Przed wojną, zdaniem Witkacego, podróż do Kielc była prawdziwą próbą męstwa. Dziś nie tylko podróż do czarującej stolicy Świętokrzyskiego, ale próba przebycia samochodem, w godzinach szczytu, każdego większego miasta, wymaga hartu, uporu i pokory.
Poznając miasta przez pryzmat dróg nie szczędzimy gorzkich, a chwilami nieparlamentarnych wyrażeń na temat idei samorządności. Z nadzieją więc odbieramy inicjatywy typu – budowa dróg „schetynówek” - wierząc, że jak rząd centralny da środki i chwyci za twarz lokalnych włodarzy, to ich przymusi do naprawy ulic. I w ten prosty sposób łapiemy się na kolejną sztuczkę p.r. Rządu.
Rząd zazwyczaj nie daje, ale odbiera; nie rozwiązuje problemów ale sam jest problemem.
GDDKiA, dysponując Krajowym Funduszem Dróg, wydała w 2009 r na budowę, modernizację i remonty dróg krajowych i autostrad 18 mld zł. W tym roku, jak dobrze pójdzie, będzie to ok 20 mld. Samorządy, odpowiadając za drogi wojewódzkie, powiatowe i gminne, nie dysponując środkami z funduszu, wydały w 2009 r 15, 7 mld zł.
Wsparcie budowy „schetynówek” wynosi rocznie 1 mld zł. Z inwestycji drogowych wraca do budżetu podatek VAT; szacować można ostrożnie, że drogowe inwestycje samorządowe przynoszą budżetowi państwa wpływy ok 3 mld zł rocznie.
Na tym nie koniec. GDDKiA odpowiada za drogi krajowe, ale nie za całość. Drogi krajowe w granicach miast na prawach powiatu znajdują się na utrzymaniu tych miast. Dotyczy to 1/10 długości: drogi krajowe poza miastem – 16 740 km, w miastach – 1 560 km. Długość, przy tym, nie jest wyznacznikiem kosztów. To w miastach istnieją węzły drogowe, to w miastach mamy stosunkowo najwięcej urządzeń inżynieryjnych: mostów i wiaduktów. Samo utrzymanie dróg krajowych szacowane jest na 100 tys zł/ 1 km. Do tego doliczmy niebagatelne wydatki na oświetlenie.
Miastom przekazano drogi krajowe bez zapewnienia dochodów na ich utrzymanie. Zmiana zasad finansowania mająca pokryć koszty oświetlenia dróg krajowych zapewniła środki w średniej wysokości ok 40% potrzeb. Miasta nie mogą też łatwo obniżyć tych kosztów: inwestycje energooszczędne zależne są od właściciela sieci oświetleniowej – koncernów energetycznych. Dyktat monopolisty ( w Częstochowie jest to ENION w grupie TAURON) powoduje, ze za wymianę żarówki płaci się kilkaset złotych.
Utrzymanie i oświetlenie dróg krajowych kosztuje miasta ok 200- 250 mln zł. Można to precyzyjnie porównać na mniejszym przykładzie. Częstochowa na utrzymanie 700 km dróg wydaje rocznie ok 15 mln zł, w tym 2,5 mln zł na utrzymanie 45 km dróg krajowych. Taki przymus, trudno sobie wyobrazić, by z braku środków na utrzymanie nie była przejezdna trasa DK1.
Ustawa zakazuje przekazywania środków z Krajowego Funduszu Drogowego na modernizację dróg krajowych w granicach miast na prawach powiatu. Jaki był sens tego zapisu, nikt nie wie. Niezbędne więc inwestycje, naprawy mostów, wiaduktów, stawianie ekranów dźwiękochłonnych, wykonywane są przede wszystkim na koszt miasta; czasem przy wsparciu z rezerwy budżetowej Ministerstwa Infrastruktury.
Wspieranie budowy dróg przez samorządy rządzi się logiką przypadku. Nie ma spójnego planu, nie ma zasady konsekwencji. Nieważne czy to konkurs na „schetynówki” czy na wsparcie z innych źródeł; trzeba startować w konkursie. Jest to być może sprawiedliwe, ale też kosztowne. Przygotowanie projektu i pełnej dokumentacji niezbędnej przy konkursach to koszt 10% wartości inwestycji. Mówimy tu przy tym o inwestycjach wartych kilkadziesiąt milionów złotych. Ile zatem publicznych złotówek tracimy dzięki konkursom, jeżeli na same dofinansowanie „schetynówek” jest dziesięć razy więcej wniosków niż możliwości ich sfinansowania.
Przestańmy więc czarować p.r.-owskich uśmiechem, zrzucając winę na samorządy. Jest jak jest. Przy obecnej mobilności centrum i peryferii budujemy drogi w tempie odpowiadającym Europie lat siedemdziesiątych. Tyle, że mamy pięć razy więcej niż wówczas samochodów i aspiracje ukształtowane XXI wiekiem. A więc czekamy cudu ? Drugiej Irlandii, Grecji, Hiszpanii, czy coś w tym stylu.
184
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze