Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa
79
BLOG

Dr Migalski a autonomia regionalna

Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa Polityka Obserwuj notkę 0

     Sankcja zastosowana wobec europosła Marka Migalskiego jest nieprzyjemnym ostrzeżeniem przed wyborami regionalnymi. Wyborów do samorządu wojewódzkiego nie możemy traktować tylko w kategorii przedmeczu, swoistej próby sił dużych ugrupowań partyjnych rozgrywanej przed decydującymi o wszystkim wyborami parlamentarnymi. 
     Samorząd regionalny ma swoje zadania, od jakości ich realizacji zależne jest dobro mieszkańców danego województwa. W tych wyborach mniej ważne być powinny podziały za/przeciw krzyżowi-pomnikowi, istotniejszym są spory o przyszłość regionalnego transportu kolejowego, o organizację sieci usług szpitalnych, o wielkość środków przewidzianych na różne priorytety w programach rozwojowych.  
     Poważnym problemem społecznym jest fakt, że po dziesięciu latach od reformy zdecydowana większość uprawnionych wyborców nie orientuje się jakie są kompetencje samorządu wojewódzkiego. W dodatku ordynacja wyborcza ogranicza możliwość społecznego wpływu. System proporcjonalny i mała liczba mandatów w Sejmikach sprawia,że realny próg wyborczy jest wyższy, niż w wyborach parlamentarnych. W efekcie szanse na zdobycie mandatów mają tylko silne, ogólnopolskie partie zasilane budżetowymi środkami i wspierane przez publiczne środki masowego przekazu. W wyborach bezpośrednich na wójtów, burmistrzów i prezydentów mogą wygrać i wygrywają bezpartyjni; w wyborach do sejmiki bez szans są lokalne ugrupowania społeczne.
     W takiej sytuacji istotnym jest jakość merytoryczna kandydatów tych dużych partii, a także ich siłą niezależności, chroniąca autonomię spraw regionalnych przed dyktatem z centrum. 
     Pamiętam jak powstawała w województwie śląskim Platforma Obywatelska; miała ona twarz samorządowa. Była uwiarygadniana nazwiskami popularnych polityków lokalnych: pierwszego marszałka województwa Jana Olbrychta oraz cenionych prezydentów Rybnika, Gliwic, Bielska-Białej. To oni i ich dorobek miał gwarantować wyborcom, że PO poważnie traktować będzie prace na rzecz rozwoju śląskiego regionu. Regionu trudnego, o dużej różnorodności kulturowej, o największej w Polsce koncentracji problemów związanych z restrukturyzacją gospodarczą, a jednocześnie największych szansach na ekonomiczny i społeczny sukces.
     Samorządowa twarz PO na Śląsku szybko przyblakła. Świadectwem tego była forma wymiany marszałka województwa. Doświadczonego samorządowca zastąpił doświadczony laryngolog. Sposób zmiany przypominał najgorsze tradycje walk koteryjnych w PZPR.
     PiS w moim regionie ma, lub miał, wielu polityków, których dorobek jest świadectwem troski o śląskie dobro wspólne. Gwarancją tego są/były takie nazwiska jak Wojciech Szarama czy Jerzy Polaczek. A także, choć z innych względów niż praktyka pracy w samorządzie, Marek Migalski. 
     Los Migalskiego jest ostrzeżeniem, że nie ważny jest mój wybór osobowy....i tak lider z centrali zdecyduje, co ostatecznie z tym moim głosem zrobi. 
    Gdybym miał szansę bezpośrednio wybierać osobę marszałka województwa, czułbym się jako wyborca współodpowiedzialny za realizowaną przez niego politykę regionalną. Takiej szansy nie mam. Więcej – w sposób jaskrawy przedstawia się moją przedmiotowość; jako jednostka jestem niczym, partia wszystkim. 
I tak o moich sprawach, o moim regionie, decydują ludzie, którzy tu nigdy nie byli, których nie znam i których nie ma ochoty poznać.
     Być może Marek Migalski, wróciwszy do pracy naukowej, znajdzie określenie dla tej formy demokracji. Moje bowiem nazewnictwa nie mieszczą się w kanonie słów przyzwoitych. 

 

chciałbym to wiedzieć...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka