Nie raport Millera, nie śledztwo prokuratury, ale raport NIK wywoła polityczne trzęsienie ziemi w wyjaśnieniu okoliczności katastrofy smoleńskiej.
A z faktu, że rząd utrudnia kontrolę należy wnioskować, że idzie ona dobrym tropem.
1. 14 lipca 2010 roku zwróciłem się do prezesa NIK Jacka Jezierskiego o przeprowadzenie kontroli działań administracji rządowej w zakresie okoliczności katastrofy smoleńskiej.(treść listu znajdziecie państwo na moim blogu z 14 lipca 2010 roku pt. "Niech NIK włączy się w wyjaśnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej".
Poprosiłem wówczas o zbadanie:
2. NIK usłuchała starego prezesa, podjęła kontrole - i zrobiło się gorąco!
Wiadomość z sieci: - rzeczpospolita.pl:
Z korespondencji między Najwyższą Izbą Kontroli a Kancelarią Prezesa Rady Ministrów, do której dotarła „Rz", wynika, że izba skarżyła się, iż pracownicy KPRM mieli jej utrudniać kontrolę. NIK badała sposób organizacji lotów najważniejszych osób w państwie w latach 2005 – 2010, również lotu do Smoleńska.
„Brak rzetelnych danych w sposób znaczący utrudnia kontrolę" – alarmował w lutym Jacek Kościelniak, wiceprezes NIK, w piśmie do szefa kancelarii Tomasza Arabskiego.
O co chodziło? „Do dnia 3 lutego 2011 r. dwukrotnie przekazywano kontrolerom nierzetelnie sporządzone zestawienia, zaś przekazane w dniu 3 lutego 2011 r. po raz trzeci poprawione zestawienie po wstępnej weryfikacji dokonanej przez kontrolerów budzi wątpliwości co do jego rzetelności" – pisał Kościelniak o otrzymanych raportach dotyczących zagranicznych wizyt premiera, wicepremierów i osób zajmujących kierownicze stanowiska w KPRM.
3. A więc - bingo! Kontrola trafiona w punkt!
Nie ma lepszego dowodu na trafność kontroli niż taka sytuacja, w której kontrolowani, zamiast wyłożyć wszystkie kwity na stół, zaczynają kombinować, kluczyć i kłócię się z kontrolerami o to, co im wolno kontrolować. Wszak prawdziwa cnota kontroli się nie boi.
Ten opór oznacza, że kontrolerzy idą właściwym tropem. Nie ukrywam, że jestem z nich dumny, choć 20 lipca dziesięć lat już minęło od zakończenia mojego urzędowania na funkcji prezesa NIK. Ale to wciąż moja Izba...
4. Jestem przekonany, że ostatecznie raport NIK okaże się najcenniejszym źródłem wiedzy o okolicznościach i przycztynach katastrofy. Nie w sensie technicznym, bo tego Izba nie bada, ale w sensie odpowiedzialności leżącej po stronie instytucji i funkcjonariuszy państwa polskiego.
Jestem przekonany, ze wiedza płynąca z raportu NIK będzie rzetelna i obiektywna.
5. Wierzę w rzeczowość i obiektywizm NIK, nie bardzo natomniast wierzę w rzetelność i obiektywizm raportu Millera, bo to rządowy raport o zaniedbaniach rządu - to trochę tak, jakby lis badał włamanie do kurnika.
Nie bardzo też wierzę w wyniki śledztwa prokuratorskiego, które chyba już wcale się nie toczy, tylko przewróciło się i leży. To zresztą śledztwo oparte na dowodach, które w łaskawości swej od czasu do czasu udzielają nam Rosjanie.
Natomiast NIK ma wszelkie szanse i możliwości żeby rzetelnie wyjaśnić przynajmniej te okoliczności, które leżały po stronie polskich władz i urzędów.
6. Jak znam NIK - nie ugnie się ona przed trudnościami powodowanymi przez Kancelarie Premiera i przedstawi rzeczowy raport, który może wywołać polityczne trzęsienie ziemi.
Czekam z nadzieją (na raport, nie na trzęsienie ziemi).


Komentarze
Pokaż komentarze (81)