Jednak po latach film Andrzeja Wajdy budzi
rozczarowanie i refleksje...
Film nie jest tak dobry, jak odbierałam go 20 i parę lat temu. Dramaturgia spowolniona. Brak napięcia, dłużyzny, zdjęcia archiwalne nie robią już wrażenia, bo weszły do dyżurnych obrazów obsługujących w rozmaitych telewizjach patriotyczne rocznice. Bryk z historii współczesnej. Dla mnie osobiście sentymentalny przewodnik po latach minionych, czy widzowi urodzonemu po tych wydarzeniach daje jakieś przeżycie? Nie wiem. W kontekście walki Tuska z Kaczyńskim naiwnie brzmią słowa Tomczyka kierowane do ojca, który zginął w 1970 r „Już nigdy nie damy się podzielić”. Oczywiście myślał o inteligencji i robotnikach. Nie starczyło twórcom i nam żyjącym w tamtych czasach wyobraźni, że „solidarnościowy” obóz za 20 i parę lat będzie walczył we własnych szeregach na śmierć i życie.
Jednak główny bohater – narrator, dziennikarz Winkler jest postacią, którą dziś odczytujemy na nowo. W 1981 był banalnym znakiem strachu. Dziś tłumaczy obecność rozmaitych podpisów w dokumentach wypełniających teczki osobowe w IPN. Po pierwsze pokazuje, na czym polegała tzw. współpraca dziennikarza ze służbami w okresie PRL-u, jakim podlegał naciskom. „Ty też masz swoją teczkę” – tekst, na który w 1981 r. nie zwracałam uwagi, dziś brzmi mocno. Co mogło się zdarzyć z tego typu dziennikarzem później? Mógł do końca zostać szmatą, albo zidentyfikować się z ruchem „Solidarności” i po stanie wojennym pisać do pism podziemnych. Potem wejść do sejmu lub zostać ambasadorem Polski. Być może bardzo dobrym. Znam takie przypadki. W roku św. Pawła nie zapominajmy o przemianie prześladowcy chrześcijan w późniejszego ojca Kościoła .
Film Wajdy pokazuje Winklera, postać chyba dość w tamtych czasach typową i jej dylematy moralne. Człowieka obarczonego tego rodzaju doświadczeniem, dziś skazuje się na wieczną anatemę bez chwili refleksji nad tym, co robili później. Z mojej życiowej i dziennikarskiej wiedzy wynika, że takich „przepotwarzeń” było wiele. Ludzie, którzy wyrwali się z różnego rodzaju zależności od systemu ( a czasem służb) byli bardzo zasłużeni dla opozycji. To niesprawiedliwie, kiedy nie pamięta się zasług. Także nazbyt silnie politycznie wykorzystywane są ewidentne grzechy Lecha Wałęsy. Fakt, że jego obecna postawa sprzyja eskalacji negatywnych odczuć, stąd wygwizdywanie nazwiska przez skrajnych przeciwników itp. To bardzo smutne, bo takie reakcje zwłaszcza w rocznicę 31 sierpnia uderzają w cały ruch, w najwspanialszy moment naszej historii. A tak naprawdę teczka Wałęsy z lat 70-ych to pryszcz w stosunku do roli, jaką odegrał w stoczni w 1980 r i po stanie wojennym, do 1989 r. „Wojna na górze” i prezydentura to oddzielny rozdział, podlega innej, surowej ocenie.
Dlaczego nie potrafimy o tych sprawach rozmawiać merytorycznie bez emocji politycznych? Dlaczego nie myślimy o naszym wspólnym narodowym kapitale, jakim było zmuszenie komunistycznego rządu do podpisania Porozumień Sierpniowych, które otworzyły światu nową epokę?


Komentarze
Pokaż komentarze (68)