We wczorajszej "Rzeczpospolitej" pani Kinga Dunin ogłosiła długaśny manifest zwolenników aborcji, zawierający komplet ich argumentów mających służyć uzasadnieniu "prawa do aborcji'.
Przede wszystkim nie istnieje coś takiego, jak prawo do aborcji. Istnieje prawo do życia, do własności i wiele innych praw. Aborcja nie jest prawem, ona jest bezprawiem.
Dla kogo jest aborcja?
Aborcja nie służy kobietom, ona służy mężczyznom. Kobiety w ogromnej większości, gdy są już w ciąży, pragną dziecko urodzić. To mężczyźni wymuszają na nich aborcję, ponieważ nie mają ochoty ponosić konsekwencji swoich żądz.
Tymczasem skutki aborcji ponosi kobieta. Są to skutki hormonalne, wynikające z faktu, iż gdy organizm przestawił swój układ hormonalny na "obsługę ciąży", nagle znika płód, który ma być obsługiwany. Innym skutkiem, wcale nierzadkim, jest wewnętrzne poczucie winy kobiety, która podświadomie oskarża siebie o dzieciobójstwo. Kolejnym skutkiem jest bezpłodność wynikająca z aborcji. Skutków aboprcji jest wiele, wszytkie te skutki dotyczą wyłącznie kobiety. Mężczyzna nie ponosi żadnych skutków i nadal może zaspokajać bez konsekwencji swoje żądze.
Państwo nie może wspierać eugeniki
Trudno uznać za słuszne stanowisko, iż należy zabijać dzieci kalekie. Niedawno polski Sąd Najwyższy przyznał matce kalekiego dziecka odszkodowanie, ponieważ lekarze odmówili jej aborcji. Taki wyrok dyskwalifikuje cały skład tego sądu. Fakt, że prawo dopuszcza możliwość zamordowania dziecka nie oznacza, że lekarze mają obowiązek dokonania tego aktu. Natomiast państwo powinno wspierać rodziny, które wychowują dzieci kalekie, albo umożliwiać oddawanie tych dzieci do specjalistycznych ośrodków. Eugenika jest niedopuszczalna i państwo powinno się jej przeciwstawiać, zamiast ją wspierać.
A co w przypadku ciąży będącej wynikiem gwałtu?
Jak słusznie napisał już w tym salonie Jan Pospieszalski (nie jestem jego fanem) dziecko nie może być karane za to, że jego ojcem jest gwałciciel. Mam świadomość, że kobieta z niechcianą ciążą czuje się fatalnie, ale każde z nas doskonale wie, jak często trzeba żyć nie tylko przez kilka miesięcy, ale przez resztę życia ponosząc skutki różnego rodzaju nieszczęść - utratę jakiejś części ciała, wzroku lub słuchu itp. Kilkumiesięczny, nawet wielki dyskomfort niechcianego macierzyństwa, nie może uzasadniać aborcji. Matka po porodzie może się zrzec praw macierzyńskich i oddać dziecko do adopcji. Niestety i tutaj swój brudny nos wtyka nasz Sąd Najwyższy, nakazując płacić alimenty matce, ktora urodziła dziecko po dość niepewnym gwałcie i je wychowuje. Jeżeli nie kocha dziecka, to mogła je oddać do adopcji - nowi rodzice ucieszyliby się z tego. Skoro ona dziecko wychowuje, to je kocha, a skoro tak, to za co ma dostawać odszkodowanie lub alimenty? Alimenty powinien płacić biologiczny ojciec tego dziecka, a jeżeli jest to niemożliwe z jakichś powodów, to jak każda inna matka, powinna dostawać odpowiednią pomoc socjalną.
Jak łatwo zauważyć, poza zagrożeniem życia matki ciążą, nie ma racjonalnych powodów do aborcji, a każdy, kto popiera aborcję, działa na niekorzyść kobiet, które aborcji mają się poddać.


Komentarze
Pokaż komentarze