Oglądam właśnie film "Harry Potter i Zakon Feniksa" i przeżywam swoiste deja vu.
Władzę w Hogwarcie przejęła funkcjonariuszka Ministerstwa Umbridge. Mówi się o tym jak fatalnie fukcjonowała szkoła pod rządami Dumbledora. Opowieści o powrocie Voldemorta traktowane są powszechnie jako brednie oszołomów i wszystkich już męczą. Harry próbuje zwrócić uwagę, że coś może być sprawką Voldemorta, a cała klasa "No nie, a ten znowu swoje!" Skąd my to znamy. Nauczycielka Umbridge za karę nakazuje pisać Harremu wielokrotnie "Nie będę powtarzał kłamstw"... Skąd my to znamy... Priorytetem Ministerstwa jest "bezpieczeństwo szkoły" -- tyle że działania nakierowane są nie przeciw Voldemortowi (którego powót jest wedle Ministerstwa kłamstwem), a przeciw jednemu z niewielu sprawiedliwych -- Syriuszowi Blackowi. Harrego większość uważa za "wariata"...
A niektórzy mówią, że nie ma w książkach o Harrym Potterze uniwersalnego przesłania...




Komentarze
Pokaż komentarze