Niepokorny Cezary Gmyz opierając się najpewniej na przynajmniej czterech źródłach napisał 16-10-2012 w Rzepie: wsieci.rp.pl/artykul/942903.html
„Jeden z najważniejszych ludzi polskich służb specjalnych Kazimierz Mordaszewski, kandydat na wiceszefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, jest wymieniany jako jeden z liderów Bractwa Zakonnego Himawanti.”
Kazimierz Mordaszewski wydał oświadczenie:
„W związku z publikacjami w dzisiejszej Rzeczpospolitej autorstwa Cezarego Gmyza (Wiceszef ABW na liście sekty) oraz Rafała Mierzejewskiego (Sekty uwodzą polityków) oświadczam, iż nie jestem i nigdy nie byłem członkiem Bractwa Zakonnego Himawantii.” www.abw.gov.pl/portal/pl/8/875/Oswiadczenie_ws_publikacji_Rzeczpospolitej_pt_quotWiceszef_ABW_na_liscie_sektyqu.html
Skąd wybitnemu dziennikarzowi śledczemu znanemu z ze swojej uczciwości, przyzwoitości, prawdomówności i bystrości
Cezaremu Gmyzowi wziął się Kazimierz Mordaszewski w Himawanti? Ano pewno od Rafała Mierzejewskiego, który w końcu przyznał:
„Sprostowanie
W wywiadzie „Sekty uwodzą polityków" w wydaniu „Rz" z 16 października 2012 r. zasugerowałem, że płk Kazimierz Mordaszewski, zastępca szefa ABW, był uzdrowicielem Himawanti, gdyż osoba o tym samym imieniu i nazwisku wymieniona była na liście liderów Himawanti – „Przewodników Duchowych, Mistrzów, Uzdrowicieli i Nauczycieli" na oficjalnej stronie sekty. Pan Mordaszewski oświadczył, że to nieprawda. Za błąd przepraszam.
Rafał Mierzejewski, 14.11.2012”
Gmyz póki co nie przeprosił płk. Kazimierza Mordaszewskiego ani niczego nie sprostował. Ciekawe dlaczego?
Mądry zrozumie, a głupiemu i tak nie wytłumaczysz


Komentarze
Pokaż komentarze (7)