Zakareviciene. W rozmowie z agencją BNS stwierdziła, że „Litwini w Polsce również mają problemy, próbują je rozwiązywać, czasami są źli, ale nie protestują przeciwko państwu”. Dalej nazwała Polaków mieszkających na Litwie „nielojalnymi obywatelami”. Trzeba podkreślić, że pani ambasador nie sprecyzowała o jakie „problemy Litwinów w Polsce” miała na myśli.
W połowie maja Zespół Parlamentarny na rzecz Przyjaznego Sąsiedztwa na Wschodzie chciał zaprosić na swoje posiedzenie Loretę Zakareviciene, jednak ta odmówiła. Szczere niezrozumienie budzi nie tyle sama odmowa, co jej argumentacja. "Nieuzasadnione publiczne oskarżenia wobec Litwy”, a także z brak „pozytywnego tła” do dyskusji w wspólnych problemach. Słowa i gesty przedstawiciela państwa litewskiego w Polsce jednoznacznie świadczą o szorstkim nastawieniu naszego sąsiada i każą nam pytać o nasz sposób prowadzenia polityki w stosunkach polsko-litewskich.
Powiat sejneński
Zanim przejdziemy do modelu polskiej polityki wobec Litwy, kilka zdań o faktach odnośnie uników i oskarżeń ambasador Zakareviciene. Jako poseł wybrany do Sejmu z Podlasia mogę zweryfikować jej słowa dotyczące Litwinów mieszkających w Polsce.Największe skupisko osób należących do mniejszości litewskiej znajduje się na terenie powiatu sejneńskiego właśnie w województwie podlaskim, gdzie 21,20 proc. obywateli polskich zadeklarowało w trakcie spisu powszechnego narodowość litewską.
Dość powiedzieć, że mniejszość litewska jako jedyna w Polsce używa języka ojczystego do nauczania prawie wszystkich przedmiotów w szkole. We wspomnianym powiecie sejneńskim (który zresztą powstawał z myślą o nich) Litwini cieszą się opieką władz centralnych i regionalnych. Czasami nawet tamtejszym Polakom zdarzy się popatrzeć na nich tzw. „zazdrosnym okiem”. Wyraźnie widać pozytywne działania i nastawienie polskich władz. Podejście strony polskiej do mniejszości litewskiej nie jest niczym szczególnym. Wynika nie tylko z prawa, ale też i z wrażliwości, chociażby na wspólną przecież historię.
Polskie punkty do rozmowy
Pani ambasador unika dyskusji. Nie wiadomo więc, w jaki sposób chce rozwiązać problemy we wspólnych relacjach i czego tak naprawdę oczekują od nas Litwini. Jeżeli litewskie władze są zdania, że w ich kraju przestrzega się praw mniejszości, a pretensje Polaków są nieuzasadnione, to pani ambasador powinna to jasno powiedzieć.Z polskiej strony wiadomo, że tematów do rozmów nie brakuje. W lipcu na Litwie wejdzie w życie nowa ustawa oświatowa. Przewiduje ona, że w szkołach mniejszości narodowych, w tym polskich, lekcje dotyczące historii Litwy, geografii Litwy, a także wiedzy o świecie w części dotyczącej Litwy będą prowadzone w języku litewskim.
Ponadto ustawa przewiduje, że od roku 2013 w szkołach litewskich i szkołach mniejszości narodowych egzamin maturalny z języka litewskiego zostanie ujednolicony. Inna kwestia, o której koniecznie trzeba rozmawiać to sprawa kar nakładanych na Polaków za wywieszanie obok nazw w języku państwowym, nazw w języku polskim. Takie postępowanie władz litewskich łamie konwencję Rady Europy o ochronie mniejszości narodowych.
Kolejna sprawą to reprywatyzacja. Względem Litwinów została zakończona. Ale w Wilnie i gminach przylegających, gdzie o zwrot swojej własności nadal ubiegają się Polacy, reprywatyzacja została przeprowadzona w stopniu niezadowalającym. W Wilnie zwrócono zaledwie ok. 14 proc. ziemi, a w gminach podwileńskich w granicach 30-50 proc.
Teraz ruch po stronie Litwy
Jak widać układanie wzajemnych stosunków między dwoma sąsiedzkimi krajami idzie dość opornie. Chociaż, trzeba zaznaczyć, że są wyjątki. I jest nim na przykład dobra współpraca w kwestii bezpieczeństwa energetycznego. Sprawa kluczowa, zarówno dla Polski jaki i dla Litwy. Oba kraje muszą się opierać twardej polityce Rosji, która chcąc poszerzać swoje polityczne wpływy, chętnie korzysta z atutu w postaci możliwości swojego sektora energetycznego.
Co zatem Polska powinna robić, by te relacje z władzami Litwy przekładały się na poprawę sytuacji mniejszości polskiej? Nawet w tak subtelnej dziedzinie jak dyplomacja, gdzie dominują słowa i gesty często rozciągnięte w czasie przychodzi czas na działanie. Po ostatnich słowach ambasador Litwy, polskie ministerstwo spraw zagranicznych nie kryło oburzenia.
Jako zastępca przewodniczącego Zespołu Parlamentarnego na rzecz Przyjaznego Sąsiedztwa na Wschodzie rozmawiałem z ministrem Radosławem Sikorskim zastanawiając się, co robić wobec takiej postawy przedstawiciela litewskich władz. Nastawienie szefa MSZ było jednoznaczne. Polska wykonała wystarczająco pozytywnych gestów w stronę mniejszości litewskiej mieszkającej w naszym kraju i wobec litewskich władz. Teraz pora na ruch ze strony naszego sąsiada.
Polska ma po swojej stronie normy Unii Europejskiej, które zobowiązała się wypełniać, podobnie zresztą jak Litwa. O prawa polskiej mniejszości możemy się upominać przede wszystkim na forum Rady Europy i w Europejskim Trybunale Praw Człowieka. Oczekiwania Polaków mieszkających na Litwie nie są niczym nadzwyczajnym. To raczej sprawa elementarna. Na koniec nie sposób nie wspomnieć, że dobra współpraca obu krajów nie jest po myśli pobliskiego potentata, czyli Rosji. Powodem są chociażby wspomniane kwestie energetyczne. Łatwo przypuszczać, że z powodu braku porozumienia na linii Wilno – Warszawa, w stolicy Rosji nikt nie będzie zmartwiony. Zgodnie z zasadą divide et impera – dziel i rządź.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)