Nie ma słowa bardziej nadużywanego niż honor. Gdy powiemy „honor wymaga...” nikną argumenty racjonalne. Dobrze tylko, że dla honoru się nie mordujemy, ograniczamy się do szastania w tym imieniu pieniędzmi podatników.
Honor więc wymaga obrony dobrego imienia polskich generałów. A niby dlaczego ? Bo taka tradycja ? Ale ta tradycja rodziła się w czasach, gdy stopień generalskich opłacany był krwią i potem na frontach wojennych; gdy od morale kadry oficerskiej zależne było nasze bezpieczeństwo. Ile dziś z obecnych generałów uczestniczyło w prawdziwej wojnie ? Z pełnym szacunkiem, ale współczesna praca w Sztabie Generalnym nie różni się od pracy w cywilnym ministerstwie. Nie ma powodu by inaczej oceniać pracę generałów a inaczej pracę zarządu PKP. Bez obrazy – ale w ostatnim dziesięcioleciu liczna kolejarzy, którzy zginęli podczas pełnienia służby jest porównywalna z liczbą ofiar wśród żołnierzy.
Świadomość tragedii w połączeniu z owym magicznym „honor wymaga”, paraliżuje nas stosunek do kwestii materialnych. Dlatego z takim oburzeniem przyjmuje się, że MON broni się w sądzie przed roszczeniami odszkodowań dla rodzin ofiar katastrofy wojskowej CASA pod Mirosławcem.
Trzeba więc sobie zadać pytanie – dlaczego ofiary tragicznej, lecz przypadkowej, katastrofy zasługują na wyższe odszkodowanie niż rodziny zabitych w Iranie i Afganistanie. Katastrofa pod Mirosławcem zdarzyć się nie powinna, jest to tragiczny wypadek porównywalny z setkami podobnych katastrof na polskich drogach. Wysyłając żołnierzy na misję w warunkach wojennych musimy mieć świadomość, że wysyłamy ich po śmierć i rany. Honor to odpowiedzialność za tych, którym rozkazujemy oddać swoje życie. Niestety, ale to nasi generałowie wysyłali żołnierzy nie troszcząc się o ich bezpieczeństwo. Nasi generałowie pozostawiali bez odpowiedniej pomocy żołnierzy, którzy w tych wojnach stracili zdrowie...Obrona dobrego imienia polskiej armii nie może powodować zwolnienia dowództwa z ponoszenia odpowiedzialności za błędy i zaniechania. Mundur generała nie jest odzieniem świętej krowy. Nie można więc wyżej cenić życia generała, od życia żołnierza wysłanego przez niego na śmierć.
Słowa o honorze pojawiają się nie tylko w tych sytuacjach najtragiczniejszych. Nadużywane jest to pojęcie, by chronić typowo materialne przywileje służb mundurowych, takie jak prawo wcześniejszych emerytur. Gdy tylko zaczyna się dyskusja na ten temat, natychmiast prezentowany jest obraz żołnierza komandosa lub policjanta antyterrorysty uzupełniany dramatycznym pytaniem: czy wyobrażamy sobie takiego funkcjonariusza w wieku 60 lat...Honor nie pozwala nam podważyć tego argumentu. Nie pytamy się jaki jest rzeczywisty procent tego typu „liniowych” profesjonalistów w ogólnym zasobie kadrowym. Milczymy i płacimy pokornie, fundując prawo do wcześniejszych emerytur urzędnikom w mundurach. Z tych samych honorowych względów nie możemy zrównać przepisów łączenia pracy zarobkowej z pobieraniem emerytur, by równe były prawa cywili i mundurowych. Dajemy prawo nieograniczonego zarabiania policjantom z 15 letnim stażem, a wiec ludziom którzy nie zdążyli nawet odpracować tego co zainwestowaliśmy w ich szkolenie. Takie prawo odebraliśmy wszystkim cywilom, korzystającym z przywileju wcześniejszej emerytury.
Mundur i honor idą w parze. Tyle, że mundur chroni także grzeszne ciała, a honor jest wygodnym argumentem w ustach lobbystów.
206
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (1)