Jadowitym piórem Jadowitym piórem
364
BLOG

Dzień Rycerza

Jadowitym piórem Jadowitym piórem Rozmaitości Obserwuj notkę 0

By żyło się lepiej, wszystkim – matkom i ojcom, babciom i dziadkom (oraz dziatkom), sekretarkom i filatelistom, teściowym i sołtysom, świstakom i ptakom, a nawet… zmarłym – ludzkość wpadła na pomysł świętowania. Bo w święto, ten szczególny dzień, przynależący do określonej grupy wiekowej, zawodowej, społecznej, płci lub rasy czują się po prostu wyjątkowo.

Weźmy na ten przykład koty. Tak, koty właśnie – nie nowoprzyjętych uczniów czy rezerwistów – ale kocury, by tak rzec, sensu stricto: z ogonem i wąsami, te dachowe i te wychuchane, wiejskie i miejskie. Otóż, wyobraźmy sobie, że sympatyczne zwierzaki cały rok z niecierpliwością oczekują na 17 lutego. Bo na tę datę przypada… „Światowy Dzień Kota”.

Jeśli bliżej przyjrzeć się sprawie, okazuje się, że zasadniczo każdego dnia przypada jakiś „Dzień. Np. 2 grudnia międzynarodowa społeczność świętuje „Dzień walki z uciskiem”. Przy czym nie wiadomo do końca, czy pomysłodawcom chodziło o ucisk polityczny, czy może w klatce piersiowej.

17 grudnia z kolei przypada „Polski Dzień bez Przekleństw” – cóż, całkiem możliwe, ale nie obiło mi się jakoś o uszy. 15 maja natomiast kumuluje się kilka świąt, w tym „Międzynarodowy Dzień Rodziny” i „Dzień Geja”. Na pierwszy rzut oka połączenie wydaje się dosyć osobliwe, choć – biorąc pod uwagę kierunek legislacji europejskiej – znowu nie tak bardzo.

Okresem rozkwitu „Świąt” była z pewnością epoka Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Zdecydowana większość grup zawodowych miała wówczas swoje (gorsze lub lepsze) „Dni”. Nic tak przecież nie cieszyło, jak wypełniona raz do roku prawdziwą kawą z fusami szklanka (ukrop piło się przecież ze szklanek w koszyczkach lub bez nich), laurka i życzenia „pomyślności w życiu zawodowym i osobistym”.

Szczególnym powodzeniem cieszył się zwłaszcza „Dzień Kobiet”. Jak orzekł tow. „Wiesław” – „nie ma dziś w Polsce dziedziny, w której kobiety nie odgrywałyby ważnej roli”. Dlatego upodlone wyczekiwaniem w tasiemcowych kolejkach, zatrudnione na fizycznych stanowiskach w zakładach przemysłowych – w ten jeden dzień dumnie paradowały suwnicowe i ekspedientki z goździkiem w zębach, nowymi rajstopami pod pachą i naszyjnikiem z papieru toaletowego.

Czasy te doskonale pamięta zapewne Stanisław Dulias (od 1957 do 1984 r. członek Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, a następnie poseł na Sejm z ramienia Samoobrony), który w Gwarku z 15 lutego, niczym Rycerz Niepokalanej, wystąpił w obronie Marii Pańczyk-Pozdziej. A poświęcając mi wiekopomny passus: „nie jest Kamil Łysik przecież prof. Miodkiem czy którymś z wieszczy”, nawiązał Pan Rycerz do obchodzonego 21 lutego „Dnia Języka Ojczystego”.

Toć języka bronić może wyłącznie prof. Miodek i narodowi wieszcze, a ty – kmiotku – cicho siedź. Ulegam więc wobec siły argumentów Waszmość Duliasa. Jednocześnie proponuję ogłosić datę 15 lutego „Dniem Rycerza”. Wprawdzie termin ten okupuje już „Święto Młodzieży Prawosławnej”, ale może się jakoś dogadają.

Kamil Łysik

"Gwarek", 01.03.2011

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości