Kalendarz powoduje, że nowa Rada zaczyna swoją działalność od uchwalenie budżetu przygotowanego przez poprzedniego wójta, burmistrza lub prezydenta. W dodatku władza wykonawcza będzie naciskać by budżet został uchwalony przed 31 grudnia, tak by uniknąć okresu prowizorium. Prowizorium (czas gdy można dokonywać wydatków na podstawie projektu złożonego do rady) nie jest dla nikogo szczęściem. Późniejsze uchwalenie budżetu odracza rozpoczęcie postępowań przetargowych, a tym samym zagraża możliwości terminowej realizacji ważnych inwestycji.
Zderzenie się z budżetem dla nowych, niedoświadczonych radnych bywa brutalnym sprowadzeniem na ziemie. Im bardziej wgłębią się w materię dochodów i wydatków tym bardziej czują się bezradni. Życie przypomina slogan wyborczy Platformy „ z dala od polityki”. Polityka zakłada współuczestniczenie w podejmowaniu decyzji. Radni zaś mają realny wpływ na -mniej więcej – 2% ogółu wydatków budżetowych.
Jest rzeczywistym nieszczęściem i poważnym niebezpieczeństwem fakt, że przeważająca część wydatków samorządu ma charakter sztywny. 95% wydatków na edukacje (blisko 50 % budżetu gmin) to wydatki na płace i pochodne; o jakiej więc polityce edukacyjnej może współdecydować radny. Sztywne są nie tylko wydatki płacowe; nie da się także łatwo ograniczać wydatków na utrzymanie dróg i budynków komunalnych. Podobnie sztywny charakter ma część wydatków inwestycyjnych; rozpoczętych zadań nie można „zamrozić”. Decyzyjność rady ograniczana jest ramami odgórnie narzuconej pomocy. Skoro są możliwości pozyskania pomocy zewnętrznej (z UE, z budżetu państwa) to pod to ustawiamy nasze zadania.
Sztywność jest niebezpieczna. Sztywne bowiem są tylko wydatki, elastyczne za to są dochody. Zwłaszcza ta część dochodów własnych z udziału w podatkach PIT i CIT. Budżet państwa jest tu w bardziej komfortowej sytuacji, stabilizatorem dochodów jest VAT. Wpływy z CIT i PIT nie odgrywają w budżecie państwa takiej roli jak w samorządzie. Tym samym samorząd jest bardziej uzależniony od koniunktury gospodarczej. Niebezpieczeństwo z tego wynikające ma swoje demokratyczne źródło. Trudno wymagać, by wybrana władza nie kierowała się perspektywą kolejnych wyborów. Dlatego w okresie koniunktury, wierząc w jej trwałość, władze podejmują decyzje, które skutkują zwiększeniem przyszłych kosztów.
Radny poznając budżet nie ma pełnej informacji. Widzi zadanie inwestycyjne; wie, że jest to inwestycja społecznie przydatna, długo oczekiwana przez mieszkańców. Zna koszt realizacji, poznaje także źródła finansowania, w tym przyszłe koszty spłaty zaciągniętego na ten cel kredytu. Brak jednak rachunku dotyczącego przyszłych kosztów utrzymania. Budujemy stadion , świetnie, wyborcy to docenią. Ale w tym momencie swoim następcom wrzucamy do budżetu wydatek miliona złotych na utrzymanie obiektu. Szkole jest potrzebny basen kryty i sala gimnastyczna. Ok, ale miejmy świadomość konieczności zwiększenia wydatków na utrzymanie bazy edukacyjnej o 200 tys zł. Filharmonia – to oczywiste, każde duże miasto z aspiracjami wielkoświatowymi powinno mieć filharmonię. Ale filharmonia to nie budynek, to przynajmniej 15 mln zł rocznie na utrzymanie orkiestry...
Przedłożona razem z budżetem wieloletnia prognoza finansowa tych przyszłych kosztów nie uwzględnia. Najczęściej robiona jest w sposób najprostszy: przyjmuje obecne koszty jako stałą, prognozując za to stopniowy, ostrożny, stały wzrost dochodów o 2% rocznie (bo historycznie taki wzrost był średnią ostatnich dziesięciu lat). Życie jednak nie kieruje się średnimi; po okresie koniunktury przychodzi czas bessy. Gmina o kilkadziesiąt milionów mniej zyskuje z udziałów w PIT i CIT; radość z pięknego nowego obiektu przemija, pozostają koszty jego utrzymania.
Niestety, mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że nie nadmierne zadłużenie, ale przeinwestowanie, powodujące nadmierne wysokie koszty sztywne, stanowi kamień u szyi ciągnący gminy w otchłań utraty finansowej płynności.
95
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (1)