Projekt ustawy, przyjętej przez rząd 2 listopada, zmienić ma zasady wyboru rad nadzorczych państwowych spółek. Wybór ma być w rękach Ministra Skarbu, a pomocą w doborze fachowych kadr ma służyć powoływany na 5-letnia kadencję komitet nominacyjny. Wszystko to w imię odpolitycznienia, wprowadzenia dobrych norm korporacyjnych, troski o jakość zarządzania itd.
Deklaracje polityków o odpolitycznieniu wybranej sfery życia publicznego, brzmią jak wywody alkoholików o zaletach abstynencji. Jedno i drugie jest zgodne z rozsądkiem, kto – przy tym – lepiej niż alkoholik wie o szkodliwości picia. Jednak gdy przychodzi do praktyki, alkoholik kapituluje przed pełną szklanką, a polityk przed pokusą rozdawania posad swoim. Wiemy, do tego, że współczesna polityka wymaga coraz większych pieniędzy. Oprócz kilkudziesięciu milionów z budżetu partie potrzebują kolejnych milionów tworzonych przez 10% haracz od wynagrodzeń swoich kreatur (nominatów jak kto woli).
Państwo ma interesa rozrzucone po wielu polach. Są więc posady zarówno w prestiżowych miejscach – Poczta, PKP, KGHM; jak i niezauważalnych - RFG w Częstochowie. Podział łupów, a raczej desygnowanie fachowców, miało do tej pory cechu średniowieczne. Feudał – minister, wojewoda, prezes - rozdawał lenna swojej ekipie. Prawo do „umaczania dziobu” miały także związki zawodowe, przez przywilej zasiadania w radach nominantów pracowników przedsiębiorstwa. Niewątpliwie ten system też dawał możliwość wyłonienia fachowców; w końcu każdy zasiadający w radzie nadzorczej musiał mieć dyplom wyższych studiów, ukończony kurs i doświadczenie w pracy zawodowej. Tak wyselekcjonowana grupa ma z reguły wyższy od średniej iloraz inteligencji.
Przyjęty przez rząd projekt ustawy oznacza ewolucyjne przejście z epoki średniowiecza na poziom monarchii absolutnej. Skupienie w jednym ministerialnym ręku rozdawnictwa synekur wzmacnia centralizm partyjny. Nie będzie różnorodności gier personalnych, lecz jedna wola, jedna głowa.
Specyficzną rolę odgrywać będzie komitet nominacyjny. Premier czy minister podejmując decyzje personalne może się odwoływać do opinii różnych gremium. Nic nie stoi na przeszkodzie, by na bazie istniejących przepisów stworzyć ciało konsultacyjne pełniące taką samą rolę jak ustawowy komitet nominacyjny. Objęcia ciała (nawet jeśli to ciało Tiny Turner) przepisem prawnym tworzy trudną do usunięcia skamieniałość. Ciało ustawowo powołane trzeba utrzymywać, łożyć na pensje członków i ich obsługę administracyjną. Kadencyjność rodzi kolejne problemy. Opozycja może bowiem słusznie zarzucić, że rząd na rok przed wyborami chce na czas pięcioletni petryfikować swoje partyjne wpływy w gospodarce. I choćby w komitecie były same wybitne jednostki miary JK Bieleckiego, M. Boniego czy J. Kulczyka – trudno się przed takim zarzutem obronić.
PO nie jest pierwszą partią deklarującą chęć odpolitycznienia gospodarki. Niestety, zawsze w takich przypadkach idealizm przegrywa z pragmatyką. Przywołując słowa klasyka J. Korwin-Mikke można zauważyć, że istnienie koryta stale prowokuje napływ świń.
227
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (1)