Ocena, czy rząd rządzi dobrze, jest nader subiektywna. Wynika ona bardziej z przekonań politycznych oceniających, niż z próby zdefiniowania obiektywnych wskaźników oceny.
W zależności od własnych sympatii możemy żonglować takimi lub innymi liczbami.
Faktem jest, że Polska jako jeden z nielicznych krajów nie odnotował spadku PKB w czasie globalnego kryzysu. Ale, też faktem jest, że pomimo utrzymanego wzrostu gospodarczego zwiększyła się liczba rodzin żyjących poniżej minimum socjalnego.
Wg wyliczeń Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych minimum socjalne w I kwartale 2010 r wynosiło dla osoby samotnej 908,4 zł (dla samotnego emeryta – 921 zł), a na osobę w rodzinie 735, 29 zł (2 941 zł – powinien wynosić dochód rodziny z dwójką dzieci). Minimum socjalne wyliczone jest wg koszyka cen wydatków na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Inną forma pomiaru jest minimum egzystencji – a więc koszyk cen uwzględniający na najniższym poziomie wydatki, poniżej których występuje biologiczne zagrożenie egzystencji. W 2009 r minimum egzystencji dla osoby samotnej wynosiło 445, 33 zł, dla rodziny 392 zł na osobę (1500 zł dla rodziny z dwójką dzieci).
W teorii można przyjąć, że sukces skutecznej polityki rządu powinien mieć swoje odzwierciedlenie we wzroście liczby rodzin żyjących powyżej minimum socjalnego, przy jednoczesnej trosce by żadna z rodzin nie zeszła poniżej minimum egzystencji.
O tym, że takie oczekiwanie należy do „pobożnych życzeń” przekonują nas realia. W 2009 r zgodnie ustawą o pomocy społecznej poziom dochodowy uprawniający do wsparcia wynosił dla osoby samotnej 477 zł, dla rodziny 351 zł/ na osobę. Zatem w przypadku rodzin pomoc adresowana była tylko do grupy żyjącej poniżej minimum egzystencji. Jeszcze większe rozwarstwienie istnieje w przypadku zasiłków rodzinnych. Progiem niezmiennym od blisko 10 lat, uprawniającym do otrzymywania zasiłków rodzinnych jest kwota 504 zł/ na osobę w rodzinie. Odpowiadało to normie minimum socjalnego w końcu lat 90 tych. Obecne zestawienie minimum (735 zł/ os) z kwotą 504 zł, jest wymiernym świadectwem jakości naszej polityki prorodzinnej.
Operowanie statystyką ma jednak poważną wadę. W przypadku wzrostu PKB pamiętać trzeba, że na ten wzrost wpływa zarówno budowa stadionów (obciążających ogół przyszłym kosztem utrzymania) jak i szkół, dróg czy kanalizacji (inwestycji rokujących przyszłe szanse rozwoju). Wyliczenia minimum egzystencji czy socjalnego dotyczą średnich kosztów całego kraju, abstrahując od różnicy kosztów życia w różnych regionach czy w dużych miastach i w małych ośrodkach prowincjonalnych. Statystyka jest więc tylko jednym ze wskazań pozwalającym ocenić jakość rządowej polityki.
Pozostaje więc subiektywna ocena. Może i dobrze. Rolą mądrej opozycji jest stałe kontrolowanie, czy wydatki publiczne rządu, są rzeczywiście inwestycjami przynoszącymi korzyść ogółowi. W pomocy społecznej byłbym za rezygnacją ze sztucznych centralnych wskaźników. Przez wieki bez centralnego sterowania sprawdzała się troska wspólnot lokalnych, by nikt nie umarł z głodu, czy braku schronienia przed zimnem.
389
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (1)