Życie stawia człowieka w nie zawsze komfortowej sytuacji. Być może z poziomu polityka parlamentarnego można potraktować kwestię związku partnerskiego osób tej samej płci, jako element promocji własnych poglądów moralnych. Gorzej udawać, że takiej sprawy nie ma wykonując konkretne zadania administracyjne.
Jest oczywistym, że urzędnik powinien kierować się zasadą: „nie pytaj, nie mów”. W stosunku do każdej osoby załatwiającej konkretną sprawę administracyjną należy zachować bezstronność, a zatem nie można domagać się innych informacji, niż związanych z ową sprawą. Co jednak zrobić, gdy zakres tej sprawy wymaga wkroczenia w życie prywatne obywatela. Jak unikając takich pytań przeprowadzić rozpoznanie uzasadniające przyznanie zasiłku socjalnego ? Czy uwzględniać prawo do odmowy zeznań składanych przez świadków na rozprawie administracyjnej, gdy w grę wchodzi sytuacja rzeczywistego, trwałego związku partnerskiego świadka i strony ? Czy stały związek partnerski powinien wpływać na stosunek pracy, analogicznie do zasad mówiących o zatrudnianiu w jednej instytucji małżonków ? W jakim stopniu urzędnik polski ma respektować zawarty legalnie w innym kraju unijnym związek partnerski ?
Nie da się na owe pytania, wynikające z praktyki pracy urzędniczej, odpowiedzieć ideologicznie. Można prywatnie uznawać związek osób jednej płci za coś niedopuszczalnego i nienormalnego; ale też nie można zaprzeczać rzeczywistości i udawać, że takich sytuacji nie ma.
Obowiązująca norma konstytucyjna mówi o małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny. Taka i tylko taka instytucja rodziny jest, zgodnie z ustawą zasadniczą, podmiotem, który wspiera państwo. Jest to słuszne, bo wsparcie państwa jest uzasadnione znaczeniem tradycyjnej rodziny dla rozwoju społecznego. Najważniejszym celem w związku opartym na miłości jest posiadanie i wychowanie dzieci, tak by w nich mieć w przyszłości wsparcie na starość. Nawet bezduszny, zimny rachunek ekonomiczny wskazuje korzyści wynikające z inwestycji w spełniającą ( lub dążącą do spełnienia) taką misję rodzinę.
Nie ma podstaw by związkowi partnerskiemu osób tej samej płci przyznawać identyczne prawa jak tradycyjnej rodzinie. Przydatne byłyby jednak przepisy prawne dookreślające status prawny takich związków i związane z tym uprawnienia oraz ograniczenia. Nie jest istotne, czy będzie to uregulowane jedną ustawą, czy nowelizacjami obowiązujących rozwiązań kodeksowych. Nie jest też istotne, czy strony zawiązujące taki związek umowę będą podpisywały w urzędzie stanu cywilnego czy w kancelarii notarialnej... Jeżeli dorośli ludzie z własnej, nieprzymuszonej woli decydują się na wspólne życie i wspólną własność; przepisy prawne powinny taką rzeczywistość uwzględniać.
Prawo jednak powinno możliwie najpełniej chronić prywatność, a więc przez to nie powodować ani pozytywnej ani negatywnej ingerencji w prywatne skłonności ludzi. Doktryna uprzywilejowania mniejszości jest równie szkodliwa jak ograniczanie szans tej mniejszości. Dlatego szukanie form regulujących sytuację konkubinatu, czy - jak kto woli – związku partnerskiego, w żaden sposób nie może być traktowane jako rodzaj uprzywilejowania lub - co gorsze – afirmacji pewnego rodzaju zachowania prywatnego. Tu raz jeszcze powtórzę z pełnym przekonaniem: policzalne, rzeczywiste korzyści społeczne i ekonomiczne przynosi trwały, oparty na miłości związek kobiety i mężczyzny mając na celu posiadanie i wychowanie dzieci. I owe policzalne korzyści powodują, że taką instytucje państwo powinno chronić, wspierać i afirmować.


Komentarze
Pokaż komentarze