Przekazanie przez polską prokuraturę białoruskim śledczym informacji na temat konta opozycjonisty Alesia Bielackiego, szefa Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna”, po raz kolejny pokazuje, że działania prokuratury bezwzględnie wymagają działań naprawczych. To, że stanowiska w Prokuraturze Generalnej stracili między innymi szef Departamentu Współpracy Międzynarodowej i jego zastępczyni są jedynie konsekwencją popełnionego błędu. Pozostaje problem co robić, by takich haniebnych wpadek uniknąć.
Ale przypadek opozycjonisty warto poddać analizie nie tylko ze względu na błąd prokuratury. Odsłania on również mechanizmy prowadzenia polityki zagranicznej w trójkącie Moskwa – Warszawa – Mińsk, bo państwo Aleksandra Łukaszenki to dla Kremla idealne miejsce do rozgrywania interesów ekonomicznych oraz politycznych. Dzieje się tak z powodu prostych kroków wykonanych w stronę Białorusi. Tani gaz, kredyty i otwarcie rosyjskiego rynku na białoruskie towary. To wszystko sprawia, że to Kreml jest dziś niemalże naturalnym partnerem dla Łukaszenki. Jednocześnie Białoruś stanowi dla Moskwy dobrą kartę przetargową w pertraktacjach z Brukselą.
Białoruś i Europa
Objęta w lipcu prezydencja w Unii Europejskiej sprawiła, że problem relacji z Białorusią stał się jeszcze bardziej polski. Z punktu widzenia Warszawy nie brak okazji, aby ostro krytykować poczynania władzy w Mińsku. Sztandarowym przykładem może być sprawa dziennikarza, korespondenta „Gazety Wyborczej” Andrzeja Poczobuta.
W odpowiedzi na ograniczanie swobód obywatelskich i represjonowanie opozycji, Bruksela grozi sankcjami gospodarczymi. Jednak to moim zdaniem wymaga dużego namysłu politycznego. Groźba sankcji jako element języka dyplomacji, pewna forma nacisku jest oczywiście stosowana i przynosi efekty. Jednak zbyt częste używanie tej groźby może przynieść uboczne skutki. Sprawa sankcji stawia Białoruś w sytuacji mogącej doprowadzić do jeszcze, a może nawet nieodwracalnego uzależnienia od władzy na Kremlu.
Co ciekawe, Łukaszenka generalnie jest przeciwny przechwytywaniu białoruskich firm przez rosyjski kapitał. Chce być władcą, który nie dopuszcza do oligarchizacji gospodarki, bo oligarchizacja stworzy strumienie pieniędzy niezależne od władzy w Mińsku. Trzeba się liczyć z tym, że dla części Białorusinów obrona interesów państwa jest obecnie również obroną interesów władzy.
W interesie Rosji jak najbardziej leży dzisiaj nagłaśnianie i krytykowanie posunięć białoruskiego reżimu, a nawet inspirowanie aktów protestu wobec niego. Cel jest prosty: zmusić Łukaszenkę do ustępstw. Trzeba mieć świadomość takiego szerokiego kontekstu, gdy z naszego polskiego punktu widzenia na sztandary bierzemy hasła wolności i demokracji na Białorusi. Warto zapytać, czy z taką samą gorliwością bronimy swobód obywatelskich w Rosji? Tam pod pozorem praworządności z przeciwników politycznych robi się kryminalistów i umieszcza w więzieniach. Cały świat mógł zresztą to oglądać, bo sprawa byłego szefa koncernu Jukos Michaiła Chodorkowskiego była bardzo głośna i nadal wywołuje żywe zainteresowanie mediów.
Kłopoty 48-letniego oligarchy rozpoczęły się w 2003 r., kiedy dał do zrozumienia, że zamierza wystartować w wyborach prezydenckich jako konkurent Władimira Putina. Najpierw Chodorkowski i jego wspólnik Płaton Lebiediew zostali oskarżeni o niepłacenie podatków. Zostali skazani na osiem lat więzienia. Powinni już się cieszyć wolnością. Jednak w 2009 r. zostali ponownie oskarżeni. Tym razem o kradzież 350 mln ton ropy (tej samej, za którą ponoć nie zapłacili podatków). Finał był do przewidzenia. Skazanie i aresztowanie Chodorkowskiego. Jukos został przejęty przez państwo, a jego ogromny majątek przeszedł potem pod kontrolę współpracowników ówczesnego prezydenta Rosji.
Prezydent Białorusi wcale nie udaje, że walczy (i zamierza dalej to robić) ze swoimi przeciwnikami politycznymi. Metody jakie stosuje słusznie budzą częste oburzenie. Nic dziwnego, że dla zawodowych obrońców praw człowieka stał się łatwym łupem. Znacznie łatwiej wytykać aresztowanie opozycjonistów przywódcy z Mińska niż mówić za rosyjskim dziennikarzem Andrejem Nekrasowem o roli Władimira Putina czy rosyjskich służb w zabójstwie Aleksandra Litwinienki. Można stawiać pytanie, czy to zwykły brak odwagi, czy może po prostu hipokryzja. Zachód słynący z bronienia obywatelskich swobód, w przypadku łamania tych praw przez rosyjskie władze wyraźnie traci rezon. Z tego powodu zachodnich obrońców praw człowieka próbują wyręczać nieliczni rosyjscy niezależni dziennikarze, którzy czasami tak jak na przykład Anna Politkowska, płacą za to życiem.
Zachód nie może biernie patrzeć na to, co dzieje się w kraju rządzonym przez Aleksandra Łukaszenkę. Ale jak widać nie ma zupełnie pomysłu, jak skutecznie działać na rzecz budowania społeczeństwa obywatelskiego na Białorusi. I nie może sobie udzielić jasnej odpowiedzi na pytanie, ile w działaniu Łukaszenki jest siły i władzy, a ile rosyjskiego wpływu. Sytuacja jest napięta, a zachowanie białoruskich służb czasami mocno prowokacyjne.
Nasze państwo utrwalało opinię autorytetu w sprawach związanych z prawami człowieka. Mieszkańcy Białorusi liczą na pomoc Polski. Dlatego pytanie, co realnie możemy zrobić, żeby korzyści odnieśli mieszkańcy po obu stronach Bugu?
Polska powinna nie tylko poruszać kwestię swobód na Białorusi na forum Unii Europejskiej, ale przede wszystkim starać się, by polityka Brukseli wobec Mińska była jak najbardziej konsekwentna. Można podjąć i rozwijać pomysł zaproponowany przez ministerstwo edukacji. Polska przyjmuje już studentów z Białorusi, często wrzucanych z tamtejszych uczelni. Warto się zwrócić do Unii Europejski o fundusze, które w unijnym budżecie są na ten cel przeznaczone, by dalej pomagać finansować kształcenie młodych Białorusinów.
Przez gospodarkę do rozkwitu swobód obywatelskich
Pojawia się jeszcze inna kwestia związana z relacjami na linii Warszawa-Mińsk. Pytanie, na czym budować relacje z państwem będącym naszym bezpośrednim sąsiadem, które nie ma szans na przystąpienie do Unii w czasie, który dałoby się jakoś ściślej określić. Konieczną rzeczą są przy tym konsekwencja i cierpliwość. Warto podkreślić, że polscy przedsiębiorcy mają dobre relacje gospodarcze z Białorusią. Nie byłoby to z pewnością w żaden sposób możliwe bez akceptacji Łukaszenki. Z tego powodu warto właśnie płaszczyznę gospodarczą uczynić fundamentem oswajania mińskiego reżimu. Przez gospodarkę do swobód obywatelskich.
Najłatwiej jest dyktatora wyłącznie krytykować. Tylko obawiam się, że to do niczego nie prowadzi. A samego Łukaszenkę zmusza do aktywności, której skutkiem często są represje na krytykach tego reżimu. Chociaż reżim pokazuje co jakiś czas swoje brutalne oblicze, to sprawa Andrzeja Poczobuta, a zwłaszcza jego konsekwentna postawa odsłania wahanie na tym obliczu i pokazuje możliwość wpływania na jego łagodny albo groźny wyraz.
Białoruski prezydent musi sobie zdawać dobrze sprawę z tego, że kryzys oznacza dla jego kraju konieczność zagranicznych kredytów. Dlatego chce uzyskiwać ustępstwa ze strony UE (bardzo wygodnymi narzędziami mogą być właśnie polityczni więźniowie) ale z drugiej strony musi dbać o sytuację wewnętrzną. Białoruś to państwo wielonarodowe. Czy Mińsk ma jakąś wyraźną politykę wobec mniejszości? Jeżeli tak, to wprost nie opiera się ona na dyskryminacji którejkolwiek z nich. Co nie przychodzi łatwo nawet niektórym państwom członkowskim Unii Europejskiej. Wydaję mi się, że jej aktywną część, upominającą się o swoje prawa traktuje po prostu jak opozycję wobec swojego reżimu. Tę opozycję stara się zdusić, jednocześnie będąc gotowym do małych ustępstw wobec Zachodu, szukając gospodarczej stabilności.
Postawa Łukaszenki w pewien sposób dyktuje zachodnim politykom sposób zachowania i postępowania. Kolokwialnie można ten sposób określić „polityką kija i marchewki”. Na tym właśnie opiera się to oswajanie reżimu, które musimy zacząć stosować, aby na czele wspólnoty europejskiej przełamać impas w relacjach Bruksela – Mińsk. Systemem nagrody i kary w prowadzeniu polityki zagranicznej sprawnie posługują się władze na Kremlu. Nie tylko zresztą wobec państwa Łukaszenki. Rosja ma na Białorusi swoje interesy geopolityczne, wojskowe i tranzytowe. Łukaszenka również ma własne interesy, nie zawsze na szczęście dla samodzielności Białorusi zbieżne z rosyjskimi.
Jednocześnie obie strony muszą odnosić korzyści i nie mogą sobie pozwolić na ciągłe notowanie strat. Realizowanie tego modelu wydaje się dla Rosji najprostsze do realizacji. Tym bardziej, że wobec Białorusi może sobie ona pozwolić na twardsze i dalej posunięte działania niż wobec innych państw. To do Polski należy teraz zdefiniowanie, jak dalekie działania wobec naszego sąsiada podejmie Moskwa, a jak daleko z interwencją i pomocą pójdzie Bruksela?
490
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (3)