Z tak wielkim hałasem zapowiadana wizyta prezydenta USA w Polsce to już historia…
W zasadzie, to cały jej opis można zamkąć w kilku detalach: absencja pani Michelle, roboczy dinner, pióro, 5th Avenue…
Nie było Michelle, o czym tu już pisałem… i dodać mogę jedynie, że po tym jak w Irlandii zajęła się nalewaniem piwa z pipy… do Polski nie przyjechała, z obawy, że będzie musiała na roboczym dinnerze latać wokół okrągłego stołu i nalewać wódkę…
Ten dinner też miał coś znaczącego… Jednym z dań była zupa z dyni… No cóż, tak to już się w Polsce przyjęło, że jak tu kto przyjeżdża z Ameryki tobanię ze ścieranką vel zacierkami gotować musowo trzeba…
Byli na tym roboczym dinnerze przedstawiciele 20 państw europejskich; nie było Rumunów, a gdyby byli, to byłoby„oczko”, a jakby jeszcze stawiła się Bośnia to już chyba „fura” by była… No i tak sobie gadali, jakby tu doświadczenia swoich państw przeflancować do tych krajów arabskich, które dotknęła słynna zima narodów, gdzieniegdzie przedłużająca się w wiosnę (a może i lato). Gadanie to bez sensu, bo przeflancowanie tych doświadczeń w żaden sposób nie jest możliwe… O jak ci, co o tym przeflancowaniu gadali jeszcze tego nie wiedzą, to znaczy, że nie powinni być głowami swoich państw… Zresztą, nie podoba mi się takie przeflancowywanie czegokolwiek z jednego kraju do drugiego i już. I myślę, że nie tylko mnie się to nie podoba…
Jak zwykle w Polsce, coś musiało się zepsuć i tym czymś było oczywiście pióro. W sumie to i tak dobrze, że popsuło się na sucho, niż miałoby się popsuć na mokro, czyniąc kleksa i farbując palce dostojnego gościa…
Co do żądania, abym robił zakupy na 5th Avenue, oświadczam, że nie wiem gdzie to jest, więc się tam nie wybiorę… Ja wiem, że chciano by mnie tam zobaczyć wobec stłumienia popytu i siły nabywczej klienta tambylczego, żebym podrasował obroty tamtejszych sklepikarzy, ale na mnie proszę nie liczyć. Ja tu, w Łodzi mam swoją Avenue i na niej lubię pospacerować i zajrzeć do jednego, czy drugiego sklepu. Szukać po świecie jakiejś 5th Avenue po to, żeby robić tam zakupy niestety, ale nie mam zamiaru…
Zapowiedziano kolejną wizytę Mr. Obamy, już z Michelle i dziećmi za lat dwa. No cóż, Polska to gościnny kraj i państwo Obama z dziećmi zawsze mogą tu wpaść nad morze, jeziora lub w góry… Z wizami nie będą przecież mieć problemów… Może wtedy pan Wałęsa będzie chciał się z nim spotkać… gdzieś na rybach…
A my zaś wtedy, tu w Polsce będziemy oczekiwać wizyty Prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki.
Inne tematy w dziale Polityka