"Pierwsze posiedzenie Sejmu obecnej kadencji odbyło się 5 listopada 2007 roku; kolejne wybory powinny się więc odbyć pomiędzy 6 października, a 4 listopada. W tych dniach niedziela przypada na 9, 16, 23 i 30 października."
Tymczasem, Prezydent RP zapowiedział zarządzenie wyborów na pierwszy z możliwych terminów. Czy to dobrze, czy źle?
Moim zdaniem to bardzo, bardzo źle...
Jeżeli wybory będą dnia 9 października br, to rejestracja komitetów musi być dokonana do dnia 19 sierpnia, a rejestracja list kandydatów na posłów i kandydatów na senatorów do dnia 29 sierpnia. Czyli w pełni wakacji...
Ten, najwcześniejszy z możliwych terminów odcina od udziału w kampanii wyborczej studentów i środowiska akademickie. W wielu miastach to właśnie uczelnie wyższe organizują debaty wyborcze z udziałem studentów... Tym razem będą one oczywiście mogły się podbyć, ale jeszcze we wrześniu, czyli przed rozpoczęciem roku akademickiego, czyli bez udziału młodzieży akademickiej, zajętej sesją poprawkową, albo jeszcze korzystającą z wakacji.
Kampania, którą obejmuje przecież zbieranie podpisów pod listami poparcia, rozpocznie się w sierpniu, czyli jeszcze w sezonie urlopowym, z którego korzysta wielu zaangażowanych politycznie...
Osoby te albo bedą musiały zrezygnować z urlopu, albo zrezygnować z udziału w kampanii wyborczej. Na podobne rozterki skazuje się także studentów, bo albo będą na wakacjach, albo też będą przygotowywali się do egzaminów...
Bardzo zdziwiła mnie zapowiedź wyborów w tym pierwszym z możliwych, ale jakże niekorzystnym terminie.
To tak, jakby decyzję podejmowała osoba będąca nowicjuszem w polityce, nie znająca polskich realiów...
PS. Dwukrotnie wybory parlamentarne obywały się w ostatnią niedzielę października - w 1991r. i w 2007r. i ten termin wyborów uważam za optymalny. Czterokrotnie odbyły się we wrześniu, co spowodowało praktycznie skrócenie kampanii wyborczej z 7 do 2-3 tygodni... termin na początku października na tą samą wadę...
Inne tematy w dziale Polityka