Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa
380
BLOG

Nie dajmy się wrzucić w żłobki

Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa Polityka Obserwuj notkę 2

 Nie dajmy się zwariować twierdzeniami, że dobro dziecka wymaga tworzenia żłobków. Akurat w tej sprawie dobro dziecka jest na dalekim miejscu. Bezkrytyczne przyjęcie opinii o korzystnej dla dzieci formie opieki publicznej prowadzi do absurdalnego udowadniania, że państwo w tej sferze jest lepsze od jednostki, a troska anonimowego urzędnika ma większą wartość niż miłość matki.
Wszelkie dotychczasowe doświadczenia brzmią inaczej; krzywdą jest odrywanie dziecka od matki w tym najważniejszym okresie pierwszych trzech lat życia.
Ta krzywda może wynikać z uzasadnionych przypadków, gdy matka nie mając wyboru zmuszona jest do zarabiania na życie. Ta krzywda może być rekompensowana możliwie najlepszymi warunkami opieki w żłobku. Ale i tak pozostaje krzywdą.
Nie jest też w pełni prawdziwe twierdzenie, że wychowanie dziecka wymaga socjalizacji w grupie rówieśników. Jest to bliskie prawdy tylko w przypadku, jeżeli przyjmiemy za naturalny i powszechny model rodziny z jednym dzieckiem. Upowszechnienie modelu 2+1 rodzi nie tylko niekorzystne skutki demograficzne. Pojawia się zjawisko „małych cesarzy”, jedynaków skrępowanych nadmierną opiekuńczością rodziców, niezdolnych do samodzielności i partnerskiej współpracy z innymi. W takim przypadku wcześniejsze wychowanie przedszkolne jest ratunkiem przed tworzeniem społeczności niesamodzielnych egoistów.
Interwencjonizm państwa bywa niebezpieczny w każdej sferze życia publicznego. Trzeba umieć trzeźwo odróżniać, czy przyczyną interwencjonizmu są rosnące, rzeczywiste potrzeby społeczne; czy też nacisk grup zorientowanych na życie z budżetu. Państwo poprzez mechanizmy wsparcia preferuje pewne zachowania indywidualne. Warto więc sobie odpowiedzieć, które z zachowań uważamy za korzystniejsze dla ogółu. Dotacje gminy do utrzymania jednego dziecka w żłobku wynoszą od 1 – 1,5 tys zł miesięcznie. Taki jest realny koszt przerzucenia na państwo odpowiedzialności za wychowanie własnego dziecka. Samotna matka uznająca swoje dziecko za przeszkodę w kontynuowaniu kariery zawodowej korzysta z niewspółmiernie wyższej pomocy publicznej, niż rodzina wieloletnia wyznająca tradycyjny podział ról społecznych (ojciec pracujący ciężko na utrzymanie rodziny, matka dźwigająca ciężar opieki, wychowania i prowadzenia gospodarstwa domowego). 
Preferencje w wysokości pomocy publicznej to tylko część problemu. Zadajmy sobie pytanie, który z wymienionych modeli rodziny dziś w opinii publicznej uważany jest za normalny, a który za patologiczny. Dlaczego za rodzaj dewiacji uznajemy autonomiczną decyzję dojrzałych ludzi, by wychowywać czwórkę, piątkę czy szóstkę dzieci...? Za naturalne i akceptowane uznajemy zaś przerzucanie na ogół obowiązku opieki i wychowania swojego jednego dziecka, w imię dążeń do wyższej płacy i szybszej kariery.
Powyższe uwagi nie oznaczają negacji obowiązków publicznych, ani nie postulują likwidacji żłóbków. Proszę tylko o pokorne przyjęcie do wiadomości: każda interwencja, tak w zakresie przekształcania środowiska naturalnego, w zakresie ingerencji w mechanizmy rynku wolnej wymiany towarów i usług, a także a może szczególnie) w zakres ukształtowanych tradycją zachowań społecznych; każda interwencja może powodować poważne szkody.
Więc jak to mówią górale: pięć razy pomyśl nim spluniesz pod wiater...

 

chciałbym to wiedzieć...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka