Pan prezes spotkał się z panią profesor na obiedzie. Po obiedzie pana prezesa i panią profesor otoczył wianuszek journalistów. Pytali, jak to po obiedzie, czy smakowało. Pan prezes powiedział, że smakowało, bo zamówił kaczkę ze ślimakami, pani profesor powiedziała, że tez jej smakowało, a zamówiła kluski z serem...
Ja jadam kluski z serem, jak mi się nie chce smażyć naleśników – sobie pomyślałem. A z czasów szkolnych kluski z serem zapamiętałem jako danie poniedziałkowe, najgorsze w tygodniu...
No, ale to, co mnie tu najbardziej zastanawia to ten szalony rozziew w randze potrawy, jaką zamówił pan prezes i pani minister: on pieczyste, ona mączysto-nabiałowe... Może ona tak lubi, pomyślałem. Ale chyba nie tylko, że tak lubi...
On jest prezesem i żre jak prezes. Takie pieczyste to podkreśla rangę jego prezesury. I ma się czym pochwalić. Jak światek się dowie, że on żre pieczyste to powie, ze on jest wielki, jest nobles. A pani profesor to się dla niego poświęciła i wzięła kluseczki... To danie podkreśla jej małość, by nie rzec nicość wobec prezesa... Przypuszczam, że kiedy w terenie spotyka się z lokalnym działaczem , to on bierze schabowego, a działacz zmielonego.
Taki obiad z takim prezesem to dla zaproszonego takie nieWIELKIE ŻARCIE.
Przypomina trochę zanany w Galicji cesarski obiad. Na takim obiedzie jako pierwszy danie otrzymywał cesarz (no może cesarzowa) i nie oglądając się na nic wtrajał tę przepiórkę z przystawkami. W tym czasie danie serwowano kolejnym gościom. Najgorzej mieli ci w ostatnich miejscach, bo kiedy im podano to cesarz już nasyciwszy swój głód wstawał od stołu, co też musieli uczynić i ci ostatni nie skosztowawszy onej przepiórki pieczonej... To podkreślał rangę cesarza i wynosiło go ponad lud, nawet ponad tych, których zapraszał na obiad.
I taki rozziew w potrawie wybranej przez pana prezesa i panią profesor to też wynosi go ponad panią profesor i pokazuje kim on jest, albo za kogo siebie uważa...
Inne tematy w dziale Polityka