Odwołam się do fachowca pozostającego poza wszelkimi układami politycznymi. Dr Karol Jakubowicz, autor tekstu "Cuda, cuda ogłaszają" pisze:
Co zniszczy media publiczne? Jedni mówią, że technologia. Ja uważam, że ideologia. I to jest właśnie projekt czysto ideologiczny. Niektóre pomysły są interesujące, ale naprawdę chodzi o to, by: zrobić ludziom dobrze przez likwidację abonamentu (z dniem 31 grudnia 2009 r.), zwalczyć a w każdym razie ograniczyć sektor publiczny w mediach elektronicznych i zmienić władze mediów publicznych. Wszystko inne jest wtórne.
Zamiast abonamentu ma być Fundusz Zadań Publicznych, do którego skarb państwa będzie przekazywał jakiś – nie wiadomo jeszcze jaki i nie wiadomo, czy co roku taki sam – odsetek podatku od towarów i usług z działalności radiowo-telewizyjnej, filmowej oraz reklamowej. Jak pisze się w uzasadnieniu projektu: „tego rodzaju rozwiązanie uzależnia zasilanie finansowe od stanu procesów rynkowych, w tym zwłaszcza od stanu koniunktury”. Czyli zła koniunktura to mniej pieniędzy na misję publiczną, bo i pieniędzy do skarbu państwa wpłynie mniej, i pewnie minister finansów odda Funduszowi niższy odsetek tych wpływów, bo będzie potrzebował na inne cele.
Ile tych pieniędzy będzie? Mówi się, że do 1 miliarda rocznie, choć nie ma żadnej pewności. KRRiT ma z góry określać ile w sumie dostaną nadawcy publiczni a ile komercyjni – bo i oni będą mogli z tego korzystać. Pieniądze te mają sfinansować działanie programu nadawcy publicznego bądź prywatnego, który otrzyma licencję programową, określającą jego zadania publiczne. Nie przewiduje się pieniędzy na finansowanie pojedynczych audycji, tylko całych programów. Kto z nadawców prywatnych chce uzyskać licencję, musi zadeklarować udział co najmniej 10-30% środków własnych, w zależności od rodzaju nadawcy. KRRiT przeprowadzać będzie audyt wykonania licencji i udzielać absolutorium programowego, m.in. na podstawie opinii nowo powołanej Rady Programowej przy regulatorze (ale te u nadawców publicznych nie znikną). Jeżeli nie udzieli: w nadawcy publicznym wylatuje zarząd (zarządy będą jednoosobowe), więc rada nadzorcza będzie musiała powołać nowy, a nadawca prywatny zwraca pieniądze.
W 2007 r. ogólne koszty nadawców publicznych wyniosły 2,5 mld. zł. Można przewidywać, że Fundusz przeznaczy dla nich ok. 500-700 mln, czyli mniej niż w 2007 r., kiedy z abonamentu otrzymali oni niemal 870 mln. zł. Resztę, czyli blisko 2 mld. zł., będą musieli znaleźć sami. Czyli projekt jest za dekomercjalizacją mediów publicznych, a nawet zdecydowanie przeciw. Owszem, przewiduje się połączenie oddziałów terenowych TVP z regionalnymi spółkami radiowymi (pracownicy odejdą po 6 miesiącach, chyba, że zostaną zatrudnieni na nowo) w „16 radiowo-telewizyjnych spółek akcyjnych Skarbu Państwa, zawiązanych w celu tworzenia i rozpowszechniania lokalnych, regionalnych i ponadregionalnych programów radiowych, telewizyjnych, a także innych usług medialnych”. Więc jednostek organizacyjnych będzie mniej , ale programów potencjalnie więcej, czyli oszczędności kosztów na tym wcale nie musi być.
Zgodnie z projektem, KRRiT ma – „na wniosek nadawcy” publicznego – udzielać mu licencji programowej, określającej zadania danego programu. Fundusz Zadań Publicznych będzie zawierał z nim umowę na sfinansowanie realizacji tej licencji. Wniosek jest jasny: przy tak małej ilości pieniędzy w Funduszu, takie rozwiązanie to prosta droga do finansowania z pieniędzy publicznych po jednym ogólnokrajowym programie radiowym i telewizyjnym, oraz jakichś programów regionalnych.
A co będzie, jeżeli nadawca publiczny nie złoży wniosku, albo złoży wniosek i zorientuje się, że nie ma szansy dostać tyle pieniędzy, ile potrzebuje, więc go wycofa? Jeżeli program wymieniony jest w ustawie o radiofonii i telewizji, nie będzie mógł go zamknąć, więc będzie go utrzymywał z reklamy. A że będzie musiał wytępić w nim misję do końca? Nie szkodzi, będzie jeszcze jeden argument przeciwko mediom publicznym i za ich ostateczną likwidacją.
Nadawcy prywatni będą musieli stanąć do konkursu, by dostać licencję i środki na jej sfinansowanie. A jaki będą mieli interes, żeby to zrobić? Teoretycznie właśnie taki, jak napisałem na początku. Ale czy nadawca prywatny będzie chciał podporządkowywać program szczegółowym wymogom regulatora, co może obniżyć wpływy z reklamy? Czy będzie chciał poddawać swoją księgowość kontroli KRRiT i wreszcie ryzykować konieczność zwrotu pieniędzy po zakończeniu roku? Może wolałby po prostu dostać pieniądze na nakręcenie i nadanie np. dzieł wszystkich Szekspira? Może, ale takiej możliwości projekt nie przewiduje.
Fundusz (jego Rada Powiernicza ma mieć 2 członków powoływanych w drodze konkursu przez Przewodniczącego KRRiT i 1 powoływanego przez Ministra Finansów) ma zarządzać i finansować Archiwum Misji Publicznej, do którego mają być przekazane zbiory programowe nadawców publicznych oraz pozycje wyprodukowane w ramach licencji programowych. Jego przychody – o ile takie będą – zasilą Fundusz. Może nieodpłatnie udostępniać zbiory w Internecie, no ale skoro będzie chciał na nich zarobić, to zobaczymy, jak z tym będzie.
Clou ustawy to oczywiście Art. 50 ust. 1: „Z chwilą wejścia w życie ustawy wygasają mandaty członków zarządów i rad nadzorczych spółek publicznej radiofonii i telewizji, powołanych na podstawie dotychczasowych przepisów”. I o to głównie chodzi, zresztą nie można powiedzieć, żeby zainteresowani solidnie na to nie zapracowali.
Czy to wszystko przejdzie? Weto prezydenta jest oczywiście murowane, więc los ustawy zależy od tego, czy SLD pomoże ją przyjąć, a potem odrzucić weto. Poprzednio tego nie zrobiło i na szczęście (bo poprzednia ustawa „medialna” PO i PSL była tragiczna), ale teraz trwa kontredans mający to zapewnić. Podobno SLD zależało m.in. na licencjach programowych dla nadawców publicznych, ale zobaczymy co powie na zapowiedzianą w projekcie realizację mokrych snów właścicieli programów komercyjnych. Może jednak nawet machnąć na to ręką, bo podobno nie chce dalej być odpowiedzialny za rządy resztówki po koalicji PIS-Samoobrona-LPR w mediach publicznych, która zresztą sama się skutecznie kompromituje.
Czy coś może zatrzymać marsz tego projektu? Szykowany jest projekt społeczny producentów i filmowców, nowelizujący ustawę o radiofonii i telewizji. Jeżeli zbierze 100 000 podpisów, (pod.JJ) Sejm będzie musiał go rozpatrzyć. Jest jednak pewien kłopot: projekt społeczny nie uwzględnia nowej dyrektywy unijnej, którą musimy transponować do końca tego roku. Z omawianym tu projektem nie ma tego problemu, bo to osobny tekst możliwy do uchwalenia bez względu na zawartość dyrektywy, choć ze względu na zmianę sposobu udzielania pomocy publicznej nadawcom publicznym trzeba będzie uzyskać na niego zgodę Komisji Europejskiej.
Marszałek Sejmu może więc łatwo włożyć projekt społeczny do zamrażarki, dopóki rząd nie przygotuje własnego projektu nowelizacji ustawy. Będzie on transponował dyrektywę, ale głowę dam, że znacznie ważniejszy będzie inne jego element: zmiana składu Krajowej Rady, co przewiduje też projekt społeczny.
I tak oto, wespół w zespół, Unia Europejska, rząd, producenci i filmowcy wymienią nam władze mediów publicznych i skład KRRiT. Czy następne będą lepsze? A kogo z władz to obchodzi? Ważne, by reprezentowały obecny układ. A jak przyjdzie nowy, znowu pomajstruje się przy ustawach, by uzyskać ten sam efekt. I tak da capo al fine.


Komentarze
Pokaż komentarze (38)