Persowie to bardzo nieszczęśliwy i wyjątkowo pechowy naród. W Starożytności zbudowali i sprawnie rządzili przez ponad 2 wieki największym wówczas Imperium na świecie, z własną, ciekawą religią, kulturą, wręcz cywilizacją. No i nacięli się na najgroźniejszego drapieżnika Antyku, w rezultacie czego utracili własne państwo na ponad 5 wieków! A gdy już mieli swoje mocarstwo, wdali się w długoletnią wojnę na wyniszczenie z Bizancjum, wojnę tak skuteczną, że w rezultacie kompletnie wykrwawiona Persja padła ofiarą Arabów Mahometa, którzy nieśli Islam wszystkim sąsiadom. Przypominam, że Persowie byli Ariami i czysto semicki Islam pasował do nich, jak siodło do krowy, wedle skrzydlatej frazy Klasyka. Nic dziwnego, że skończyli jako Szyici, czyli Heretycy, wiodąc stałe wojny z resztą "Prawowiernych".
Swoją wielką szansę Persowie zmarnowali pół wieku temu, gdy Szach Reza Pahlawi postanowił wprowadzić swój biedny i zacofany kraj do Cywilizacji Zachodniej, wzorem tylu innych, którym to się udało. Wystarczy wspomnieć Japonię, Tajwan, Koreę (południową, oczywiście), częściowo Indie, Chiny, Malaje. Szansa oczywiście była, ale Szach ją karygodnie zmarnował poprzez swoją głupotę, niekompetencję i arogancję typowego azjatyckiego władcy. Irańczycy, a więc nie tylko Persowie zbuntowali się i wprowadzili "na tron" ajatollaha Chomeiniego wraz z resztą skrajnie fanatycznego szyickiego duchowieństwa, po czym szybko okazało się, że przysłowiowo wpadli z deszczu pod rynnę. Ajatollahowie wraz z wspierającą ich armią (oraz Strażnikami Rewolucji) dali prawdziwy pokaz chciwości zmieszanej z fanatyczną wrogością do reszty świata, szczególności Izraela oraz USA.
Oglądając szalejące nad Iranem samoloty i irańskie rakiety spadające na Izrael oraz arabskie państwa powinniśmy pamiętać o wydarzeniach, które doprowadziły do kolejnej wojny na Bliskim Wschodzie, wydarzeniach, które wręcz WYMUSIŁY tę wojnę. Decydującym okazał się fakt, iż Iran pozostał OSTATNIM nieubłaganym wrogiem Izraela, prowadząc z nim proxy wojnę poprzez sponsorowane organizacje terrorystyczne, a co ważniejsze JEDYNYM państwem na B.W, konsekwentnie dążącym do posiadania broni atomowej, z góry zresztą grożąc jej użyciem przeciw "szatanowi". Trzeba zresztą otwarcie przyznać, że Izrael, co by nie mówić o jego walkach z Palestyńczykami i innymi państwami arabskimi, nigdy nie chciał zatargów z Iranem, wręcz za Szacha był jego sojusznikiem. Dlatego cała wina za wzajemną wrogość leży na Ajatollahach, oszalałych od fanatycznej nienawiści, w końcu nie było żadnych obiektywnych przyczyn dla takiej wrogości! No bo według klasycznym wzorców międzynarodowej polityki Izrael, walczący z Arabami, naturalnymi wrogami Persów, powinien stać się raczej sojusznikiem...
Jednym z ciekawszych aspektów ostatniego ataku na Iran jest fakt, że tym razem to wcale nie Trump był inicjatorem akcji, odwrotnie, stał się ofiarą bardzo sprytnie zastawionej pułapki.Trzeba bowiem zrozumieć, że obecna runda wojny z Iranem jest na rękę Izraelowi, ponieważ pozwoli zniszczyć ostatecznie zagrożenie bronią atomową i rakietową, gdy wielodniowe bombardowania całkowicie już bezbronnego Iranu spełnią swoje zadanie. Gdy Trump zaczął tworzyć największą lotniczą siłę bojową na B.W od 2003 r. w pewnej chwili znienacka stanął wobec dwóch rozwiązań, jednego złego, drugiego znacznie gorszego. Tym złym było rozpoczęcie bezpośredniej wojny z Iranem bez ścisłego i wykonalnego planu zakończenia wojny (bo zacząć wojnę to każdy głupi potrafi, tylko co dalej :-)). W końcu nawet on rozumie, jak mała jest szansa upadku reżimu Ajatollahów tylko pod presją bombardowań, nawet likwidujących jego elitę, bo zawsze znajdą się następcy wysłanych do Allaha. A na jakiś bunt cywilów nie ma co liczyć, gdy reżim dysponuje setkami tys. fanatycznych bojowników, gotowych strzelać na rozkaz do każdego.
Jednak tym gorszym było bez wątpienia wycofanie, a właściwie ucieczka z podkulonym ogonem po zebraniu tak wielkich sił. Paradoksem jest, że Trump traktował tą siłę jako środek nacisku na przwywóców Iranu w typowym dla niego "geszefcie", czyli dogadaniu się za cenę obopólnych ustępstw, tymczasem irańscy negocjatorzy ani myśleli zgodzić się na jakiekolwiek ustępstwa i Trump nagle został bez żadnego honorowego wyjścia. Tego ciosu dla swojej reputacji Trump by nie przetrzymał, zresztą wizja gromkiego śmiechu na całym świecie była nie do wytrzymania, dlatego powtarzam, parę tygodni temu Najwspanialszy Prezydent Ameryki zrozumiał, że faktycznie ma tylko jedno wyjście, dokładnie według scenariusza Netaniahu, któremu od początku zależało tylko na dokładnym zniszczeniu potencjału przemysłowego Iranu WSPÓLNIE z Amerykanami, zaś ewentualny przewrót polityczny byłby wisienką na torcie. Więcej, podejrzewam brzydko, że Premier Izraela woli, aby wojna skończyła się raczej niepewnym zawieszeniem broni, niż pełną kapitulacją władz Iranu, bo przecież grożą mu procesy sądowe za korupcję, jak tylko nastanie trwały pokój.
Nie ulega wątpliwości, że sam Netaniahu jest zbrodniarzem wojennym, na którym z pewnością ciąży również odpowiedzialność za śmierć tysięcy żydowskich cywilów i żołnierzy spowodowana atakiem Hamasu z Gazy. Ponieważ jest oczywiste, że tak wspaniały wywiad, jakim jest Mosad, o czym wielokrotnie ostatnio się przekonaliśmy, po prostu NIE MÓGŁ przegapić przygotowań do ataku wielu tys. bojowników Hamasu i to w ciągu kilku miesięcy! I to tuż pod swoim nosem! Dlatego jedynym realnym wytłumaczeniem jest świadoma prowokacja Premiera Izraela, która pozwoliła rozpocząc szereg wojen, w których po kolei niszczy ostatnich wrogów, nie zawracając sobie głowy przyzwoitością i humanitaryzmem. Niemniej trzeba przyznać, że dowodzi swoimi wojnami z wielkim talentem i wygrywa wszystkie starcia po kolei, bezwzględnie i okrutnie wykorzystując wszystkie okazje i nie przejmując się żadnymi protestami i apelami o pokój. No cóż, wobec takiego GRACZA Prezydent Trump pełni rolę bezradnego dziecka...
A co z tytułową "polską racją stanu"? jakby to nie zabrzmiało cynicznie i paskudnie, powinniśmy wspierać tę bardzo wątpliwą w świetle międzynarodowych praw akcję i to z wielu powodów. Po pierwsze trzeba potraktować ją jako akcję chirurgiczną przecięcia groźnego wrzodu, aby uratować organizm, akceptując ból i straty nią spowodowane. Przede wszystkim jest oczywiste, że pozwolenie na zbudowanie broni atomowej przez fanatycznych ajatollahów jest wprost zbrodnią, ponieważ wymiana ciosów atomowych oznacza zniszczenie co najmniej dwóch krajów i śmierć wielu milionów ludzi, nie licząc ogromnych zniszczeń i masowych zgonów na skutek opadu promieniotwórczego w sąsiednich krajach.
Po drugie, musimy pamiętać, że przyjaciel naszego wroga jest niestety również naszym wrogiem. A Iran pozostał już jednym z dwóch ostatnich sojuszników Rosji Putina, dostarczając jej groźne drony Shahed i rakiety, używane do nalotów na ukraińskich cywili, a także stanowiąc kanał tranzytowy dla masowego przemytu broni i amunicji dla Rosji. Upadek lub chociaż poważne osłabienie zbrodniczego reżimu Ajatollahów poważnie uderzy w każdym przypadku w Putina, a szczególnie w jego reputację. W końcu będzie to kolejny sojusznik, którego nie potrafił, a nawet niezbyt starał się obronić, co z jednej strony pokazuje jego faktyczną bezradność, jakby się nie nadymał, a z drugiej stanowi najlepszą formę zniechęcenia ewentualnych ochotników do zawierania kolejnych sojuszy. A dla Nas, czyli Polski, Ukrainy i naszych koalicjantów w wytężonej walce z rosyjską agresją KAŻDY pojedynczy sukces, osłabiający ją liczy się ogromnie i to w ostateczności jest najlepszym argumentem, aby wspierać najnowszą wojnę Izraela i USA z Iranem, nie zważając na wszelkie wątpliwości. A przynajmniej ja tak uważam...
ps. temat oczywiście jest bardzo rozwojowy i nie zahaczyłem nawet o szereg ważnych spraw. Dlatego trzeba będzie to nadrobić w kolejnych tekstach, a mam wrażenie, że wydarzeń dla analizy z pewnością nie zabraknie.




Komentarze
Pokaż komentarze (7)