PPP – partnerstwo publiczno-prywatne – ma u nas historię długą i wzruszająco skomplikowaną. Jest to melodramatyczna opowieść o brzydkiej pannie (sferze usług publicznych) bez posagu (niedoinwestowanej), która chce wyjść bogato za mąż, ale za istotniejszy priorytet uznaje ochronę swojej cnoty. Ledwo po wieloletnich bojach udało się skroić ustawę o ppp do wymiarów pozwalających poruszać się po normalnym świecie, a już Minister Finansów z wdziękiem siekierką uciął łeb rynkowej hydrze.
Zgodnie z nowymi przepisami prawnymi zobowiązania z tytułu umów ppp samorządy powinny wliczać do ogółu zobowiązań ograniczanych ustawą o finansach publicznych (zadłużenie nie może przekroczyć 60% dochodów). Zmiana nastąpiła bez uprzedniego okresu przygotowawczego, prawo faktycznie zadziałało tu wstecz stawiając w trudnej sytuacji szereg miast. Nie da się ukryć, że w wielu wypadkach ppp było formułą umożliwiającą obejście 60% limitu. Jeżeli miasto zamierzało budować drogę miało dwie równoległe możliwości finansowania. Mogło, „po bożemu”, zaciągnąć kredyt bankowy i nim zapłacić wykonawcy. Mogło jednak także umówić się z wykonawcą, że on na własny koszt buduje drogę; a my przez kolejne kilkadziesiąt lat zwracamy mu za inwestycje płacąc za wynajmowanie drogi na cel publiczny.
Rzeczywiście więc w przypadku ppp mieliśmy niebezpieczeństwo ukrytych zobowiązań zagrażających bezpieczeństwu finansowemu gmin.”Siekierka” zakazu nie jest jednak najlepszym lekarstwem na poprawę sytuacji. Bezpieczeństwo finansowe zależne nie jest od sztucznych wskaźników, ale od realnych możliwości spłaty. To tak jak w budżecie rodzinnym, mniej jest istotne czy nasze prywatne zadłużenie wynosi 60% czy 120% rocznych dochodów; ważne by istniała różnica między naszymi dochodami a wydatkami większa niż obciążenie spłatą.
Taka właśnie realna ocena wiarygodności pożyczkobiorcy decyduje o zachowaniu banków. Nie jest niczym dziwnym, że część polskich miast balansujących blisko limitu 60% zadłużenia posiada wysoką ocenę wiarygodności wystawioną przez agencje ratingowe.
Dążąc do bezpieczeństwa finansowego samorządy powinny inwestować tak by w efekcie zwiększać różnice między dochodami a wydatkami. Uzbrojenie i skomunikowane terenu inwestycyjnego pozwalające pozyskać tam nowego płatnika podatków, poprawa efektywności energetycznej, zmniejszanie kosztów transportu przez obszar miasta – to są kierunki inwestowania zwiększające wspomniane bezpieczeństwo. I przeciwnie: budowa stadionu, filharmonii, szkoły, choć w dalszej perspektywie przynosi pozytywny efekt wzmacniając kapitał społeczny, w bliższym czasie pogorszy nam wskaźniki decydujące o wiarygodności finansowej.
„Siekierka” wskaźnika 60% o takie szczegóły nie dba. Samorząd, który podjął decyzje o ppp, zachęcany do tego wielokrotnie przez polityków z centrum, znaleźć się może w nieszczególnej sytuacji. Przyjął np. rozwiązanie proste, umówił się z firmą prywatną, że ta dokona termomodernizacji szkół odzyskując włożone pieniądze z oszczędności w płaconych rachunkach za energię. Proste, korzystne dla obu stron, obojętne dla budżetu, a w dalszej perspektywie zmniejszające publiczne wydatki; takie działanie może się okazać zabójcze. Bo RIO nakaże wliczyć zobowiązania z tytułu tej inwestycji do budżetu nakazując tworzyć odpowiedniej wysokości rezerwę i w wyniku tego wskaźnik zadłużenia skoczy na 61%. No i klops, pan premier wprowadzi zarząd komisaryczny...
Chyba, że o to właśnie chodzi. W latach 30-tych pod pretekstem trudnej sytuacji finansowej wprowadzono komisarzy do ponad 70% miast. Historycy piszą o tym okresie jako czasie umacniania antydemokratycznych rządów autokratycznych. Czy jednak współcześnie ktoś się ośmieli tak powiedzieć o partii obrońcy demokracji, w swojej nazwie noszącej przymiotnik obywatelska ?


Komentarze
Pokaż komentarze