Źle się dzieje w mieście Łodzi... Dziewięć miesięcy prezydentury Zdanowskiej to okazja do podsumowania... to dobry przedział czasowy, bo przecież prezydentem Miasta Łodzi jest kobieta...
Zobaczmy, co się ma w Łodzi „urodzić” po tych dziewięciu miesiącach.
Przez te dziewięć miesięcy panowała cisza, a pani Zdanowska nie robiła nic, co też miało dobra strony, no bo kto nie robi nic, ten i niczego nie zepsuje...
Ale teraz oto po dziewięciu miesiącach prasa i łódzka telewizja trąbią na alarm, że oto nadciąga wielka rewolucja w magistracie, a urzędnicy się boją.
Na czym ta rewolucja ma polegać? W zasadzie jej sedno polega na rozbudowie biurokratycznej struktury Urzędu Miasta Łodzi i to w jego górnych warstwach, to pierwsza zmiana. Druga zaś określana kryptonimem „COMedy” ma sprowadzać się do zmiany nazwy „Delegatura UMŁ” na „COM”, czyli na Centrum Obsługi Mieszkańców.
Od końca zaczynając, przypomnę, że Łódź od lat 60-tych podzielona jest na 5 dzielnic, w których do 1990 roku działały dzielnicowe rady i dzielnicowe urzędy, a od 1990 delegatury UMŁ – w liczbie 5. - po jednej dla każdej z dzielnic, lub raczej „części miasta tradycyjnie zwanej” a to Bałuty, a to, Górna, a to Polesie, Śródmieście, czy też słynny w całej Polsce Widzew. Niektórzy ludzie starszej daty z przyzwyczajenia operowali starą nazwą tego przybytku władzy miejskiej: „prezydium”.
Delegatury, którymi kierowali mianowani przez prezydenta miasta dyrektorzy działały sprawnie i bez zastrzeżeń przez 20 lat i nikt nie miał zastrzeżeń do ich funkcjonowania. I to właśnie obmyśliła sobie zmienić pani Zdanowska. Działa tu chyba zasada "to co dobre trzeba trochę polepszyć, aby w rezultacie po.........". Zamiast delegatur mają działać jakieś COM-y, stąd kryptonim „COMedy” tej operacji. Już bez dyrektorów, a referaty podlegać mają dyrektorom z UMŁ na Piotrkowskiej. Komedia będzie straszna, jak to bezhołowie zacznie się na dobre w tych COM-ach bez dyrektora. Ciekaw też jestem jak szary obywatel te „nowe-stare” przybytki nazwie? Może „COMendy”?
Czy będą jakieś plusy dla szarego obywatela, które zneutralizują to bezhołowie? Ponoć ma być za czas jakiś plus taki, że zniknie rejonizacja i mieszkaniec Bałut będzie mógł załatwić sprawę na Górnej, a mieszkaniec Widzewa na Polesiu... nie wiem po co i komu takie „udogodnienie”, chyba że, temu Bałuciarzowi, który ma akurat w referacie na Górnej koleżankę ze szkoły albo jakąś pociotę i liczy, że dzięki temu łatwiej mu będzie uporać się z problemem... Oby nie spotkał go zawód...
To tyle o COM-ediowej reformie w łódzkim magistracie, która ma się narodzić po dziewięciu miesiącach prezydentury pani Zdanowskiej.
No a ta w pierwszej kolejności wymieniona, czyli mająca polegać na rozbudowie magistrackiej biurokracji w jej górnej warstwie, to prawdziwa komedia.
W chwili obecnej jest tak, że na czele Urzędu Miasta Łodzi stoi prezydent, mający czterech zastępców. Zadaniem prezydenta miasta i jego zastępców jest prowadzenie bieżącej polityki miejskiej oraz nadzór nad dyrektorami poszczególnych wydziałów, na które urząd jest podzielony. Pani Zdanowskiej się to nie podoba. Nie chce, aby ona i jej zastępcy brudzili sobie rączki nadzorowaniem dyrektorów wydziałów. Chce ulżyć sobie i swoim zastępcom i w tym celu powołuje nowy, biurokratyczny poziom w łódzkim magistracie. Poziom ten nazwany zostanie departamentem z dyrektorem na jego czele, który to dyrektor będzie nadzorował kilku dyrektorów kierujących wydziałami Urzędu Miasta Łodzi. Poziom departamentów będzie niezmiernie rozbudowany, no bo ma ich być aż siedem... Siedmiu nowych dyrektorów, kto wie czy nie siedmiu ich zastępców, siedem sekretarek, naście referentów... Po co? Po to, aby kontrolować dyrektorów wydziałów i ich pracę... Biurokracja miejska w Łodzi ulegnie rozbudowie. Co z tego będzie miał szary obywatel? Obawiam się, że nie będzie miał nic... żadne korzyści nie popłyną z tego dla szarego mieszkańca miasta Łodzi. Stracą na tym szeregowi urzędnicy UMŁ, ci którzy załatwiają konkretne sprawy. Część z nim straci bardzo dużo, bo pracę w Urzędzie. Dlaczego? Ano, budżet miasta jest ograniczony... żeby załatwić pieniądze dla tych siedmiu nowych dyrektorów i ich odstawy to trzeba posłać na „bruczek” iluś tam urzędników. Prasa i media podają, że około 200. A zatem będą ubytki kadrowe wśród urzędników szczebla podstawowego, którzy załatwiają sprawy bieżące dla mieszkańców. Sprawy będą załatwiane wolniej, czyli statystyczny obywatel miasta Łodzi na Zdanowskiej reformie UMŁ straci.
Kandydaci na nowych dyrektorów już są. Wszyscy oni to ludzie bez doświadczenia i beż przygotowania do pracy w administracji samorządowej. Mówi się o nich, że przyszli do tej nowej pracy z biznesu w kwietniu tego roku. Coś te biznesy, dzięki ich pracy musiały cieniutko „prząść”, skoro zdecydowali się od nich odejść na rzecz posadki w łódzkim magistracie. Jest tam jakiś Andrzej Pirek, co pracował w Amcorze (firmie produkującej opakowania), Wojciech Rosicki, który zajmował się aptekami. Najciekawszą kandydatką jest pani Dorota Szczepańska, która pracowała w firmie VF Polska, szyjącej kiedyś jeansy. Firma już dziś jeansów nie szyje, a szwaczki poszły na „bruczek”. (Pamiętamy: 24 Lis 2010 – 1100 osób na bruk - takie zwolnienia planuje firmaVF Polska, która w łódzkim zakładzie szyje dżinsy renomowanych światowych marek.) Pani Szczepańska, jak przypuszczam nie była jedną z nich. Dyrektorami departamentów zostaną także Krzysztof Mączkowski (skarbnik miasta) i Barbara Mrozowska-Nieradko (sekretarz miasta). I to chyba jedyne dwie kompetentne osoby na te nowe, nikomu nie potrzebne stanowiska w łódzkim magistracie.
Widać jak na dłoni, że wraz z prezydenturą Zdanowskiej do UMŁ wdarła się zła koncepcja funkcjonowanie tego urzędu i koncepcja jego struktury. Zamiast wzmacniać doły urzędnicze, aby sprawy szły szybciej... zdecydowano się na politykę cięć kadrowych dolnych warstw urzędniczych. W zamian za to obrano politykę rozbudowy biurokracji łódzkiego magistratu w jego górnych warstwach. Rozbudowy nikomu niepotrzebnej, niczego dobrego nie przynoszącej Łodzi i jej mieszkańcom.
Kandydując na prezydenta miasta miałem całkowicie odmienną koncepcję struktury UMŁ. Wzmacniać należałoby dolne warstwy urzędnicze, tak aby sprawy załatwiane były sprawniej, bez zmian pozostawiając górę łódzkiego magistratu. Funkcję kontroli dyrektorów wydziału powinni pełnić wiceprezydenci miasta. Zresztą, gdyby nie ta funkcja, nie widziałbym w ogóle konieczności ich powoływania. Koncepcja Zdanowskiej jest przeciwstawna i właściwie nie wiadomo czym mają się jej zastępcy zajmować. Mówią, że wiceprezydenci mają „chodzić z głową w chmurach”, czyli siedzieć za biurkami w swoich gabinetach i nie robić nic, poza rozmyślaniem na temat nowych projektów. Czyli np. taki Piątkowski nie ma kontrolować dyrektorów określonych wydziałów, ale pracować nad projektem zamykania kolejnych szkół . Itd, itp... Jak podają media, chodzi o to, żeby dyrektorzy wydziałów nie biegali z każdą sprawą do wiceprezydenta, który podejmuje decyzje, a kontaktowali się z dyrektorami departamentów. A niby dlaczego nie mają biegać? Może dlatego, że wizyta dyrektora ujawnia niekompetencję wiceprezydenta miasta.
Rzecz w tym, że dobry, kompetentny wiceprezydent miasta potrafi i jedno i drugie. Potrafi dobrze nadzorować dyrektorów wydziału i rozmawiać z nimi i pracować nad :wielkimi projektami”. Tyle, że takich swoich zastępców pani Zdanowska nie ma. Ma czterech niekompetentnych, nie nadających się do pełnienia tego stanowiska. Stąd jej pomysł rozbudowy „góry” urzędu przez powołanie siedmiu dyrektorów stojących na czele nikomu nie potrzebnych departamentów. Mam poważne wątpliwości, czy na te stanowiska „szykuje” osoby kompetentne...
Źle się dzieje w mieście Łodzi... PO dziewięciu miesiącach ma się w magistracie „urodzić” siedmiu niepotrzebnych dyrektorów departamentów...
Inne tematy w dziale Polityka