Województwo podlaskie jest regionem o szczególnych walorach krajobrazowych i przyrodniczych. Obok Małopolski, możemy poszczycić się największą liczbą parków narodowych w kraju. Niestety, gospodarczo wciąż jesteśmy daleko za regionami znajdującymi się w centralnej i zachodniej części Polski. Z racji peryferyjnego położenia na wschodniej granicy Unii Europejskiej, brakuje nam przede wszystkim odpowiedniej infrastruktury transportowej, której rozbudowa nie pozostanie bez wpływu na środowisko naturalne. Powstaje zatem pytanie, co zrobić, aby jak najmniej zaszkodzić naturze i jednocześnie mieć dobre drogi oraz lotnisko?
Tego typu wybory są bardzo trudne. Ale trzeba podjąć ryzyko określając priorytety dotyczące procesu podejmowania decyzji. Moim zdaniem punktem wyjścia powinien być interes mieszkańców Podlasia. Dopiero wtedy bez obaw można skupić się na ptakach, gadach, czy roślinach. Ochrona środowiska jest niezwykle ważna, ale przesadna troska o inne stworzenia kosztem ludzi jest drogą donikąd, ponieważ każda akcja powoduje reakcję.
Takie nierozważne podejście do ochrony środowiska może spowodować obojętny, albo nawet wrogi stosunek lokalnych społeczności do zagadnień dotyczących środowiska naturalnego. Przykładów nie trzeba daleko szukać. Walka ludności zamieszkałej wokół Puszczy Białowieskiej o prawo do życia zgodne z naturą jest na Podlasiu wymownym dowodem uprawiania polityki ekologicznej kosztem ludzi i lokalnego samorządu.
Człowiek również jest częścią środowiska naturalnego. Potrzebuje pewnej przestrzeni, o którą walczą rośliny, ptaki oraz zwierzęta. Niestety, gdy powstają projekty kluczowe dla rozwoju naszego województwa, ktoś je nieustannie blokuje. Zapewne blokuje ten, kto czerpie z tego największe korzyści.
Przypomina się tutaj na przykład głośna sprawa związana z budową warszawskiego centrum handlowo-usługowego Arkadia. Dekadę temu „organizacja ekologiczna” Przyjazne Miasto skutecznie wymusiła na inwestorze „rekompensatę” w wysokości 2 mln zł. Za uzyskane środki organizacja kupiła willę, w której otworzyła swoje biuro. Sprawa zdobyła rozgłos dzięki wielkości wymuszonego haraczu. Ile jest w Polsce spraw mniejszego kalibru? Tego pewnie nikt nie wie.
Proceder może być całkiem dobrze zakamuflowany w postaci umów cywilno-prawnych o doradztwo z zakresu ekologii. Inwestor dostaje propozycję nie do odrzucenia i dla świętego spokoju podpisuje odpowiednią umowę, a następnie siedzi cicho, aby nie narazić się przy kolejnej inwestycji. O tym się głośno i szeroko mówi ale ciężko jest to udowodnić. W dużej mierze możliwość wywierania presji na inwestorów wynika z obojętności urzędników. Pochopnie dopuszczają niewłaściwą interpretację przepisów unijnych, na których rzekomą restrykcyjność chętnie powołują się ekolodzy.
Niektóre organizacje blokujące ważne inwestycje dla rozwoju naszego kraju i regionu posiadają status organizacji pożytku publicznego. Warto byłoby sprawdzić, czy rzeczywiście mamy z nich pożytek? Nie chcę oczywiście generalizować. W pierwszej kolejności sprawdziłbym te najbardziej agresywne grupy, których członkowie w „obronie” środowiska narażają życie swoje i innych.
Doskonale wiedzą o tym mieszkańcy Augustowa, gdzie blokada budowy obwodnicy wciąż zbiera swoje śmiertelne żniwo na zakorkowanych ulicach pozbawionego obwodnicy uzdrowiska. Na co dzień boleśnie o samowoli ekologów przekonują się pasażerowie blokowanych inwestycji w infrastrukturę kolejową.
Każdy chciałby móc zwiedzić skansen, ale już nie każdy chciałby w nim mieszkać. Dlatego, nie ulegając presji, powinniśmy tworzyć nowoczesną infrastrukturę, która przyspieszy rozwój naszego regionu i jednocześnie przybliży uroki północno-wschodniej Polski mieszkańcom innych części Europy. Ekologia – TAK! Ekoterroryzm – NIE!


Komentarze
Pokaż komentarze (20)