Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa
657
BLOG

Długi szpitali zrujnują samorządy

Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa Polityka Obserwuj notkę 7

     W ciągu dziesięciu lat funkcjonowania systemu ubezpieczeniowego wydatki funduszu zwiększyły się trzykrotnie (z 20 mld na 60 mld zł). Wydatki na leczenie ambulatoryjne wzrosły dwukrotnie, wydatki na szpitale – 3,5 – krotnie. 
     Na tle innych państw europejskich nasze wydatki wyglądają skromnie; więcej na służbę zdrowia (w przeliczeniu na jednego ubezpieczonego) wydaje nawet Słowacja. Niski poziom publicznych wydatków uzupełniany jest prywatną odpłatnością. Szacuje się, ze z własnej kieszeni chorzy wydali na leczenie ok 28 mld zł.
     Możliwości finansowe jednak nie tłumaczą istoty problemów. Przy trzykrotnym wzroście wydatków w ciągu dziesięciu lat ubezpieczeni nie odczuwają specjalnej poprawy jakości usług. Ponad trzykrotny wzrost wydatków na leczenie w szpitalach nie zahamował także procesu zadłużania się publicznych placówek lecznictwa zamkniętego. Są one dziś zadłużone na ponad 10 mld zł.
     Może jest to krzywdzące uogólnienie, ale ze statystyki widać dwie sfery usług zdrowotnych. Ambulatoryjne leczenie w większości świadczone jest w niepublicznych ZOZ; w tej sferze prywatnej wydatki NFZ wzrosły zaledwie 2 -krotnie. Nie istnieje problem zadłużenia tych NZOZ, przeciwnie widoczne są liczne inwestycje dokonywane z własnych środków. W drugiej sferze znajduje się publiczna służba zdrowia. Mamy więc obraz klasyczny: gospodarka socjalistyczna przegrywa z kapitalistyczną. Niestety, nie chcemy z tego faktu wyciągnąć wniosków.
     Przepraszam skrzywdzonych uogólnieniem, ale ta przegrana socjalizmu z kapitalizmem prowadzi do bankructwa publicznej służby zdrowia. Część szpitali jest już w stanie upadłości (gdyby stosować do nich normy obowiązujące spółki prawa handlowego), część jedynie zmierza do upadku. Bez względu na intencje polityków, problem może stać się dramatycznym, gdy komornicy zajmą konta szpitali lub nałożą sekwestr na sprzęt medyczny.
     Stąd pilność rozwiązań ustawowych dających szanse na uzdrowienie służby zdrowia. Niestety, projekt pani minister Kopacz budzi więcej obaw niż nadziei. W praktyce oznacza on zrzucenie na samorządy ciężaru oddłużenia szpitali. 
     Dziesięć lat temu reprezentanci samorządów ostrzegali, że reforma zdrowotna stawia ich w sytuacji kamieniczników w okresie PRL. Pieniądze na świadczenia zdrowotne pozostały w rękach administracji państwowej (NFZ), na samorządy zrzucono koszty utrzymania, remontowania i doinwestowania placówek. Samorządy musiały dodatkowo przyjąć na siebie poważny ciężar technicznego dostosowania placówek do wymogów unijnych ( były to inwestycje szacowane w kraju na kilkanaście miliardów złotych). Teraz dodatkowo muszą przejąć długi, powstałe w dużej mierze z przyczyn leżących po stronie rządu. To bowiem rząd, w imię społecznego spokoju godził się ze związkami zawodowymi na płace przekraczające możliwości szpitali oparte na kontraktach z nadzorowanym przez rząd NFZ.
     Przyjęcie na siebie ciężaru oddłużenia szpitali spowoduje, że część dużych miast przekroczy dopuszczalny wskaźnik 60% zadłużenia. W tej grupie znaleźć się może Warszawa,. Kraków, Wrocław. Ta operacja spowodować także może załamanie finansów kilku województw. 
     Projekty ustaw powinny być uzupełnione projekcjami skutków finansowych. Mam więc nadzieję, że rząd przygotuje takie projekcje. Opinia publiczna powinna wiedzieć, że w imię oddłużenia szpitali pozbawi się samorządy możliwości rozwojowych, w tym także związanych z wykorzystaniem środków europejskich.
Czy doprowadzenie samorządów do ruiny uzdrowi publiczną służbę zdrowia? Śmiem wątpić.


 

chciałbym to wiedzieć...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka