Poczta Polska S.A. wystosowała do swojego klienta list, opatrzony mrożącym krew w żyłach tytułem: „Zagrożenie dla listonosza”. Jako, że pismo jest przejawem… (no właśnie, czego?), przytaczam jego treść w całości i w oryginalnym (sic.) zapisie.
W związku z uzyskaniem informacji dot. wystąpienia na Pani posesji zagrożenia tj. pies wolno biegający w imieniu Poczty Polskiej S.A. w Warszawie Urząd Pocztowy Tarnowskie Góry 1 wzywa do likwidacji w/w zagrożenia (właściwego zabezpieczenia psa, aby listonosz mógł bezpiecznie doręczać korespondencję). Jednocześnie przypominam, że do obowiązków właściciela psa należy właściwe zabezpieczenie swojego czworonoga. W przypadku bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia pracownika Centrum Poczty Oddział I Rejonowy w Zabrzu zmuszony będzie podjąć działania przewidziane przez prawo.Podpisano: Naczelnik Urzędu Pocztowego.
Realizując „wezwanie do likwidacji w/w. zagrożenia” pospieszył zatem klient przedstawić dokument samemu bohaterowi skandalu, tj. „psu wolno biegającemu”. Niestety, ów – zwany przez domowników Rufikiem – nie wykazał najmniejszego zainteresowania zarzutami i, podkuliwszy ogon, poczłapał (wolno, bo jakżeby inaczej) do budy. Na odchodne odszczeknął tylko, że wcale nie biega w imieniu Poczty Polskiej – tylko we własnym, a jeśli nawet czyni to wyjątkowo opieszale – wynika wyłącznie z podeszłego wieku, liczy sobie bowiem już prawie dekadę.Na takie dictum ze strony czworonoga klient mógł jedynie wzruszyć ramionami – bezczelny typ.
No właśnie, z psem wielkości niewyrośniętego kota żyją ludzie latami pod jednym – by tak rzec –dachem, nie zdając sobie sprawy z zagrożenia, jakie groźny zwierz dla zdrowia lub życia otoczenia stwarza. Istotnie bowiem, na widok Rufika skonać można na miejscu – tyle, że ze śmiechu. Podobnie, jak po lekturze pisma Poczty, w którym Naczelnik Urzędu sugeruje, że dożywający swych dni kundel bury jest realnym zagrożeniem dla życia listonosza.
Uśmiech – niestety, ale już tylko politowania – budzi natomiast styl, w którym zredagowana została treść epistoły. List, pozbawiony podstawowych zasad ortografii i interpunkcji, a jednocześnie utrzymany w stylu eklektycznym (cocktail commedii dell’arte i prozy w stylu Franza Kafki), wywołuje efekt… wprost odwrotny do zamierzonego.
Zamiast więc przestraszyć się groźby „podjęcia przez firmę działań przewidzianych przez prawo” i zastosować do słusznego przecież postulatu, adresat kwiczy i boki zrywa, skupiając się na takich kawałkach, jak ów nieszczęsny „pies wolno biegający w imieniu Poczty Polskiej S.A. w Warszawie”, czy też „wezwanie do likwidacji w/w. zagrożenia”.
Na zakończenie wspomnijmy jeszcze tylko, że Poczta Polska – choć na co dzień zwraca nadawcom uwagę, by ci bacznie adresowali swoje przesyłki – nie tylko przekręciła imię swojego klienta (robiąc z Anieli Teresę), ale pomyliła nawet kod… pocztowy, którego jest prawnym właścicielem. Cóż, jaka firma – takie zagrożenie. I takiż pies. Oraz kod.
Kamil Łysik


Komentarze
Pokaż komentarze