6 obserwujących
45 notek
13k odsłon
  132   0

Nie łatwo być agentem

MarketWatch
MarketWatch

Tajne służby, wbrew lekceważącej opinii, licznych zazdrosnych nieudaczników, to nie przelewki. Werbuje się tylko najlepszych.



Mamy duży deficyt służb szpiegowskich. Obok wojsk specjalnych to najbardziej ekskluzywne siły obronne. I wymagają tylko najlepszych kandydatów.

Wojska specjalne mają dużą renomę w społeczeństwie i o ich sukcesach zawsze dużo się mówi.

O szpiegach się milczy. Na pytanie o to, czy płk. Kukliński był najlepszym polskim szpiegiem, ex-minister Siemiątkowski, komuch, lecz wybitny znawca tematu odpowiedział: - Nie. O najlepszym polskim szpiegu nigdy nie usłyszymy.

No właśnie... dlaczego nie mógłbym zostać tajnym, profesjonalnym agentem, albo szpiegiem, jeżeli taki dosyć marny agent, jak Gromosław Czempiński (dwukrotnie zdekonspirowany dosyć szybko - w Chicago, jako "Roy" i w Genewie z pseudonimem "Aca" - został przez Mariana Zacharskiego nazwany zwykłym głupkiem.

A Zacharski to nie byle kto. Niemalże Kukliński komunistów. To o nim Czesław Kiszczak powiedział - "Był największym polskim szpiegiem... spośród wykrytych.". A generał Henryk Jasik: - "To perła wśród oficerów UOP, ma w stopniu najwyższym rozwinięte takie cechy jak świadomość misji, odwaga i umiejętność podjęcia ryzyka."

A jednak Czempiński został przyjęty do tajnych służb...

Więc jeśli i on, to także ja musiałbym spełniać „kryteria pracownika Departamentu I MSW”, które w grudniu 1971 r. określił sam dyrektor wywiadu cywilnego płk Józef Osek, „Skrystalizowany materialistyczny światopogląd”, „przynależność do PZPR”, „prawidłowa ocena polityczna zjawisk i wydarzeń w świecie i PRL”, „całkowita akceptacja i aktywne poparcie programu i linii politycznej PZPR”, „uzdolnienia organizatorskie”, „łatwość wysławiania się, formułowania myśli, poglądów i argumentów” -to jedne z najważniejszych kryteriów przy rekrutacji na agenta tajnych służb,

Tak więc by wreszcie zostać przyjęty na kurs do Ośrodka Kształcenia Kadr Wywiadowczych w Kiejkutach., takie kryteria oczywiście też musiałbym spełniać.


Tylko... to nie wszystko. W świecie szpiegów, tajnych agentów i służb specjalnych istnieje tajny, poufny dokument/instrukcja, dla szefów i oficerów werbunkowych, jak należy wybierać i kwalifikować osoby z predyspozycjami do takiej pracy i co należy brać pod uwagę, by zapewnić skuteczność, wierność i nieuchwytność agenta.

Lecz mam pewien plus przy kandydowaniu - ukończyłem prestiżową wyższą uczelnię i to jeszcze w piątce najlepszych absolwentów na roku. To na takich przyszłych współpracowników polowało się w pierwszej kolejności.

Jednakże ta tajna instrukcja (mnie mignęła tylko raz), która, podejrzewam jest jednakowa dla wszystkich służb na świecie, rozpatruje jeszcze ważniejsze sprawy prześwietlając kandydata.


Werbujacy swojego agenta zwracają uwagę analizując przeszłość, (gdy kandydowałem do pracy quasi - dyplomatycznej w międzynarodowej organizacji INMARSAT, to ankieta personalna (moja i żony) miała 26 stron do wypełnienia i sięgała danych dziadków i babć) na posiadanie sztuki przetrwania kandydata. Na umiejętność zmiany własnej tożsamości i maskowanie wszystkiego czym się jest i co się czuje.

I tutaj często idealnymi kandydatami byli ludzie, którzy prowadzili podwójne życie na długo przedtem, nim wstąpili do rządowej agencji.

Byli wśród nich ukrywający się homoseksualiści, niewierni mężowie z bogatych posiadłości, hazardziści i narkomani, alkoholicy i zboczeńcy. Każdy z takich nosił inne brzemię, ale wszyscy mieli ogromne doświadczenie w przekonywaniu świata o wiarygodności iluzji, którą wokół siebie stworzyli. Przyjęcie kolejnej fałszywej tożsamości i rozpoczęcie służby dla rządu było dla nich łatwym i naturalnym skokiem do góry.

Jeżeli werbunek był w końcu pozytywny, to kończyło go memorandum. Nie umowa, a właśnie memorandum. Takie klasyczne - bez adresu, bez podpisu i bez pieczęci. I zawsze zawierało stwierdzenie, że "z nikim nie będę się dzielił tym, co wiem".


Tak więc zapytajmy ponownie, czy ty dobry kolego mógłbyś zostać prawdziwym agentem?

Widać chyba dokładnie, że raczej nie.

Warto tutaj powiedzieć, że tajni agenci nienawidzili i pogardzali esbecją. I tak chyba jest do dzisiaj.


W listopadzie chowaliśmy po tragicznej śmierci starego już szpiega. Będąc już wolny, na emeryturze, nigdy nikomu nic nie powiedział. Wytrwał do końca i nigdy nie został zdekonspirowany. Czyli według kryteriów Kiszczaka był lepszy od generała Zacharskiego. Nasza kilkudziesięcioosobowa grupa żałobników stała wokół wykopanego grobu, na małym sopockim cmentarzu, a z pomiędzy drzew na małym wzniesieniu, dyskretnie filmowało wszystko dwóch mężczyzn.

No to już jestem w kolejnej kartotece...


"Miałem ustalić, jaka jest głębia penetracji rosyjskich służb w Polsce. A więc grałem w tenisa i rozmawiałem z rosyjskimi dyplomatami. Dowiadywałem się ciekawych rzeczy o atmosferze w ambasadzie, o animozjach między oficerami, o tym, na czym koncentrują się w swojej pracy. Opowiadali mi, jakie mają problemy osobiste: na kogo wścieka się żona, „bo za dużo pracuje”, że jak chce się mieć w służbowym mieszkaniu dywan, to trzeba za niego ekstra zapłacić. Miałem informacje z zamkniętych spotkań. Na jednym z nich np. dyplomata Nikołaj Prilepa, pracownik konsulatu w Krakowie, stwierdził, że polski naród w całości nadaje się do gazu. Zbierałem wiele tych rozmaitych danych, by wytypować osoby, które mogą być podatne na naszą perswazję i stać się źródłami naszych służb. Normalne zajęcie oficera wywiadu...

"Źródło: dziennik.pl, 31 października 2008, Marian Włodzimierz Zacharski (ur. 1951) – generał brygady, funkcjonariusz polskiego wywiadu."



Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale