marek.w marek.w
109
BLOG

Wielka wojna Putina z Europą

marek.w marek.w Polityka Obserwuj notkę 6

Ważna uwaga - w poniższym tekście tłumaczę, dlaczego uważam, że prawdopodobieństwo napadu Putina na Europę jest bardzo małe. Co absolutnie nie znaczy, abyśmy lekceważyli rosyjskie zagrożenie dla Polski i całej Europy. W końcu nie na darmo Rzymianie mawiali - si vis pacem, para bellum!

Co pewien czas różne Autorytety straszą z wielkim przekonaniem opinię publiczną nadchodzącą wielką  rosyjską agresją na państwa europejskie,  najczęściej na Bałtów, jako najsłabszych i z kiepskimi liniami zaopatrzeniowymi z pozostałą Europą. Są wśród nich generałowie, agencje analityczne i publicyści, już nie mówiąc o politykach. Warto więc rozpatrzyć na serio ewentualne scenariusze przyszłej wojny no i prawdopodobieństwo ich zajścia.

Po 4 latach wojny na wyniszczenie już nawet do Decydentów na Kremlu dotarło, iż Rosja PRZEGRA tę wojnę na wszystkich frontach, czyli militarnym, gospodarczym i politycznym, jeśli będzie nadal ją prowadzić tak, jak dotychczas. Jej pozycja wobec WROGÓW, czyli Ukrainy i Zachodu pogarsza się z każdym miesiącem (pozornie USA Trumpa dążą do neutralności, jednak nadal wielka część uzbrojenia i amunicji niszczących rosyjską armię pochodzi z Ameryki). Już otwarcie pisze o tym nie tylko Girkin, ale i inni rosyjscy publicyści, co do jednego nacjonaliści i czciciele "Ruskiego miru". W końcu doszło do nich zrozumienie Realu, w którym przez  czas dłuższy od trwania  Wielkiej Wojny Ojczyźnianej Rosja toczy śmiertelny bój z własną zbuntowaną prowincją, bój, w którym oba państwa niszczą nawzajem swoje kraje i wyżynają ich obywateli, którzy zresztą wszyscy swobodnie mówią po rosyjsku! A im dłużej trwa ta hekatomba, tym więcej czasu dostają jej najgroźniejsi wrogowie, czyli państwa Europy no i Ameryka na spokojną i solidną rozbudowę własnych armii oraz przemysłu militarnego. Przecież tak obecnie głośny SAFE jest tylko częścią tych zbrojeń! A co gorsza jest już oczywiste, że  wszechstronna pomoc dla Ukrainy,  pozwalająca jej walczyć bez względu na straty i zniszczenia coraz bardziej zwiększa się, a nie zmniejsza, jak tego spodziewali się Rosjanie, gdy ich zasoby ludzkie i materialne zastraszająco się wyczerpują w piekle wojny.

Dla uratowania sytuacji  Putinowi pozostały tylko dwa skrajnie ryzykowne działania,  jednym z nich jest faktyczna konfiskata depozytów ludności w bankach, polegająca na zamianie ich w długoletnie państwowe obligacje, za które być może kiedyś państwo wypłaci żywą gotówkę, o ile dawno wcześniej nie zbankrutuje. Problem w tym, że w bankach "prawdziwe" pieniądze trzyma elita państwa, a więc poplecznicy Putina, którzy się dorobili fortun na kradzieży i korupcji i dotąd niezachwianie go wspierali. Nikt nie ma więc złudzeń, z jakim "entuzjazmem" przyjmą konfiskatę "najważniejszych pieniędzy na świecie", czyli własnych :-). A wspólnie stanowią prawdziwą potęgę... Drugim równie złym krokiem będzie ogłoszenie powszechnej mobilizacji, aby wziąć w kamasze co najmniej milion luda, skoro program ochotniczej dobrze płatnej rekrutacji kończy się z braku nowych bohaterów, gdy poprzedni użyźniają ukraińskie pola. Tylko tym razem trzeba będzie zrobić łapankę również w dużych miastach, w których młodzież dotąd się uchowała, a to znów uderzy w bardziej wpływowe warstwy społeczne. Czym to się kończy, przetrenowali Amerykanie, gdy zaczęto mobilizować do Wietnamu  studentów:-)

Jedynym strategicznym powodem, dla którego Putin może chcieć uderzyć na Europę, mimo ogromnego ryzyka ,  jest przerwanie pomocy dla Ukrainy,  ponieważ wtedy państwa Europy będą musiały przeznaczyć te zasoby na własną obronę. Jednak do tego Rosja musi stworzyć drugą, równie silną armię, jak ta operująca na Ukrainie, bo przerzucenie sił na nowy front z Ukrainy otworzy dziurę do kontrataku Ukraińców na osłabionych Rosjan. Pozornie optymalnym rozwiązaniem jest doprowadzenie do Rozejmu, nawet za cenę tymczasowej rezygnacji z reszty Donbasu i wykorzystanie czasu na odbudowę większej armii, wykorzystując konfiskatę depozytów oraz powtórną mobilizację. Oczywiście zajmie to dużo czasu, jednak przed Kremlem otworzą się dwie możliwości - albo powtórne uderzenie na Ukrainę znacznie większą armią, albo pozostawienie na froncie dostatecznych sił do obrony i wykorzystanie pozostałych do agresji na Bałtów i dalej, gdy sytuacja na to pozwoli, inaczej mówiąc, wojna z NATO w Europie.

Skomentuję krótko kierunek ukraiński - będzie to zwykła powtórka z rozrywki, ponieważ w czasie Rozejmu również wojsko ukraińskie będzie coraz bardziej intensywnie zaopatrywane i szkolone przez Europę, która do tego celu rozbudowuje ogromne zasoby, korzystając z wielkiej przewagi ekonomicznej. O wiele ciekawszy jest drugi wariant. Musimy przy tym pamiętać, że podejmowanie decyzji strategicznych polega na ocenie prawdopodobieństwa reakcji przeciwnika  no i innych ważnych graczy, jak w tym przypadku choćby Chin! Inwazja na Bałtów ma sens tylko przy założeniu, że reszta państw Europy podkuli ogony i nie zaryzykuje bezpośredniej wojny. Drugim równie ryzykownym założeniem będzie nadzieja, że ogromna rozbudowa rosyjskiej armii po mobilizacji nie spowoduje oczywistej reakcji, czyli równoległej częściowej mobilizacji NATO według wzorców opracowanych już od dekad. A możemy być całkowicie pewni, że w warunkach totalnej kontroli Rosji (no i Białorusi) z kosmosu żadnych większych działań zwyczajnie nie da się ukryć. Dlatego wojska NATO  będą miały dużo czasu, aby się odpowiednio przygotować do starcia, o żadnym operacyjnym zaskoczeniu Rosjanie nie mają nawet co marzyć!

Rozpoczynając wojnę, szczególnie tak wielką i ryzykowną, dobrze jest znać jej cel ostateczny, a nie planować raptem na miesiąc naprzód. Dlatego warto zauważyć następstwa nawet udanej inwazji na państwa bałtyckie i pobicie znajdujących się tam kontyngentów innych państw. Pierwszym oczywistym będzie totalna blogada eksportu i importu wszelkich towarów drogą morską, bo morza bałyckie i czarnomorskie mogą być natychmiast zablokowane, co dokładnie rozłoży rosyjską gospodarkę opartą o eksport surowców. Co więcej, w takim przypadku i postawa Chin na pewno ulegnie wielkiej zmianie, ponieważ w warunkach bezpośredniej wojny z NATO całkowicie zmienią się wzajemne stosunki,  po prostu Chinom Zachód postawi twarde ultimatum,  albo wspierają w wojnie Rosję i wtedy będą podlegać podobnej blokadzie handlowej (przy czym w takim wypadku Trump na pewno wykorzysta okazję do dołożenia głównemu rywalowi), albo zachowają co najmniej ścisłą neutralność, czyli kończą biznesy z Rosją. Inaczej mówiąc, praktycznie Cesarz Chin musiałyby się zdecydować na pełną eskalację konfliktu z całym Zachodem dla dogodzenia Putinowi i jego manii wielkości, czyli zaszedłby klasyczny wypadek, gdy to ogon macha psem :-)

Mobilizacja milionowej armii rezerwistów i cywili z łapanki wymagać będzie ogromnego wysiłku organizacyjnego i logistycznego w warunkach załamującej sie gospodarki, a i tak w efekcie będzie to masa kiepsko wyszkolonej i uzbrojonej "cywilbandy" wobec zawodoców z doświadczeniem wielu lat szkoleń i poligonów z nowoczesnym sprzętem. Przy czym na morzu, w lotnictwie i wojskach rakietowych przewaga nawet samej Europy jest ogromna i będzie wzrastać z każdym miesiącem, wsparta potężnym przemysłem. Pozornie Rosja ma wielką przewagę w dronach, zapominamy tylko, że nikt nie zabroni Ukraińcom przekazać swoich fachowców i technologie, jak to robią obecnie państwa europejskie! Już nie mówiąć o tym, że czekanie przez Ukraińców, aż Rosjanie korzystając z Rozejmu pobiją Europę i potem wrócą na front Ukraiński jest kompletnym kretynizmem, dlatego jest oczywiste, że w efekcie Putin będzie miał zamiast jednej DWIE wojny naraz, gdy obecnie nie potrafi wygrać naweet JEDNEJ!

Znów jest oczywiste, że aby zachować choćby cień szansy na sukces, Putin musi zapewnić pełną neutralność Ameryki, czyli Trumpa. Oznacza to, że Trump musiałby rozkazać swoim wojskom w obliczu pełnoskalowej agresji na Europę  uciec z podkulonym ogonem z Europy, w tym z Polski,  bo inaczej te wojska automatycznie włączyły by sie do walki, choćby się broniąc przed nalotami. Co by nie myśleć o Trumpie, absolutnie nie wierzę, aby zdecydował się na tak poniżający , wręcz okrywający go hańbą na zawsze krok, tym bardziej, że pozostaje duże pytanie, jaka byłaby reakcja samych Amerykanów na tak haniebną zdradę SOJUSZNIKÓW.

Podsumowując, nawet na Kremlu jest sporo Decydentów, którzy znają się na strategii i potrafią wyliczać rozkład szans przed podjęciem tak ważnych decyzji, tym bardziej, gdy skutki kolejnej awantury są  tak oczywiste. Dlatego proponuję spać spokojnie, co wcale nie oznacza zaniechania maksymalnie szybkiego i skutecznego zbrojenia się, a także pilnowania, aby nasi Sojusznicy równie mocno zabrali się do roboty. Powtórzę więc przysłowie z początkowej uwagi -już Rzymianie znali dobrze maksymę - Si wis pacem, para bellum...


marek.w
O mnie marek.w

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka