W czasie wyborów samorządowych odkrywamy zagrożenie dla demokracji jakim jest brak wolnej prasy lokalnej. Niestety, po wyborach ten fakt umyka naszej uwadze.
Media lokalne są niezbędnym mechanizmem społecznej kontroli. Spełnienie tej funkcji wymaga tworzenia warunków ich rzeczywistej niezależności. Trudno bowiem mówić o kontrolnej funkcji wydawanych przez urząd gminny biuletynów, o treści majonej portretami wójta. Z własnego doświadczenie wiem, że pokusa dysponowania własnymi mediami jest u rządców samorządowych silniejsza od rozumu. Smutny to potem widok, jak prezydent, burmistrz czy wójt zamiast zajmować się swoją pracą, pasjonuje się redagowaniem pisma ku swojej czci.
Słabości ludzkie powinny być ograniczane prawem. Przydatne byłoby wprowadzenie ustawowego zakazu wydawania prasy przez urzędy i podległe im jednostki. Niedopuszczalne powinno być zarówno angażowanie pieniędzy podatników w tego typu proceder, jak i forma wydawnictwa komercyjne, gdzie burmistrz wykorzystując swoją pozycję wobec podmiotów komercyjnych stanowi nieuczciwą konkurencję dla niezależnych mediów.
Zakaz jest warunkiem pierwszym, podstawowym, ale nie wystarczającym. Wolną prasę można zniewolić uzależniając finansowo. Chronić przed tym może reżim proceduralny; przestrzeganie wymogu wyboru w drodze otwartego przetargu mediów publikujących urzędowe reklamy i ogłoszenia. Zasady jawności i przejrzystości z natury sprzyjają wolności.
Jest jednak inny problem. Media lokalne przegrywają na swoich rynkach z agendami dużych koncernów medialnych. Prasa lokalna wyparta została przez „dodatki” „Gazety Wyborczej” lub mutacje niemieckiego koncernu. Jeszcze wyraźniej widoczne to jest na rynku mediów elektronicznych. Radia lokalne, które odgrywały tak wielka rolę w kształtowaniu ducha obywatelskiego: np. słynne z postawy podczas powodzi 1997 r raciborskie radio Vanessa, radio Piekary, częstochowskie radio Fon i inne, kupione zostały i przerobione na schematyczne „szafy grające”. Dogorywają także regionalne rozgłośnie publiczne.
Zamiast kontroli lokalnej władzy przez lokalne media mamy zderzenie samorządności z centralizmem medialnym. Nie jest to sympatyczne. Przekazuje się odbiorcy obraz zapyziałej skorumpowanej prowincji, gdzie tylko szeryf z kamerą może zrobić porządek. Przy takiej propagandzie nic dziwnego, że samorządność nie jest wartością dla wielu naszych obywateli.
Budowanie społeczeństwa obywatelskiego wymaga inwestycji. W Szwecji, gdy rząd poprzez media promował ideę wejścia do UE, 60% środków skierowano do mediów lokalnych. U nas jest odwrotnie – 80% publicznych kampanii realizowana jest za pośrednictwem mediów centralnych. Kto zatem ma promować samorządność ? „Gazeta Wyborcza” czy TVN ?
Zły wójt jest zagrożeniem dla lokalnej demokracji. Ale jeszcze gorszym zagrożeniem jest „dobra”, oświecona władza centralna. Ona czyni z obywateli poddanych.
337
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (1)