Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa
246
BLOG

Tusk zjadł dziecku ciastko

Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa Polityka Obserwuj notkę 0

      30 mln zł przeznaczy na kampanie samorządową PO. Byłaby to informacja krzepiąca, gdyby nie fakt, że są to miliony wyrywane z kieszeni podatników na dotacje dla partii politycznych. Wojna ma swoje prawa, prawdopodobnie drugie tyle wydadzą PiS, SLD i PSL. Jako podatnik zamiast kupić dziecku ciasto, będę zmuszony finansować istnienie polityków w mediach i na bilbordach.
     Kupowanie dziecku ciastka ma wytłumaczalny powód. Trzeba maleństwom osłodzić życie
nim doświadczą goryczy spłacania za nas długów. Trudniej wyjaśnić sens finansowania partyjnej kampanii samorządowej. Sytuacja, gdy jeden obywatel ubiegając się o mandat radnego może korzystać jedynie z dobrowolnego wsparcia krewnych i znajomych; drugi zaś obywatel rywalizując o ten sam mandat korzysta z dotacji budżetowej; taka nierówność wydaje się sprzeczna z zasadą wolnego wyboru.
     Ciastko, niewątpliwie, może dziecku zaszkodzić. Ale nie bardziej niż partyjna dominacja nad samorządem. Jeżeli partia przeznacza budżetowe pieniądze na kampanie, to w efekcie centrum partyjne decyduje, kto ma być kandydatem na radnego czy burmistrza. Tym samym wybrany samorządowiec czuje się bardziej lojalnym wobec swojej partyjnej wierchuszki, niż wobec obywateli własnej, lokalnej wspólnoty.
     Fundując dziecku ciastko pozostawiamy mu prawo wyboru, czy woli ptysia czy eklerkę... Centralne finansowanie zmienia się najczęściej w centralnie sterowaną kampanie. Tym samym problemy „małych Ojczyzn” schodzą na drugi plan, dyskusje o nich zastępowane są sporami o Smoleńsk, dopalacze, finansowanie Kościoła. Odbiera się przez to ludziom świadomość współodpowiedzialności i współuczestnictwa w samo-rządzeniu swoim miastem, miasteczkiem czy wsią.
     Ciastko może być nagrodą za dobre stopnie w szkole. Centralne finansowanie kampanii tworzy nagrody dla lojalnych żołnierzy partyjnych. Podobnie jak w PRL, tak i obecnie system partyjnej nomenklatury kreuje miernych, biernych ale wiernych. Przeglądając c.v. znaczącej części partyjnych kandydatów odkrywamy sztampę: doświadczenie awansu z pracy w partyjnym aparacie na obsadzone z partyjnej rekomendacji stanowisko w instytucji publicznej. Rzadziej trafią się ludzie z własnym dorobkiem, promieniujący światłem własnego autorytetu, a nie odbitym blaskiem partyjnego księżyca. Tacy kandydaci z własnym dorobkiem są niewygodni bo zbyt niezależni...
      Pieniądze z budżetu pójdą na błyskotki spotów telewizyjnych. Marzeniem nierealnym jest, by choć 1/10 tych wydatków przeznaczona została na szkolenie kandydatów do pracy w samorządzie. Kompetencje radnych, wójtów, burmistrzów, prezydentów, starostów, marszałków przenoszą się bezpośrednio na jakość rozwoju Polski. Szkolenia kandydatów zaoszczędziłyby nam nieestetycznego widoku radnych z politycznej kreatury o twarzach wyrażających nieuświadomioną tęsknotę za rozumem. 
     Panie Tusk ! Oszczędź 30 milionów, nie zjadaj dzieciom ciastek, a nam oddaj wolność decydowania o swoich sprawach lokalnych. Zaprawdę lepiej, gdy każdy zajmuje się tym co do niego należy. Niech pan, panie Tusk, zajmie się rządzeniem państwem. Wspólnoty lokalne same się potrafią dobrze po-samo- rządzić.  
 

chciałbym to wiedzieć...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka