Wiocha. Jak co roku znów tu przyjechałem. Lubię to miejsce, bo jest: zielono, ciepło, czysto, miło, radośnie i wszyscy się znają... Najpierw sprzątanie, bo po 2 miesiącach niebytności istot ludzkich na chacie jest trochę brudno. Mamy tu myszy i inne zwierzęta, więc trochę brudzą... Odkurzanie, mycie okien, a potem ja wyjechałem.
Głupie liceum zamknęło swe podwoje, przed wyrobieniem sobie zdjęć (przeze mnie), więc nie mogłem złożyć papierów 27 w piątek. W łykend (mój szanowny ojczulek twierdzi, że takie słowo jest nawet w słowniku) Lo było zamknięte, w poniedziałek zaniosłem papiery, a we wtorek wróciłem na wieś. Tam zastałem tylko moją siostrę z koleżanką. Było wesoło. Graliśmy w nadzwyczaj kulturalną grę karcianą, o dźwięcznej nazwie - "gówno" - niosącej cały jej sens i przesłanie.
Potem ja wylałem 3 litry benzyny i 60 ml oleju do dwusuwów na koszenie trawy w tzw. ogródku... no i nad sadzawką (czyli bajorkiem do zbierania wody z pola).
Teraz po 18 siostry na której było dużo jej (i moich) znajomych, jest rodzinka z łodzi i jest fajowa zabawa. Czasem były delikatne spięcia, ale jest bardzo wesoło.
Mam nadzieję napisać kiedyś coś jeszcze ale nie wiem jak to wyjdzie, bo tutaj mam dostęp do internetu tylko u sąsiadów, a do domu się niestety nie wybieram w najbliższym stuleciu (choć znając rodzinkę wywalą mnie już we wrześniu... ech).
Do zobaczenia, o ile sobie wykaszarką rąk nie obetnę :-D



Komentarze
Pokaż komentarze (16)