U nas w samorządzie to jest tak. Wójt musi się na czymś znać, wykazać pewnym dorobkiem cieszyć się we wsi (mieście lub miasteczku) pewnym autorytetem. Burmistrz w zasadzie też, ale już jest istotne by stała za nim jakaś polityczna siła. Prezydent miasta, starosta, marszałek może być mierny, byle wierny i namaszczony przez właściwą partię. W teorii zatem (a często i w praktyce) im większy zakres władzy i odpowiedzialności, tym niższe wymogi kompetencyjne.
W jaki sposób hodowani są optymalni kandydaci na prezydentów ?
Trendy jest, by był to człowiek młody (do 35 roku życia), z dobrym doświadczeniem, obyciem w świecie. Dlatego w kilkunastu dużych miastach partie takowych kandydatów znalazły. Gdy jednak bliżej poznamy c.v tych kandydatów, odkrywamy pewne powtarzalne cechy. Już w młodości dany młodzieniec nosił partyjne ulotki i rozwieszał plakaty. Potem awansował na lidera partyjnej młodzieżówki, zajmując się kampanią internetową. W ramach awansu stał się najpierw społecznym, a po studiach zawodowym asystentem posła lub senatora. Potem w jego dorobku pokazuje się jakieś stanowisko w radach nadzorczych, czy urzędnicze, w ramach partyjnej nomenklatury. I tak zebrany dorobek świadczy o kompetencji, obyciu, a przede wszystkim o lojalności wobec partii – matki.
Istotne jest jedno – ten człowiek wszystko zawdzięcza partii, nie ma nic własnego, żadnego innego dorobku zawodowego czy społecznego; nie ma on życia poza partią. Warunki naturalne kształtują istoty żywe; tak wyhodowana jednostka jest wyczulona na sygnały płynące z góry, doskonale wyczuwa zmianę sił wewnątrz partii, wie pod kogo się podwiesić, a kogo olewać... I dokładnie ma gdzieś plebs – mieszkańców; bo ma świadomość, że w polityce od nich nic nigdy nie zależy.
Wyhodowany właściwie kandydat wie, że polityka jest sztuką pozorów, liczy się PR liczy się sprzedaż marzeń i wizerunku. Wie jednocześnie, że bez względu na własne osiągnięcia najistotniejsza jest łaska centrum. Niesubordynacja oznacza zrzucenie w przepaść niebytu; jako zawodowy aparatczyk był świadkiem jak w niebyt odesłano wielu zasłużonych, lecz niesubordynowanych działaczy.
Nietaktem było pytać o zderzenie samej idei samorządności z osobowościami wyhodowanych kandydatów z aparatu. Świat idei jest ułudą idealistów, rzeczywistość to brutalny realizm.
Dla osób starszych ten realizm pokazuje jak historia wraca swoją autoparodią. Czym się różnią dzisiejsi młodzi działacze partyjni, od swoich poprzedników z pokolenia ZMP czy ZMS ? Przecież to takie same młode wilczki ukształtowane na wewnątrzpartyjnych podchodach, tak samo spragnione konfitur nomenklaturowych.
Świat zmienia się szybko. Człowiek wolniej.
57
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze