Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa
142
BLOG

Burmistrz i manifestacje

Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa Polityka Obserwuj notkę 0

Tak to już jest, że zamiast wspólnie cieszyć się świętem rocznicy Odzyskania Niepodległości, wprowadzamy podziały, kto świętować może, a kto nie...W naszej tradycji taki spór dotyczył bardziej 1 maja, starzy częstochowianie pamiętają jak to się na Rakowie tłukli pepeesiaki z kapepowcami.
Smutne to jest, gdy opiniotwórcza gazeta i ludzie obdarzeni społecznym zaufaniem szczują ludzi na ludzi. A, niestety, tak określam zachęty do kontrdemonstracji i wygwizdywania manifestacji organizowanych przez organizacje odwołujące się do tradycji narodowych. Nie jestem sympatykiem ONR, nie cierpię faszyzmu podobnie jak każdej innej ideologii totalitarnej. Może dlatego uważam, że każdy ma prawo manifestowania swoich poglądów.
Niestety, jak zwykle (bo to już nie pierwszy raz się zdarza) z ust ludzi „obrońców wolności” padną zarzuty wobec prezydentów czy burmistrzów miast, jak ono mogli pozwolić na faszystowską manifestacje. Dziwny jest ten ideologiczny koniunkturalizm. Gdyby bowiem wróciło prawo, że burmistrz może pozwalać lub nie, na takie lub inne, manifestacje, byłby to pogrzeb naszej wolności.
Burmistrz nie jest sędzią ludzkich sumień, nie może decydować które poglądy są dobre, które złe. Jego obowiązkiem jest dopilnowanie, by zgłoszona manifestacja nie naruszała praw innych ludzi, a więc zapewnienie porządku i bezpieczeństwa. Może to żenujące, ale skoro dyskurs polityczny zszedł do poziomu mordobicia, burmistrz musi w takich wypadkach działać podobnie jak przy meczach piłkarskich podwyższonego ryzyka: rozdzielić kordonem policji zwaśnione spory.
Burmistrz może a nawet, w takich wypadkach, powinien delegować na miejsce manifestacji swojego przedstawiciela. Ten, działając z upoważnienia i w zakresie ściśle określonych kompetencji, może rozwiązać manifestacje, w przypadku gdy zachodzi naruszenie norm prawnych w sposób zagrażający bezpieczeństwu i porządkowi publicznemu. Ta formułą także nie dopuszcza nadinterpretacji. Raczej nie można uznać za zagrożenie podnoszenie w górę rąk ( choćby się miało kojarzyć z faszystowskim pozdrowieniem).
Każdy jednak człowiek, nie tylko przedstawiciel burmistrza, może – uznając, że dochodzi tu do publicznej gloryfikacji systemu totalitarnego bądź obrazy uczuć – złożyć w tej sprawie doniesienie do prokuratury. Wówczas niezawisły sąd oceni, czy rzeczywiście podczas takiej manifestacji doszło do naruszenia przepisów prawa.
I tak powinno być, jeżeli cenimy sobie wolność ludzi. Jeżeli ktoś uważa się za antyfaszystę (antytotalitarystę) z tym większym zaangażowaniem powinien chronić wolność zgromadzeń.
Hasło - „nie ma wolności dla wrogów wolności” jest największym, śmierdzącym jajem rzucanym w twarz ludziom. Oznacza bowiem uzurpowanie sobie prawa rozstrzygania, kto może a kto nie może korzystać z przyrodzonej naturze ludzkiej wolności. Efektem tego jest stan, gdy bezwzględnie potępiamy Adama Doboszyńskiego, chwaląc i usprawiedliwiając jego morderców. A więc w imię antyfaszyzmu gloryfikujemy stalinizm.
Pozostaje nadzieja, że zapędy politycznych mordobić nie popsują atmosfery święta Niepodległości. Apelować można – skoro nie możecie ze sobą rozmawiać, nie możecie na siebie patrzeć, to nie spotykajcie się. Dajcie ludziom, jeśli nie prawo do wspólnej radości, to chociaż prawo do świętego spokoju przy narodowym święcie.


 

chciałbym to wiedzieć...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka