Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa
309
BLOG

Saska wolność kierowców

Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa Polityka Obserwuj notkę 2

      Rzeczpospolita nie rządem stoi, lecz cnotami obywateli – szczycono się w XVIII w. Lecz gdy cnót brakuje, to zostaje tylko nierząd. Nie tylko w czasach saskich. 
     Równolegle z zaostrzeniem represyjności państwa wobec dealerów dopalaczy, „poluzowano
pasa” sprawcom wykroczeń drogowych. Tak bowiem potraktować należy pozbawienie lokalnych służb porządkowych prawa kontrolowania kierowców przez monitoring wizyjny. Kamery, niewątpliwie, są przyrządem upierdliwym i zasadnie nie lubianym przez kierowców. Faktem też jest, że do budżetu gmin trafiają duże pieniądze z mandatów nakładanych dzięki tej formie kontroli.
     Denerwować też może stosowana formuła dzierżawienia kamer w partnerstwie z podmiotami komercyjnymi. W takim układzie zawsze bowiem chodzi o maksymalizację zysku. 
Ale w tej krytyce (na którą pozytywnie zareagował rząd) umyka sprawa najistotniejsza.
W żadnej gminie nie jest tak, że straż miejska nakłada haracz za samo posiadanie samochodu. Ten „haracz” ściągany jest tylko od tych, którzy naruszają przepisy drogowe. Nie chcę tu podejmować decyzji, czy owe przepisy są dobre czy złe. Zasada jest prosta: jeżeli jest jakieś prawo, to powinno być ono egzekwowane. A więc, gdy straż miejska, ustawiając kamery przy DK-1, zbiera rocznie 7 mln zł; to powinno jej się przyznać medal za skuteczną egzekucję.
     Państwo, które wydaje przepisy prawne, a następnie ich nie egzekwuje, to nie jest państwo tylko – cytując wielkiego Polaka – burdel – serdel - pierdel. Innymi słowy, takie saskie czasy gdy nierządem Rzeczpospolita stała.
     Ten cały b-s-p produkujemy sobie na własne życzenie. Informacje o drastycznym wypadku powodują często reakcję w postaci zaostrzania przepisów prawnych. I tak pod wpływem słusznych (lub nie) impulsów ograniczono prędkość jazdy na terenie zabudowanym, nakazano jazdę w pasach, zakazano rozmów przez komórki itd. Po zaostrzeniu przepisów ogół uznał za rzecz załatwioną i nadal robi swoje, lekceważąc nowe normy. Starożytni uważali, że cnoty obywateli kształtuje przykład elit. Mamy więc takie cnoty jakie elity; a te nasze manifestacyjnie wręcz lekceważą kodeks drogowy.
     Egzekucja prawa denerwuje przywiązanych do swych wolności kierowców, a więc w imię świętego spokoju odstępuje się od niej. Świetny pomysł, warto to przenieść z kodeksu drogowego także na kodeks wykroczeń czy kodeks karny...
     A może lepszym i mniej demoralizującym byłoby myślenie odwrotne. Może lepiej zmniejszyć liczbę nakazów i zakazów, pozostawić tylko niezbędne uregulowania egzekwowane za to „do bólu”. Wyobraźmy sobie kodeks dla kierowców złożony z dwóch zdań: 1) każdy może jeździć jak chce 2) kierujący pojazdem odpowiada majątkiem swoim i majątkiem swojej rodziny za wszelkie szkody wyrządzone podczas jazdy. Przy skutecznej egzekucji drugiego punktu wolność jeżdżenia ograniczona zostałaby w sposób maksymalizujący bezpieczeństwo ogółu.
     Jest jednak jak jest. Prawo staje się tym samym, co pusta puszka zawieszona na słupie, imitująca kamerę... Wkurzającą atrapą.
 

chciałbym to wiedzieć...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka