Obudziłem się w poniedziałek o siódmej i zawołałem w duchu: o nie! Następnie zacząłem się zastanawiać „co dzisiaj mamy” i (po wiązance przekleństw, której tu przez grzeczność nie zacytuję) uświadomiłem sobie, że mamy poniedziałek (pierwsze przekleństwo), pierwszy dzień po feriach (drugie przekleństwo) dwie matematyki po wu – efie (trzecie przekleństwo), wu – ef po biologii (czwarte przekleństwo) i biologię po przyjściu do szkoły (tu przekleństwo nie nastąpiło, bo nic nie było zadane). Ponadto po tych czterech wyczerpujących lekcjach następują dwie godziny siedzenia i dosypiania (czyli historia oraz godzina wychowawcza).
Kiedy więc już wstałem (po piętnastu minutach i kolejnej wiązance nieprzyzwoitych słów), poszedłem do łazienki zrobić porządek z tym co jeszcze zostało z mojego uzębienia. Tam moje najmłodsze rodzeństwo (wiek: 13; płeć: kobieta; liczba sztuk: 1, ale drze się jak 100;) poinformowało mnie za pomocą dźwięków o częstotliwości i głośności przewyższającej start wahadłowca (do teraz zastanawiam się jak ona to robi), że „MASZ DZISIAJ RANNEGO PSA!” co nie oznaczało bynajmniej, że mam biec po apteczkę. Jest to tajny kod, który oznacza, że „JAK SIĘ SZYBKO NIE UMYJESZ, TO NIE TO NIE ZJESZ ŚNIADANIA, BO MUSISZ IŚĆ Z PSEM! I ta radosna wieść tak mnie już do końca zdołowała, że jedyne o czym marzyłem, to wakacje, święta wielkiej nocy, ferie, długi weekend majowy, dzień dziecka, i w ogóle 11 listopada. Jednym słowem, cokolwiek, byleby wolne było do końca roku, przynajmniej w poniedziałki. Jednak poszedłem z psem, kosztem śniadania, którego i tak bym nie zjadł, „No bo co w końcu, kurczę blade? Są ciekawsze zajęcia”.
Trafiłem do szkoły niemalże po omacku, bo jeszcze się do końca nie obudziłem, następnie o mały włos nie złamawszy sobie nosa na schodach (bo mimo wejścia do szkoły, wciąż się jeszcze nie obudziłem) dotarłem do sali 201, pod którą stali koledzy i siedziały koleżanki. Potem zadzwonił dzwonek, na co kilku moich kolegów, którzy dopiero w niedzielę wrócili do domu i jeszcze nie wrócili do siebie (jak podejrzewam, zresztą po ich reakcji na dzwonek, po mocnej popijawie na wyjeździe) złapało się za głowy i zachciało rozwalić wszystkie dzwonki świata. Weszliśmy do klasy. Tu zaczęła się zwykła gadka – szmatka, w stylu: praca domowa? –Nie było zadanej. Kartkówka? –Nie było zapowiedzianej. Poszliśmy na wu – ef, a w szatni okazało się, że, Jak na złość zapomniałem stroju, chociaż myślałem o nim przez całe rano. Wkurzyłem się, bo nie po to przecież mam nieprzygotowania, żeby zapominać stroju (toż to chyba każdy wie, że nieprzygotowania służą do odrabiania lekcji), ale ponudziłem się przez godzinę i poszedłem na matematykę, po której jeszcze bardziej pogłębiło się we mnie przekonanie, iż „nienawidzę poniedziałków”. Po powrocie do domu dowiedziałem się, że na popołudnie z psem mam iść ponownie ja bo mojej siostrze jeszcze się zejdzie w szkole, podczas, kiedy ja się będę obijał. Odpowiedziałem najgrzeczniej jak potrafiłem, biorąc pod uwagę, że jest poniedziałek i wziąłem się za lekcje. Po zrobieniu dwóch stron zadań z matematyki i próbie pouczenia się do klasówki z niemieckiego wziąłem gitarę i zacząłem grać, następnie ją nastroiłem i odłożyłem. Po chwili zastanowienia wyjąłem instrument z futerału i znów grałem. Ale w tym momencie spłyną na mnie nagle dobry humor. Uświadomiłem sobie, że już tylko wtorek i potem kolejne 5 dni wolnego (rekolekcje i weekend). Zawołałem starszą siostrę i zagrałem jeden z jej ulubieńszych utworów. … zaśpiewała, a później kolejny i kolejny, aż mama zawołała na obiadokolację. Potem krótka partia gry komputerowej i spanie…
Pointa zdaje się być prosta. Po nocy przychodzi dzień, po burzy spokój, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, nie taki diabeł straszny jak go malują itd. Mi jednak chodzi o coś innego mianowicie, że nawet jak po nocy przychodzi dzień to jednak w ciągu tego dnia pada deszcz, w parku jest błoto, a klasówka z niemieckiego idzie gorzej niż ktokolwiek może przewidzieć…
Ponownie proszę o ocenę, i komentarz. co to jest za rodzaj i jaki ja mam styl, bo ja nawet tego nie weiem...



Komentarze
Pokaż komentarze (13)