Platforma Obywatelska nie uczyniła nic dla Śląska. Ten argument uzasadniający rozwód Kazimierza Kutza z PO można uznać za zasadny. Gdy jednak do tego poseł dodaje ciepłe słowa o Palikocie mam wrażenie, że reżyser i polityk osiągnął stadium – określone stylem dlań charakterystycznym - „dupowatego wujaszka”. Na jakiej podstawie mam sądzić, że Palikot miałby stać się wyznawcą regionalizmu, a w tym adoratorem górnośląskości ? Polityczny życiorys eks-producenta win świadczy o swoistym kompleksie prowincji, marzeniach ucieczki z małego miasteczka do wielkiego świata.
Województwo Śląskie było filarem PO. Poparcie dla tej partii miało także swój etniczny wymiar – znacznie większe było na obszarach zamieszkałych przez rodowitych Ślązaków. Może to efekt głośnego zarzutu wobec Tuska o „dziadka z Wehrmachtu”, może też bardziej przemawiał do lokalnej mentalności program akcentujący przedsiębiorczość i pracowitość. Istotnym walorem było też odniesienie się do regionalizmu i samorządności lokalnej, wsparte przez miejscowe autorytety samorządowe: Jana Olbrychta, Zygmunta Frankiewicza z Gliwic, Piotra Uszoka z Katowic, Jacka Krywulta z Bielska-Białej, Adama Fudali z Rybnika...Charakterystyczne było dla miast województwa śląskiego: w zdecydowanej większości z nich w wyborach bezpośrednich wybierano na prezydentów osoby bezpartyjne; ale wśród nich większość stanowili bezpartyjni o poglądach bliskich PO. Tak było, dziś w imię partyjnego interesu przeciw wymienionym samorządowcom wystawia się konkurentów. Miernych, ale lojalnych wobec partyjnego centrum.
Kutz ma rację, spiepszono co było do spiepszenia, aroganckie partyjniactwo sprowadziło region do roli podbitej kolonii. Co gorsze, działo się tak przy milczącej akceptacji Kutza.
Jeszcze kilka lat temu istniało w parlamencie nieformalne lobby śląskie. Kilkudziesięciu posłów, bez względu na partyjne podziały, tworzyło wspólny front walczący skutecznie o wprowadzenie do budżetu państwa korzystnych dla regionu zadań. Regułą była stała współpraca lobby parlamentarnego z samorządem. Było to możliwe, gdy parlamentarzyści dysponowali choć cząstką niezależności. Obecnie na tego typu ekscesy nie ma miejsca, parlamentarzyści są wiernym i zdyscyplinowanym wojskiem, potulnie wypełniającym funkcję semafora ( podnosząc ramię na komendę). W jaki więc sposób poseł Kutz mógł walczyć o śląskie sprawy akceptując system większościowej maszynki do głosowania; system obracający się przeciw regionalizmom ?
Pamiętam z przeszłości głos protestu reżysera, gdy partie rządzące lansowały na stołki ludzi niekompetentnych, ale wiernych. Nie zabrzmiał, niestety, żaden protest wobec awansu techniką BMW ( bierny, mierny, ale wierny) kreatur PO. Regionalizm śląski stracił rację bytu, gdy gabinetową grą zmieniono marszałka województwa. W sposób ostentacyjny nominowano na liderów regionalnych osoby bez dorobku i doświadczenia w pracy samorządowej.
Za kilka tygodni prawdopodobnie PO wygra wybory do samorządu województwa. Po czym dwór pana Tuska wyciągnie z kapelusza kolejnego króliczka nazywając go Marszałkiem Województwa Śląskiego...Żałosne ruiny regionalizmu i samorządności przykryje się odpowiednią propagandą.
Próba ratowania twarzy prowadzi jednak Kazimierza Kutza w ślepą uliczkę palikotyzmu. Nie warto tego złego wyboru tłumaczyć dobrem Śląska. Bo na tej uliczce żadnego dobra się nie spotka.
341
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (1)