Nie będzie Akademii Lotniczej w Dęblinie na bazie „szkoły orląt”. Tak zadecydował Sejm. Wcześniej ustawę powołującą tę uczelnię zawetował prezydent Bronisław Komorowski. Argumentował, że wejście w życie ustawy zaszkodziłoby profesjonalnemu szkoleniu żołnierzy i utrwaliło rozproszenie szkolnictwa wojskowego.
Potrzebę dobrego szkolenia i sprzętu pokazuje wypadek na Litwie. Szkolno-bojowy odrzutowiec L-39 Albatros, należący do litewskich sił zbrojnych zderzył się z francuskim myśliwcem Mirage 2000. W wyniku wypadku, litewskie lotnictwo zostało tylko z jednym odrzutowcem L-39. Poza nim, siły zbrojne Litwy dysponują nieuzbrojonymi śmigłowcami oraz samolotami transportowymi. Litewskie władze najpierw będą musiały uzupełnić braki w sprzęcie, a potem wyszkolić pilotów. Będą zmuszone robić to za granicą. Zgodnie z tytułem notki była szansa, by Litwini mogli wybrać szkolenie w Polsce. Ale po kolei.
Zdaniem szefa BBN Stanisława Kozieja, który w czasie piątkowej parlamentarnej debaty przedstawiał argumenty prezydenta, „trzeba konsolidacji szkolnictwa wojskowego, a nie rozpraszania go w sytuacji, gdy Polska, przy mniejszej armii ma więcej szkół oficerskich niż np. Niemcy, Francja czy Wielka Brytania”. Zważmy argumenty „za” i „przeciw”.
Akademia Lotnicza w Dęblinie według twórców ustawy miałaby powstać w miejsce Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych i Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej w Warszawie. Kształciliby się w niej np. lekarze, nawigatorzy czy kontrolerzy ruchu. Oprócz wojskowych przyjęłaby jeszcze większą niż obecnie liczbę cywili. Uczyliby ich najlepsi eksperci z zakresu lotnictwa i medycyny.
Brak zgody na utworzenie w Dęblinie Akademii Lotniczej obniża rangę szkolenia wojskowego w Polsce. Trzeba pamiętać, że mamy w tej materii odpowiednie kwalifikacje i szlachetne tradycje. To polscy piloci szkolili Syryjczyków, Irakijczyków czy Libijczyków. Również nowa Libia, której proces tworzenia obserwujemy, dostrzega braki w wyszkoleniu swoich pilotów i poprosiła nasz kraj o pomoc w kształceniu swoich oficerów.
W naturalny sposób zostaliśmy takim naczelnym szkoleniowcem w naszej części Europy. Umocnieniem tej pozycji byłoby powołanie Akademii Lotniczej na bazie dobrych tradycji dęblińskiej szkoły. Wystarczy powiedzieć, że żaden z krajów nadbałtyckich nie ma swojej szkoły lotniczej. Tracimy okazję, którą w doskonały sposób wykorzystała kiedyś Francja. Zainwestowała środki w szkolenie krajowe i szybko zapotrzebowanie na francuskie szkolenia lotnicze zgłaszały inne państwa.
Piloci z bazy w Dijon latali również do Dęblina szkolić polskich pilotów. Brak Akademii Lotniczej spowoduje, że nie tylko nie będziemy szkolić innych pilotów, ale i naszych będziemy musieli wysyłać na zagraniczne szkolenia. Zamiast przejąć pałeczkę od Francji, najprawdopodobniej znów będziemy musieli prosić ich o pomoc.
Co ciekawe, w styczniowym głosowaniu za utworzeniem Akademii opowiedziało się 421 posłów. Jedna osoba się wstrzymała. Nikt nie był przeciw. A za połączeniem obu uczelni opowiedziały się również władze obu uczelni. Konsolidacja szkolnictwa wojskowego, o której mówi gen. Koziej wcale nie kłóci się przecież z reformą szkolenia wojskowego.
Oby tylko odrzucenie szansy na rozwój szkoły nie był preludium do jej likwidacji. Oznaczałoby to konieczność kształcenia wojskowych pilotów w szkołach za granicą. Koszt szkolenia pilota w USA wynosi 2 mln dolarów. Z pewnością jest to o wiele droższe niż długofalowa inwestycja w polski system szkoleniowy. Co mamy do zyskania poza walorem oszczędnościowym? Jak już wspomnieliśmy, podniesienie rangi dęblińskiej uczelni z zawodowej do akademickiej stwarzałoby szansę na prowadzenie szkoleń m.in. dla pilotów i nawigatorów z NATO i z całego świata.
Warto zapamiętać to głosowanie i tę krótką debatę. Tym bardziej, że w publicznej, medialnej debacie ten temat przeszedł niemalże bez echa. Może to dziwić w kontekście katastrofy smoleńskiej i raportu komisji ministra Millera, który był bardzo krytyczny w stosunku do polskiego lotnictwa. A do sprawy zmian w dęblińskiej szkole pewnie trzeba będzie jeszcze wrócić. Prędzej czy później spowoduje to konieczność stworzenia w Polsce szkoły rzeczywiście wojskowej skupionej na profesjonalnym przygotowaniu kadry dla wszystkich rodzajów lotnictwa sił zbrojnych. Wiadomą sprawą jest, że konkurencja podnosi jakość usług. Nie inaczej jest w nauce, także tej wojskowej. Pora, żeby zrozumieli to ludzie odpowiedzialni zaedukację i szkolenia w polskich siłach zbrojnych.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)