JanekPradera JanekPradera
330
BLOG

Czy Beta Kania, Rywin PiSu, pogrąży Kaczyńskiego?

JanekPradera JanekPradera Polityka Obserwuj notkę 0

 

B. dziennikarka "Wprost" oskarżona o płatną protekcję

Była dziennikarka "Wprost" Dorota K. usłyszała zarzuty dotyczące płatnej protekcji. Zdaniem prokuratury w zamian za 270 tys. zł obiecywała wpłynąć na proces znanego lobbysty i porozmawiać o jego sprawie m.in. z byłym ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobro

Śledztwo wszczęto na podstawie zawiadomienia Aleksandry D. i Barbary P., żony i teściowej, podejrzanego w innym śledztwie, znanego lobbysty Marka Dochnala. Sprawę prowadziła prokurator Beata Kozicka z Prokuratury Okręgowej w Opolu, która wcześniej zasłynęła rozpracowaniem układu korupcyjnego w opolskim ratuszu w czasach rządów SLD.

Akt oskarżenia wysłała dziś do Sąd Rejonowego Warszawa Praga-Południe. - Dorocie K. zarzucono popełnienie przestępstwa karnego płatnej protekcji, czyli podjęcia się pośrednictwa w załatwianiu sprawy poprzez powoływanie się na wpływy u określonych osób, w zamian za korzyści majątkowe. A także popełnienie przestępstwa skarbowego, polegającego na naruszeniu ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych, poprzez nieujawnieni właściwemu organowi podatkowemu zaciągniętych w okresie od grudnia 2005r. do czerwca 2006r. trzech pożyczek w łącznej kwocie 270 tys. złotych, czym miała uszczuplić podatek w wysokości nie mniejszej niż 5400 zł - wylicza Lidia Sieradzka, rzecznik prokuratury Okręgowej w Opolu.

Do tych zdarzeń miało dojść w okresie od września 2005 roku do 10 czerwca 2006 roku, w Warszawie. Dziennikarka miała obiecać, że dzięki jej pośrednictwu wpłynie pozytywnie na proces znanego lobbysty Marka Dochnala. Miała się zobowiązać do osobistych rozmów ws. lobbysty m.in. z Januszem Kaczmarkiem, ówczesnym Prokuratorem Krajowym, czy z b. ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobro. Obiecywał też doprowadzić do rozmów adwokatów z ministrem Ziobrą i Prokuratorem Krajowym Kaczmarkiem.

Poza tym dziennikarka miała podpowiadać adwokatom, by ci przenieśli śledztwo przeciwko Dochnalowi z Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi do innej jednostki. - Zobowiązała się również do tworzenia i publikacji w prasie artykułów korzystnych dla lobbysty, a także namówiła żonę lobbysty do napisania wstawienniczego za nim listu, który potem został przekazany do kancelarii prezydenta RP - dodaje prokurator.

Działania dziennikarki okazały się w pewnym stopniu skuteczne. Doprowadziły do przeniesienia śledztw przeciwko Dochnalowi z Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi do Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach. Według jej zapewnień mogło to w dalszej kolejności doprowadzić do uchylenia stosowania wobec lobbysty tymczasowego aresztowania.

- Jednocześnie podejmując te działania Dorota K. miała powoływać się wobec Aleksandry D. i Barbary P. na wpływy, jakie posiadała w instytucjach państwowych, a zwłaszcza na swoje związki i znajomości o podłożu politycznym, zawodowym i towarzyskim z prezydentem RP i jego bliskim otoczeniem, z prezesem rady ministrów [wówczas był nim Kazimierz Marcinkiewicz - red.] i jego bliskim otoczeniem, z ministrem sprawiedliwości i z prokuratorem krajowym, a także z Koordynatorem Służb Specjalnych oraz z przedstawicielami Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i innych służb specjalnych, a pośrednictwa w załatwieniu sprawy lobbysty miała podjąć się w zamian za korzyści majątkowe w łącznej kwocie 270.000 złotych, w postaci udzielonych kilku nieoprocentowanych pożyczek - wyjaśnia rzecznik prokuratury.

Dorota K. nie przyznaje się do popełnienia zarzucanych jej czynów. Złożyła obszerne wyjaśnienia. Nadto w toku toczącego się już postępowania karnego uiściła równowartość zarzuconego jej uszczuplenia podatkowego.

Jeśli zostanie uznana za winną, za przestępstwo karno-skarbowe grozi jej grzywna, a za zarzuty karne nawet do ośmiu lat więzienia.

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,8082031,Dziennikarka__Wprost__oskarzona_o_platna_protekcje.html

Dziennikarka, która wiedziała wszystko

Dorota Kania, dziennikarka tygodnika "Wprost", miała swoich informatorów wszędzie - w prokuraturze, w służbach specjalnych, w IPN.

Asystent Tuska kopnął policjanta - donosiła na łamach "Wprost". Tę tajną informację uzyskała w jednym z posterunków policji. ABW bada udział tajnych służb w interesach naftowych Krauzego - pisze "Wprost". W artykule znalazło się zdanie: "Pamiętaj, że te pola są od federalnych - powiedział Kuna w rozmowie z Krauzem". Kto dotarł do tej rozmowy? Dorota Kania. "Podwójne życie Bogusława" - tym razem dzielna dziennikarka dotarła do życiorysu redaktora naczelnego "Polityki" Jerzego Baczyńskiego. Za rządów SLD zniknął dokument demaskujący działania mafii paliwowej. Dziennikarka tropi więc mafię. Krauze miał nieformalne wpływy w rządzie - to tytuł jednego z artykułów we "Wprost". Dorota Kania wiedziała o wszystkim, co się dzieje. Dzięki niej mogliśmy się dowiedzieć o przeszłości Stanisława Dobrzańskiego, o łapówkach, o układach, o tym, ile minut spędził w Marriotcie Janusz Kaczmarek. Wiedziała, z kim Krauze załatwiał posady w rządzie, wiedziała o związkach Jana Widackiego z przestępcami.

Dorota Kania tylko jednego nam nie powiedziała - że kiedyś pożyczyła pieniądze od teściowej Marka Dochnala i za te pieniądze miała pomagać znanemu lobbyście. Dochnal wyznał to w programie "Teraz my". Pokazał kwity, na których było czarno na białym napisane, że Kania pożyczyła dwieście kilkadziesiąt tysięcy. Kania - niczym jeden z bohaterów "Misji specjalnej" pod jej nadzorem - tłumaczyła się w oświadczeniu, że nie wiedziała, od kogo pożycza pieniądze. Nie wiedziała, że jest to teściowa Dochnala. Pani Kania pewnie sobie myślała, że jest tak urocza, że wchodzi do biura nieruchomości, brakuje jej pieniędzy, a tam każdy pędzi, by jej pomóc. Pani Kania myśli, że jesteśmy strasznie naiwni i wierzymy w to, co ona mówi. A my staramy się znaleźć w skórze pani Kani i nie wierzyć nikomu.

Strasznie żałuję, że redaktor naczelny tygodnika "Wprost" zawiesił redaktor Kanię, bo dzięki niej moglibyśmy się dowiedzieć, dlaczego Ryszard Krauze przyszedł do prezydenta Lecha Kaczyńskiego i prosił go o zgodę na inwestycje paliwowe w Kazachstanie (mówi o tym Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla tygodnika "Newsweek"). Pani Kania miała szeroką wiedzę na ten temat, więc zapewne wytropiłaby kolejne powiązania. Niestety, redaktor Janecki nie dał wiary swojej dziennikarce. I tym samym my, czytelnicy, pozbawieni zostaniemy przecieków z prokuratury, służb specjalnych i IPN. Kto nam odkryje kolejny życiorys, kto wytropi powiązania?



 http://wyborcza.pl/1,88147,4976484.html#ixzz0sM7oGsWT

"Jestem lumpen-liberałem aspirującym do łże-elit, tkwiącym w układzie i uprawiającym quasi-terror. Mój dziadek zakładał KPP i służył w Wehrmachcie, a prababcia była funkcjonariuszem carskiej Ochrany" "Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji"

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka