Rzeczpospolita tego nie zamieściła... Wokół reformy Konstytucji RP. Do wyrażenia swojego poglądu na temat ustroju politycznego Polski i konieczności jego reformy zmobilizowali mnie dwaj profesorowie Dudkowie swoimi wypowiedziami na łamach „Rzp”. Pierwszego z nich - Dariusza – w zakresie prawa konstytucyjnego jestem uczniem, drugiego - Antoniego - poglądy niezwykle lubię i cenię, a jego wypowiedzi są niezwykle inspirujące. W jakim zakresie inspirująca była wypowiedź prof. A. Dudka na temat Konstytucji z 1935r? Otóż, reprezentuję pogląd następujący: ustrój polityczny Polski do tego stopnia jest zły, że przypomina ustrój Polski sanacyjnej po 1935r. Ma też pewną cechę wspólną z ustrojem peerelu. Jaką? Nie uprzedzajmy toku niniejszego wywodu. Zacznę od uchwalanej w kabaretowej scenerii Konstytucji Kwietniowej. Oczywiście, spotykam pogląd, że była świetnym aktem prawnym jako że, po wybuchu wojny zapewniła ciągłość władzy. To dobrze, że zapewniła ale to jeszcze nie powód, by wnosić na jej cześć pieśni pochwalne. Bo konstytucja ma działać w czasie pokoju, a nie w czas wojny i okupacji. Jak bardzo była złą ustawą zasadniczą świadczy dobitnie pewne bardzo smutne wydarzenie, do którego doszło prawie cztery lata po jej podpisaniu przez Mościckiego. Była to samobójcza śmierć jej autora W. Sławka. Była wiosna 1939r. Jesienią odbywały się wybory parlamentarne. Zostały one zbojkotowane przez wszystkie ugrupowania niesanacyjne. W przeddzień wyborów napływały do W. Sławka sygnały o bojkocie. Przychodzili różni ludzie, wskazując na błędy tkwiące w ustroju Polski. Przyszedł także i Stanisław Cat-Mackiewicz, celem przeprowadzenia wywiadu dla wileńskiego "Słowa". Sygnalizował W. Sławkowi konieczność wprowadzenia nowej ordynacji wyborczej, bo obowiązująca czyni z wyborów ich parodię. Ten przyznał mu rację, stwierdzając, że zmian dokona Sejm nowej kadencji. S. Cat-Mackiewicz napisał w swojej "Historii Polski", że przyczyny śmierci W. Sławka nie są znane. Ja myślę, że są dość oczywiste. Świadomość zafundowania Polsce bardzo złego ustroju i brak woli wewnętrznej, by przyznać się do porażki pchnęły W. Sławka do samobójstwa. Ta śmierć powinna być przestrogą dla współczesnych... O ustroju kraju nie decyduje jedynie konstytucja. Świetną konstytucję mogą zniweczyć inne ustawy ustrojowe, w pierwszym rzędzie ordynacja wyborcza. Konstytucja Marcowa była złą, przy znakomitej i „arcydemokratycznej” ordynacji; Kwietniowa nie była aż tak złą ale psuła ją ordynacja. W okresie peerelu złymi były zarówno konstytucja, jak i ordynacja. Obecnie, nie tak złą Konstytucję psują inne przepisy - Kodeksu Wyborczego i ustawy o partiach politycznych. W Polsce sanacyjnej o tym kto może kandydować na posła decydowała sanacja za pośrednictwem rządowych, prosanacyjnych urzędników, skupionych w zgromadzeniach wyborczych. W peerelu, o tym kto może kandydować decydowało Politbiuro pezetpeerii. Te dwa momenty powodowały, że wybory parlamentarne, zarówno w Polsce sanacyjnej po roku 1935, jak i w peerelu były fikcją. Co w III RP decyduje o tym, kto może kandydować i dlaczego tylko teoretycznie każdy? Wiadomo, że listę wyborczą może zgłosić komitet, który zbierze 3000 podpisów poparcia. Tu przypomnę, że „arcydemokratyczna” ordynacja z lat 20-tych wymagała tych podpisów zaledwie 50. Zatem, kandydować może tylko ten, kto zbierze tę "wywalczoną" jeszcze przy "okrągłym stole" przez stronę "solidarnościową", bardzo wysoką liczbę podpisów (50x60=3000). To pierwsza tama demokracji. Drugą są pieniądze. Pieniądze na kampanię wyborczą otrzymują od państwa ten partie jedynie, które do tej pory miały w Sejmie posłów... Inni ich nie mają. To druga tama demokracji w III RP. Jest także i trzecia. Jest nią 5%-owy próg wyborczy. Kiedy pierwszy raz o tym wynalazku słyszałem, stwierdziłem, że nie jest taki zły, bo np. Niemczech Federalnych dzięki niemu do Bundestagu nie wchodzą komuniści. Kiedy wprowadzono go w Polsce, w najbliższych wyborach (tj. w1993r.) do Sejmu nie weszły partie prawicowe. W wielu okręgach listy tych partii osiągały nawet po kilkanaście procent, ale co z tego, skoro w skali kraju nie uzyskały 5%. Reforma ustroju Polski jest niezbędna i powinna ona polegać głównie na: 1/ zniesieniu finansowania partii politycznych z budżetu państwa, 2/ 50-krotne zmniejszenie ilości podpisów popierających listę (lub kandydata senatora), 3/ zniesienie 5%-owego progu wyborczego we wszystkich wyborach proporcjonalnych. Jest to reforma wyłaniania władzy ustawodawczej w Polsce. Nie powinna ona polegać w żadnym razie na zmniejszeniu liczby posłów ani tym bardziej na likwidacji Senatu. Izba wyższa powinna istnieć nadal i może być wyłaniana w wyborach większościowych, z tym że równych. Jak wiadomo, zachowanie równości nie towarzyszyło żadnym wyborom, co wywalczono jeszcze przy "okrągłym stole", tworząc okręgi wyborcze niczym nie uzasadnione, co pozostało do dziś. Skład liczbowy Senatu powinien stanowić 1/4 liczby posłów, a zatem wybory senatorów powinny odbywać się w tych samych okręgach wyborczych co posłów. Co do urzędu Prezydenta, który jest głową państwa nie mającą wpływu na politykę rządu, czyli mało znaczącym elementem ustroju państwa, należy wprowadzić jego wyłanianie przez Zgromadzenie Narodowe. W zakresie władzy wykonawczej sensu stricte, tj. rządu, niezbędne jest wprowadzenie zasady niepołączalności mandatu parlamentarzysty z funkcją ministerialną w rządzie. Sprawy resortu sprawiedliwości, to głównie zagadnienie umieszczenia Prokuratora Generalnego w systemie władzy. Jak wiadomo w 2010 roku wprowadzono system podległości tego organu premierowi. Wynika to z faktu, że akt powołania na to stanowisko przez Prezydenta wymaga kontrasygnaty premiera. Kontrasygnata to jak wiadomo podpis na dokumencie, przez który składający go bierze odpowiedzialność za jego treść. By premier był odpowiedzialny z powołanego Prokuratora Generalnego, ten musi być mu podporządkowany. W rzeczy samej, premier może odwołać szefa prokuratury, gdy Sejm odrzuci sprawozdanie z jego działalności. Jest to rozwiązanie sztuczne i alternatywą wydaje się jeżeli nie powrót do systemu unii personalnej na stanowisku Prokuratora Generalnego i szefa resortu sprawiedliwości, to przyjęcie systemu francuskiego, w którym szefa prokuratury powołuje minister sprawiedliwości i tenże za działania swojego podwładnego ponosi odpowiedzialność parlamentarną. Sam Prokurator Generalny jest niezależny politycznie i odpowiedzialności parlamentarnej nie ponosi. Procesowa niezależność prokuratorów mogłaby zostać zagwarantowana w Konstytucji, jako że wielu z nich tego stanowczo żąda. I na koniec źródła prawa. Niezbędne jest przywrócenie zasady prymatu prawa polskiego nad prawem obcym, w tym także nad prawem stowarzyszenia, którego Polska jest członkiem.
Inne tematy w dziale Polityka