Ponieważ rząd szykuje ustawę regulującą temat własności wspólnotowej na wsiach, muszę się o swoja prywatę upomnieć. Prywatę – bo całkowicie prywatnie a w dodatku bezinteresownie mam bzika na punkcie pozostałości zamków gotyckich na Jurze Krakowsko – Częstochowskiej. Podejrzewam, że jak ktoś je widział, też podziela moje uczucia.
Jest w północnej części Jury zamek Kazimierza Wielkiego w podczęstochowskim Olsztynie. Piękna pozostałość warowni wtopione w naturalne skały wapienne, romantyczny krajobraz znany z szeregu polskich filmów...Otóż ten zamek, dawniej królewski, jest - zrządzeniem losu i cara Aleksandra II – zamkiem chłopskim. Należy do wspólnoty wiejskiej.
Nie on jeden. Tak bowiem się stało po powstaniu styczniowym, że car uwłaszczając chłopstwo przy okazji obdarzył je ruinami zamków. Było tak, że zamek w Bobolicach ( perełka gotycka) trafił na zasadzie uwłaszczenia do miejscowej rodziny Baryłów. Baryłowie dopiero w latach 90-tych XX w zorientowali się, że są panami na kasztelu. Ostatecznie zamek sprzedali biznesmenowi i senatorowi Laseckiemu, tenże perłę jurajską odbudował, rekonstruując pod nadzorem konserwatora bryłę z czasu świetności. Bliźniaczy zamek w sąsiednim Mirowie na podobnej zasadzie trafił do wspólnoty wiejskiej, od niej także odkupuje go wspomniany były senator.
Może i taki będzie los Olsztyna. A może też ktoś zrozumie, że dziedzictwo kulturalne ma zbyt wielką dla ogółu wartość, by pozostawić je losowi.
Własność wspólnoty wiejskiej służyć miała realizacji wspólnych zadań, jak np. łąki pod wypas bydła, miejsce na gromadzenie zbiorów itd. Takie zadania istotne były jeszcze w latach 60-tych XX w., gdy tworzono obowiązujące w tym zakresie prawo. Ale dziś brzmi to jak przeżytek. W całym Olsztynie trudno znaleźć kilka krów, stodoły wspólnotowe dawno spalono. Mienie wspólnoty jest skarbonką dla wybranych; wyprzedaje się kawałki pod nową zabudowę i dzieli wpływy między udziałowców (potomków mieszkańców wsi, których uwłaszczył car Aleksander II). Tak samo traktuje się zamek. Ludzie ze wspólnoty pobierają nieformalną opłatę za wejście na teren ruin, ściągają haracz od organizatorów imprez na zamku. W teorii gospodarze mają za owe wpływy zadbać o zabezpieczenie olsztyńskiego zamku. Nie widać jednak w tej sprawie żadnej aktywności.
Nie sądzę, by miało to się zmienić. Eksploatowanie turystów przybywających na zamek jest tańsze i wygodniejsze niż uprawa lichej jurajskiej gleby. Jednym natura dała ropę naftową, innym romantyczne ruiny, trzeba z tym i z tego żyć...
Czas może jednak to zmienić. Państwo może i powinno imiennie wskazać miejsca, które są istotnym dla ogółu dziedzictwem kulturowym. Oczywiście, w przypadku zamków i pałaców pierwszeństwo powinno mieć przywrócenie ich spadkobiercom dawnych właścicieli, czyli reprywatyzacja. Ale tam gdzie nie ma na to szansy, własność powinna być państwowa, powierzona samorządom. Samorządy, po uzgodnieniu z reprezentującymi państwo organami ( wojewoda, konserwator zabytków) mogłyby decydować o ewentualnej prywatyzacji.
Ustalmy więc jakieś zasady, zamiast wmawiać sobie, że zamek w Olsztynie to łąka dla krów służąca zadaniom wspólnoty wiejskiej. Ustalmy jakieś zasady, bo za dużo takich pereł jak gotycki zamek w Olsztynie, to my w naszej, zniszczonej wojnami, ojczyźnie nie znajdziemy.
P.S. Wszystkim Czytelnikom polecam wypad na Jurę. Nie jest tak niebezpiecznie jak w świętokrzyskim (uwaga, tam czarują), ale niemniej ślicznie.
250
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (2)